Tereny Valfden > Dział Wypraw
Kojący dotyk Enart. Ogrody Erosa.
Canis:
Nazwa wyprawy: Kojący dotyk Enart. Ogrody Erosa.
Prowadzący wyprawę: Salazar Trevant
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: Mile widziana umiejętność Wilk Morski, szczególne warunki osobiste, zdolność współpracy i współdziałania z innymi uczestnikami wyprawy.
Uczestnicy wyprawy: 17/25: Silion aep Mor, Elrendar, Evening Antarii, Armin, Salazar Trevant, Anette Du'Monteau, Szarlej, Mohamed, + 8 marynarzy + 1 strenik
//Dołączyć może każdy do czasu wypłynięcia statku z portu Atusel.
Wieczór, zwyczajny wieczór, z gwiazdami, jednak w rozświetlonym porcie, gdzie gwar i radość gościły wśród mieszkańców. Każdy balował w te piękne dni racząc się radością mijającej pory roku. Nie było ludzi, którzy nie cieszyli by się takimi warunkami.
Ponad to, wieść niosła, że Salazar Trevant organizuje morską wycieczkę na Archipelag Chatal, gdzie chce popłynać by pokazać jedno z dziedzictw prastarej cywilizacji, Ogrody Erosa, o których napomknął na publicznym wykładzie na uniwersytecie. Podróż zaplanowana była na jutrzejsze popołudnie, by każdy miał czas wejść na pokąłd, przygotować się do podróży.
Fregata "Krwawy Graal" Już od południa była oporządzana do wypłynięcia, by an sam wieczór obsługa portowa opuściła trap dając każdemu możliwość wejścia.
Jednak wejścia strzegł ciekawy stwór, Harsesis imieniem Saper.
Stał dumnie na szczycie trapu, już na pokładzie Graala, każdy kto wchodził, musiał minąć tę bestię, która pokazywała łapą stale na konieczność wpisania się na listę uczestników z imienia i nazwiska, by kapitan, gdy wejdzie, mógł rozpocząć zarządzanie statkiem. na dole, małym druczkiem było dopisane:
"Każdy, kto zna się na żeglarstwie, jest prawdziwym wilkiem morskim:", będzie zobowiązany do obsługi statku!"
Silion aep Mor:
Krasnolud zjawil sie wreszcie w porcie Atusel, byla ciemna noc, statek stal dumnie w porcie. Ludzie przykladali sie co szlachcic Atusel robi noca w porcie ale olac ich. Podszedl dumnie do trapu i wszedl na poklad, ujrzal "pieska" i kiwnal mu glowa. Zapisal sie na liscie i stanal obok zwierza wyczekujac na maurenke. Raz sie zyje. - pomyslal.
~ Silion Erenus aep Mor
Elrendar:
Wykład przekonał mnie, że warto popłynąć z jaszczurem i paroma innymi osobami by zapoznać się nieco z tym innym lądem. Prawdopodobnie jest tam też wyjątkowo niebezpiecznie co zważywszy na moje umiejętności powinno być hamulcem moich kroków, lecz tak się nie stało. Stopy poniosły mnie aż do portu, gdzie stanęły dopiero po przejściu trapu i wejścia na drewniany pokład statku. Oczywiście nie zapomniałem także złożyć swojego podpisu. Podejrzewam że i tak nikt by się nie przejął mianem takiej przybłędy jak ja.
~ Elrendar z Ewersong
Evening Antarii:
Atunus na Valfden bywała szara i deszczowa. Zdarzały się owszem takie dni, że słońce dodawało blasku szarym domom i ulicom, a kolorowe liście tworzyły jakby dywany na traktach i na parkowych uliczkach. Większość tej pory roku to jednak deszcz, wszechobecne błoto i przygnębiające chmury ciągnące się po niebie cały dzień. Chatal mogło być pewnym przedłużeniem astas, szczególnie że temperatura była tam iście letnia, a woda w morzu ciepła całą dobę. Słońce całe dnie świeciło intensywnie i tylko chłód nocy dawał możliwość odpoczynku od spiekoty.
Dlatego właśnie w podróżnej torbie Eve nie znalazła się żadna zbroja, lecz zwiewne bawełniane i lniane ubrania. Broń wzięła tą co zwykle, kiścień i miecz, gdyż nimi posługiwała się najlepiej. Na dnie torby spoczywał też sztylet w skórzanej pochwie. Dalej sukienka chociażby na kolacje przy zachodzącym słońcu, płaszcz na deszczowe dni, bo przecież i takie mogą się zdarzyć i skórzane spodnie do wędrówek przez tropikalne lasy. Prócz tego wiele innych nieprzydatnych kobiecie rzeczy jak kosmetyki czy grzebień do włosów. I kostka, którą znalazła u siebie pod domem, a jej zastosowanie dotąd nie poznała.
Obciążyła tobołkami Caledusa i konno ruszyła do portu. Z przywleczonymi do siodła torbami i mieszkami, łaciaty koń wyglądał jakby wiózł cały dobytek swej pani do nowego domu. Tyle tego był, iż można było sądzić, że mściciel się przeprowadza. A przecież wzięła tylko najpotrzebniejsze rzeczy.
W Atusel przywitał ją ten sam co zwykle zapach - zapach jodu i ryb, który bardzo lubiła. Kojarzył jej się z domem rodzinnym i zamorskimi wyprawami, w których chętnie uczestniczyła, jeśli mogła. Szum fal uspokajał ją, a potyczki z morskimi potworami dodawały smaczku takim wyprawom.
Odwiązała liny od siodła, dzięki którym cały jej dobytek trzymał się na koniu. Jedną torbę przewiesiła sobie przez ramię, plecak założyła na plecy, a tobołki z najpotrzebniejszymi pierdółkami trzymała w prawej dłoni. Przed wejściem na pokład Eve zapłaciła jakiemuś chłopcu gapiącemu się na statek kilka grzywien, by odprowadził Caledusa do stajni, gdzie zajmą się zwierzęciem do jej powrotu. Sama zaś ledwo przytachała torby na górę, minęła dostojnego harsesisa i zawołała Sila, gdy ujrzała go przy burcie. -Silion, chodź no tu! Pomożesz mi trochę?- poprosiła licząc na pomocną dłoń. -Musiałabym to zanieść do mojej kajuty...- dodała jeszcze. Torby powędrowały na drewniany pokład, deski lekko zaskrzypiały pod jego ciężarem, a dziewczyna podpisała się starannie na odpowiedniej liście.
~Evening Antarii
Silion aep Mor:
Krasnolud przywital Evening szerokim usmiechem i uklonem, widzac i slyszac ze nie moze sobie poradzic z bagazami podbiegl do niej i wniosl jej rzeczy na poklad. Ciezkie bagaze ulozyl przy burcie i oparl sie o nia. Usmiechnal sie i rzekl wesolo. - Nigdy nie spodziewalbym sie, ze kobieta potrafi miec tyle bagazy. po chwili. - Tak wiec jak widzisz, zdecydowalem sie plynac, czekam jeszcze na Armin.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej