Tereny Valfden > Dział Wypraw

Kojący dotyk Enart. Ogrody Erosa.

<< < (47/84) > >>

Silion aep Mor:
Krasnolud usłyszał rozkaz, cóż pan mauren chciał ognia więc go dostanie, zabrał od marynarza przyniesione wcześniej z kuchni płonące łuczywo, rozejrzał się by dojrzeć ile mamy armat, wszak wcześniej tego nie zrobił. Zdecydowanym krokiem podszedł do samej ściany i zaczynając od pierwszej armaty odpalał. Przyłożył ogień do lontu w dziale, lont zaczął się palić, w tym czasie krasnolud już odpalał kolejne lonty przy działach idąc przed siebie od jednego działa do drugiego. Gdy odpalił już mniej więcej połowe dział, pierwsza armata huknęła donośnie, z jej gardła wyleciała z ogromną prędkością kula wcześniej załadowana przez marynarzy. W uszach krasnoluda świszczało lecz wiedział że nie ma czasu na użalanie się nad sobą, odpalił kolejne armaty i podał marynarzowi prowizoryczną pochodnię. Odpiął od pasa drugą wcześniej załadowaną kuszę, jedną z nich już trzymał w drugiej ręce podczas odpalania dział. Wybiegł z pod pokładu na górę, na pokład, wciąż słyszał huk strzelających po kolei armat, to było coś naprawdę miłego dla ucha. Rozejrzał się po pokładzie by dowiedzieć się ilu piratów nas napadło, cholernie się zdziwił gdy ujrzał tylko 16 bardzo przerażonych facetów którzy atakowali nas tylko "dla zasady". Cóż tajemnicza postać musiała napędzić im niezłego stracha. Patrzył się przez chwilę tak po pokładzie i nawet nie zauważył że biegnie na niego dwóch szalonych pirackich wypierdków, biegli z mieczami uniesionymi wysoko nad głowami, krasnolud mając przygotowane kusze szybko wycelował każdą kuszą w jedną z głów. Przeciwnik biegnący z lewej strony był na muszce kuszy w lewej ręce kruka, a dokładniej to jego czaszka była na muszce. Przeciwnik biegnący z prawej stronie był na celu kuszy w prawej ręce. Przeciwnicy byli w odległości 2,5m od krasia. Jeden zdecydowany ruch, wciśnięcie spustów miał ponieść śmierć tym młodzikom. Bełty niczym dzikie zwierzęta uwięzione w klatce wyrwały się z kuszy przed siebie siejąc spustoszenie. Wystrzelony z lewej kuszy bełt świsnął obok miecza pirata by wbić się głęboko w jego głowę. W tym czasie bełt z prawej kuszy przeleciał tą niewielką jak dla niego odległość i wbił się mocno zaraz nad oczami człowieka. Krasnolud odskoczył w tył na schody a przeciwnicy runęli twarzami do ziemi 1 metr przed nim. Krasnolud dopiął rozładowane kusze do pasa i szybkim energicznym ruchem prawej ręki wyrwał swoje dwa noże. Szklany zimny niczym lód "Mroźny oddech" oraz pięknie połyskujący srebrny "Rozcinacz światła", rozcinacz umieścił w lewej ręce a oddech w prawej. Szybkie ponowne spojrzenie na pokład i już wiedział co się dzieje. Nagły zastrzyk adrenaliny wyostrzył jego zmysły, zwinność, siłę a przede wszystkim orientację w terenie. Silion dojrzał że facet znajdujący się 3 metry przed nim ruszył na odwróconą do niego i tego bandyty plecami Evening. Nie zastanawiał się nawet, ruszył szybko za nim, starał się go dogonić zanim ugodzi panią kapitan w odkryte plecy. Biegł za nim, gdy przeciwnik był już 1 metr od świętej mściciel, krasnolud dorwał gnoja, jedno szybkie pchnięcie i "Mroźny oddech" wbił się w plecy bandziora i przeciął kręgosłup wraz z jego rdzeniem. Facet momentalnie zesztywniał, Sil podciął mu nogi swoją lewą nogą i odepchnął go na bok aby nie upadł na przyszłą anielicę. - Uważaj na swoje plecy Evening! - rzucił tylko. Odwrócił się i zauważył biegnącego na niego przeciwnika, z odległości 2m chciał ciąć poziomo w tułów krasnoluda. Kruk odskoczył na 1 metr w tył i rzucił "Rozcinaczem" w serce pirata. Broń weszła gładko i głęboko, człowiek zdębiał, machnął jeszcze raz ostatnim tchem niedbale mieczem w bok, Sil odskoczyl w tył unikając cięcia, po czym nabiegł na faceta i wyciągniętą w bok ręką, biegnąc na niego, uderzając nią płasko w brzuch, obalił go na plecy, uderzył go jeszcze z buta w twarz łamiąc nos. Wyrwał z ciała wroga swój nóż, szybko oba noże wylądowały na korpusie w specjalnych uchwytach a w dłoniach krasnoluda wylądował jego wierny towarzysz topór. Szybko rozejrzał się po pokładzie i ujrzał że w odległości 5 metrów od niego stoi sobie zdezorientowany pirat. Kruk nie czekając pobiegł na niego z dziką furią na ustach, chłop ogarnął o co chodzi i dobył miecza, również ruszył na krasnoluda. Gdy Sil był już dwa metry od bandziora zmuszony był odskoczyć w tył bo mężczyzna ciął mieczem poziomo z lewej na prawo. Sil uderzył toporem z nad głowy, mężczyzna sparował poziomo swym mieczem. Topór zawiesił się na broni pirata. Silion używając swej siły sprowadził miecz wroga do poziomu podłogi, przyciśnął go mocno do ziemi po czym uniosł go wyżej i zanim człowiek sparował, uderzył nim w brzuch gościa. Typek otrzymując cios w brzuch zgiął się się w pół, kraś puścił topór, uderzył zgiętego w pół z bólu przeciwnika pięścią w twarz po czym uwolnil ukryte ostrze i wbił je w czaszkę wroga. Pchnął dłonią mężczyzne na plecy, podniósł topór i wbił go mężczyznie w klatkę piersiową. Pirat zmarł. Kruk szybko wyrwał z ciała oponenta i schował topór, dobył noży i szukał już kolejnych celi.

//: 10xPirat

//: Napisane od nowa :D

Mohamed Khaled:
Na rozkaz pani kapitan, wysunął z pleców katanę i zdjął kuszę, którą chwilę potem naładował. Nie pchał się do walki, nie był cholernym bohaterem, który idzie na bitwę z okrzykiem na ustach. Był raczej cichym zabójcą, osobą która likwiduje osoby, gdy wymaga tego sytuacja.
Piraci niewiele się od niego różnili. On zabijał osoby za pieniądze, oni rabowali bo tych pieniędzy nie mieli. Dlaczego więc miał ich mordować? Wiedział jednak, że obecnie był pod czyjąś komendą, wiedział, że rozkaz to rozkaz. Kazali mu zabijać, to zrobi to. Zabójca doskonały nie ma uczuć, to tylko trudności na jego szlaku.
Gdy wyszedł na górny pokład, zdziwił się. Myślał, że potęga piratów będzie wielka, że będą iść jak burza, mordować i gwałcić co ładniejszych uczestników tej wyprawy. A jednak. Byli wystraszeni, niezorganizowani, nie wiedzieli co, gdzie i jak, a co dopiero jak się porządnie bronić.
Przeleciał wzrokiem po pokładzie.
Eve zabiła jednego pirata, Silion - jak przyszło na krasnoluda - rzucił się na pozostałą piątkę. To było z jego strony delikatnie nierozważne. Miał bowiem dla kogo żyć, jak sam się wyraził, ale widocznie chciał zginąć. Nie miał nic do krasnoluda, ale to nie on brał udział w bitce na Zuesh, gdzie bojowników zalewały fale demonów. Niedoświadczenie w boju może w przyszłości zaskutkować niemiłą raną..
Rozejrzał się raz jeszcze. Zostało dziesięciu, a i na statku przeciwnika kilku nadal pewnie się kryło.
- ÂŁadować i strzelać ogniem ciągłym, macie zatopić tą łajbę! - warknął jeszcze gdzieś w głębię pokładu, gdzie stało paru marynarzy. Wszakże, nie może wziąć wszystkich na potyczkę! A gdyby przydał się ogień pomocy z dział? Ktoś musi zostać, załadować i wystrzelić. Kto to ma zrobić? Duch? Nie, to marynarze!
Pierwszy przeciwnik już nadbiegał. Mimo strachu, który kruczy adept dojrzał w oczach, pirat nie chciał się poddać. A nóż, uda mu się zabić i zabrać kosztowności? Kto wie, może nawet wyszedłby żywy z tego okrętu, gdyby inni go nie zabili. Było jednak kompletnie inaczej. Gdy zbój podniósł ostrze, Mohamed wystrzelił z kuszy, którą od czasu ładowni trzymał w prawej ręce. Bełt pomknął w powietrze, wcześniej "brzęcząc" gdy cięciwa się "spuściła". Cichy szelest przemknął przez pewien okres czasu, uderzając z głuchym łoskotem w klatę marynarza "ciemnej mocy". Jeden mniej, jak to mówią.
Kuszę założył na plecy, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że nadbiegają kolejni. Nie miał czasu, by się rozczulać, by oddać należytą cześć poległemu. Tak, cześć. Kruk był nadzwyczaj dziwnym człowiekiem, co potwierdzą osoby, które poznały go troszkę lepiej. Gdy zabijał żywą istotę - żywą, która miała jakąkolwiek rodzinę, albo była samotna - i która była człowiekiem, zawsze składał cichą modlitwę do Rashera, by zaopiekował się duszą poległego. Teraz jednak nie miał na to czasu.
Katana w jego prawej dłoni - która nota bene jeszcze niedawno była przygnieciona kamieniem, teraz dzięki gnatozrostowi jak nowa - przecięła złowieszczo powietrze, lśniąc. Wiedział, że nie może zlekceważyć przeciwnika. Piraci i może byli wystraszeni, nadal jednak byli to piraci, zbóje morscy, którzy już niejeden statek zatopili, niejedną kobietę zgwałcili, nie jednego chłopa zarżnęli jak dzikie byczysko.
Pojawiło się dwóch na jego drodze. Obaj szykowali się do ataku, szczerząc zębiska w nerwowym uśmiechu. Strach nimi miotał, ale i tak byli zdolni.
- Trzeba wam śmierci? - warknął w ich stronę, parując jeden z ciosów. - I tak zginiecie. Jak nie ode mnie, to od kogokolwiek. Wszyscy.
Znów sparował cios, unikając przy okazji ostrza innego. Nie był to pełen unik, został bowiem ranny w lewe ramie. Długa kreska - wąska i płytka - niemal natychmiast trysnęła krwią, zaplamiając jego ciuchy. No cóż. Co to za bitwa bez ran? Nie warta wspomnienia.
Uderzył jednego z przeciwników w klatę, odpychając go na bok i sprawiając, że ten potknął się o trupa - pirata, którego raptem kilka chwil wcześniej ustrzelił. Przeciwnik, który został przewrócony, potoczył się kilka razy w tył, uderzając w barierkę. Na tą chwilę był zamroczony, co wykorzystał czarnoskóry.
Kilka szybkich cięć w klatkę piersiową, którą zakończył ciosem w serce. Kolejny przeciwnik padł martwy na ziemię, wykrwawiając się. Och, nie tylko on zyska dzisiaj rany. Oj nie!
Ten, który został tymczasowo zamroczony, nadal niedomagał. Miał migawki, mroczki i ogólnie rzeczy, które dopisuje się do osób z delikatnym bólem głowy od uderzenia. Był jednak zdolny do jakiegokolwiek machania mieczem, co postanowił zrobić.
Khaled namęczył się, by dostać się do człowieka, który szaleńczo wymachiwał ostrzem we wszystkie strony. Dostał dwa razy rękojeściom w rękę, za co teraz chciał oddać. Gdy przeciwnik nierozważnie podniósł miecz w górę, Mohamed ciął w zgięcie ręki.
Kończyna poleciała w górę, upadając chwilę potem na ziemię.
- No cóż.. Mówiłem, że zginiecie - prychnął, kopiąc pirata i wbijając ostrze w podbrzusze. - Prędzej czy później...

7x Pirat

Armin:
Ciemnoskóra spokojnym krokiem dostała się na górny pokład. Zobaczyła znowu tą dziwną postać, lecz tym razem na innym statku - statku piratów. Zaistniała jakaś mała sprzeczka, a morscy bandyci zaczęli abordaż. Armin nieukryła swojego uśmiechu, kiedy na myśl przyszła jej walka. Okazało się jednak, iż przeciwnicy nie byli do końca zorganizowani... Byli przestraszeni i chyba brakowało im trochę pewności siebie. Tym lepiej dla nas. pomyślała kobieta. W jednej  chwili jeden z rozbójników stanął przed kobietą dzierżąć sztylet. Maurenka nie mogła być gorsza od takich tłumoków, więc wyjęła swój sztylet oraz uwolniła ukryte ostrze.
- Witam. - dziewczyna uśmiechnęła się. - Niestety w ciągu paru minut zginiesz. Zgadzasz się z tym stwierdzeniem? - droczyła się z piratem, a ten zaczął biec wprost na kobietę. Armin zniknął uśmiech i została teraz skupiona mina. Wyciszyła wszystkie swoje emocje i po prostu przyjęła maskę zabójcy. Przeciwnik biegł jak oszalały z bronią wyciągniętą przed siebie. Ciemnoskóra jednak zrobiła szybki unik w bok, dzięki wyuczonej akrobatyce. Najwidoczniej mężczyźnie nie spodobało się to, więc ponowił swój atak. Maurenka na lekko ugiętych nogach przejechała ostrzem po jego lewym boku. Pirat jęknął z bólu, spojrzał na ranę, z której zaczęła wydobywać się ciemnoczerwona krew. Stracił on równowagę i i upadł na jedno kolano. Armin zaszła go od tyłu, złapała za włosy i położyła ostrze na szyi przeciwnika. - Przekaż ode mnie pozdrowienia dla Rashera. - wyszeptała mężczyźnie do ucha i z wyuczoną precyzją poderżnęła mu gardło. Krew rozlała się na pokład, a bandzior padł na twarz nie ruszając się.
Nagle ciemnoskóra poczuła uderzenie pięści w plecy. Kobieta odwróciła się i kogo zobaczyła...? Kolejnego pirata. Armin wstała i zmierzyła przeciwnika wzrokiem. - Ty tez chcesz pozdrowić Rashera? Nie ma problemu. - dziewczyna z niezwykłą szybkością wbiła sztylet pod żebra. Mężczyzna coś przeklnął i złapał się za bok. Tym razem, okazało się, że tak łatwo przeciwnik się nie podda. Wbiegł na kobietę i przewalił ją. Armin leżała teraz na łopatkach przygnieciona atakującym bandytą. Chciał poderżnąć gardło maurence, ale dziewczyna była od niego o wiele szybsza i zwinniejsza. Wbiła mu ostrze w brzuch najboleśniej jak się dało. Kiedy broń znajdowała się w przeciwniku, zaczęła przekręcać ją na wszystkie możliwe strony. Pirat zaczął przeraźliwie jęczeć, aż w końcu krew wypłynęła mu ustami i zamilkł na wieczność. Ciemnoskóra zrzuciła z siebie trupa i czekała na kolejną walkę.

5x pirat

Mohamed Khaled:
Kruk nie zamierzał ustać w mordowaniu. Skoro już zaczął, to czemu miałby przestać? Przecież to absurd, zabił już trzech, to zabije kolejnych.
Katana poszła w tymczasową odstawkę, musiał bowiem załadować kuszę. Odszedł chwilowo na bok, by w spokoju wyciągnąć bełt i nałożyć na cięciwe. Był to żmudny proces i powolny dla kogoś, kto nie trenował tego, by szybko ładować. Jednak, gdy zdążył ją już załadować, przez jego twarz przemknął uśmiech. Kolejny z przeciwników poleci na ziemię martwy. Wystarczy, że wymierzy. Wystarczy, że naciśnie spust, a śmiercionośny pocisk poleci na kolejnego przeciwnika i uśmierci go niechybnie. Czy jednak będzie to potrzebne? Nie widział innego wyjścia.
- Ej, wy! - warknął w stronę ładowni. - Ognia!
Nie czekał jednak na wystrzał z armat. Nie miał pojęcia, czy przy działach ktokolwiek został. A nóż zostali już wymordowani? A może szlają się po pokładach i starają zachować spokój w tym całym burdelu?
Przymierzył oko do małego "celownika" na końcu. Prowizoryczne nacięcie ułatwiające wycelowanie w przeciwnika.
Wstrzymał oddech.
Wszystko zwolniło. Przynajmniej dla niego. Teraz bowiem liczył się przeciwnik i grot, który pomknie za sekundę w jego stronę.
Wypuścił powietrze, zwalniając cięciwę. Zaostrzony bełt poleciał, przeszył powietrze niczym błyskawica i wbił się w kark jednego z piratów, uprzednio ledwo nie trafiając jednego z marynarzy. Ot, prawie by zginął. Wystarczyło parę centymetrów...
Piratów zostało tylko czterech. Parę zgrabnych ciosów od Maurena i jego towarzyszy, a przeciwnicy będą leżeć martwi. Albo staną się pokarmem dla rybek, jak kto woli.
Kusza poszła na plecy, katana ponów wylądowała w dłoni. Khaled trzymał ostrze pewnie wiedząc, że i tak bitwa jest już wygrana. Wystarczyło tylko zabić. Tylko zabić.. Jak to prosto powiedzieć, a jak trudno zrobić. Zwykły człowiek po czymś takim cierpi, Kruk odpoczywa. Nie tylko fizycznie. Wyłącza się całkowicie z ciała, jakby to była tylko powierzchowna strona jego jestestwa.
Kolejnych dwóch delikwentów szykowało się na śmierć. No cóż, nie może im tego zabronić. Chcą ginąć, nikt im tego nie zabroni. Każdy żyje, jak mu się podoba. Albo i nie żyje. Jak kto woli.
Zablokował sprawnie cios jednego z piratów i sparował, uderzając łokciem w jego twarz. Chłopczyna zawył i cofnął się kilka kroków w tył, warcząc. To dało mu szybką sposobność do tego, by gładko go wyeliminować. Wysunął ukryte ostrze i kilkakrotnie dźgnął go w różne części ciała, potem popchnął i dobił raz jeszcze ukrytym. Biedaczysko wykrwawiło się na śmierć szybciej, niż zdążyło pomyśleć "O kuuurwa".
Kolejny z jego przeciwników był wystraszony aż tak, że ledwo trzymał miecz. Trząsł się, ale i warczał, jakby w ostatniej smutnej woli chciał się uratować. No, w każdym razie mu się nie udało. Mauren nie był w stanie strachu, nie był podatny na czyjąś śmierć. Nie rozpaczał. Dlatego się nie zgubił. Dlatego trwał, gdy zadawał kolejne cięcia kataną.
Kłucia, rany cięte, powierzchowne i głębokie. Pirat nie wiedział co się dzieje, skąd się dzieje i dlaczego. Wiedział, że umierał. I umarł, jak na pirata przystało!
Jeszcze jeden chciał zobaczyć, jak to jest, gdy się umiera. Nadbiegał z drugiej strony pokładu, dzielnie przeskakując przez masę trupów, unikając bełtów, unikając lecących sztyletów, czy nadlatujących ostrzy. Jakby miał nadzieje, że jednak uda mu się przeżyć. Albo, ze darują mu życie, jak to było w tych legendach... Zły został pokonany, ale darowano mu życie i był dobrym.
Nie skończył dobrze z takim nastawieniem. Kruk odciął mu nadgarstek w prawej dłoni, przebił udo i uderzył kilkakrotnie w twarz, na koniec przebijając mu podbrzusze i wyrzucając za burtę.

1x Pirat

Szarleǰ:
Po salwie oddanej we wrogi statek, kanclerz podobnie jak i reszta udał się na pokład by odeprzeć nacierających piratów. Fakt, że byli zdezorientowani i przerażeni tylko ułatwiał sprawę. Mieli przewagę liczebną, lecz w rzeczywistości z własnej woli weszli w paszcze lwa. Szarlej nie obawiał się porażki. Gdy pierwsi piraci pojawili się na pokładzie, kruk, zachowując przerażający spokój, oddał perfekcyjny strzał, strącając jednego z nich w głębię oceanu. Przynajmniej trochę jak Salazar, zażartował w myślach. Nie uważał, by był to żart godny podzielenia się z innymi, jednak sam uśmiechnął się z satysfakcją. Ktoś postronny mógłby stwierdzić, że uśmiech wywołało zaspokojenie  sadystycznej żądzy kanclerza, a przecież ani grama w tym prawdy.

Wtem dokoła zawrzało, a cały statek zapłonął w ogniu walki. Wszechobecny szczęk stali i odgłos wystrzelonych pocisków zagłuszał nawet myśli. Kruk złapał za rękojeść i powoli wyciągnął ostrze z pochwy, niczym bestia, szczerząca swe kły. Przeciwnik zbliżał się. Widział jego twarz, wykrzywioną w pewnej kombinacji grymasów, wyrażających tyle negatywnych emocji, na ile tylko pozwalały jej mięśnie. Kruk nawet przez chwilę nie żałował życia, które był zmuszony zakończyć.

Ruszył na pirata. Klinga gwizdnęła kilkakrotnie, wywijając młynki w powietrzu. Przeciwnik wydał z siebie atawistyczny odgłos i runął bezmyślnie na Szarleja, rąbiąc mieczem na wysokości jego ramienia. Kanclerz nie omieszkał wykorzystać tego książkowego błędu. Zgrabnie wykręcił biodra i sparował cios mocnym uderzeniem miecza. Wytrącony z równowagi przeciwnik zachwiał się i cofnął o kilka kroków. Ostatni z nich okazał się niefortunny.

Dało się słyszeć trzask zwęglonych desek. Dek Krwawego Graala zapadł się pod nogą zdezorientowanego pirata, skazując go na pewną śmierć. Kruk w momencie doskoczył do przeciwnika i przeciął jego twarz na dwie równe części.
Szkarłatna krew trysnęła dokoła, brudząc deski pokładu i ludzi walczących obok. Z gardła przeciwnika jeszcze przez chwilę wydobywał się bulgoczący dźwięk, przerywany przez krótkie charknięcia.

0x Pirat


//Dzięki Mohamed :)

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej