Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
"Róbmy driadom dzieci!" czyli Mourtun wraca do Shani.
Mourtun:
- W zasadzie to nie spieszyło mi się dopóki ci dwaj nie porwali maurena i tego drugiego. Teraz chce jak najszybciej dostać się do celu. Tutaj w każdej chwili może nas coś zaatakować, napaść, pożreć. Mamy Atunus więc bestii wnioskując będzie multum. Chodzą i chcą się najeść przed Hemisowym snem i trudnymi warunkami. Tak więc stwierdzam że chcąc iść z buta byłoby przekichane. Coś pokręciłem? Kto to jest wiedźmin panie? - podrapał się, wciągnął w płuca chłodnego powietrza i starał się zrelaksować.
Rodred:
- Chyba chciałeś powiedzieć, że dopóki nie zgarnąłeś kasy za to, że ich zabrali. Poprawił woźnica.
- Tu mamy przekichane, na szlaku mamy przekichane, czyli ogólnie wszędzie do dupy. Z dwojga złego wolę już zginąć w ciepłej karczmie. Podsumował jakoś nie bardzo przejmując się twoimi obawami.
- Kto to wiedźmin? Przydupas wiedźmy he he he. Widocznie rozbawił go własny kawał.
Mourtun:
- Zgarnąłem kase? Przeoczyłem coś? Bo co jak co ale ja nigdzie u siebie tej kasy nie widziałem. - powiedział kąśliwie. Wstał i machnął tylko ręką na durny dowcip woźnicy. Spojrzał na twarz karczmarza i powiedział kładąc mu ręke na ramieniu. - Jeśli coś przyjedzie to daj znać, ja ide pogadać z tamtym niziołkiem. - wstał i udał się do karczmy gdzie w towarzystwie dwóch kelnerek siedział niziołek. Uklęknął obok jednej z kobiet i ujął jej dłoń. Ucałował delikatnie w grzbiet dłoni i spojrzał w oczy. - Przepraszam za moje poprzednie zachowanie, spowodowane było chwilowym zamroczeniem umysłu. Miło poznać piękną panienkę, jestem Mourtun.
Rodred:
- Ja tam już swoje wiem. Powiedział tylko woźnica gdy odchodziłeś.
Jak wszedłeś do środka to zobaczyłeś, że nikogo tu nie ma po za jedną kelnerką, która właśnie przestawia stoły. To nie ta o czarnych włosach.
Mourtun:
- Witaj. - podszedł do kelnerki. - Jestem Mourtun tak w ogóle. Gdzie się wszyscy podziali?
//<facepalm> Napisałem "karczmarz".
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej