Tereny Valfden > Dział Wypraw

Kojący dotyk Enart. Ogrody Erosa.

<< < (28/84) > >>

Evening Antarii:
-Skoro tak mówisz... Ja swojego kota, o ile kiedyś go znajdę gdzieś w górach, nigdy bym tak nie... "przyrządziła"- zaśmiała się krótko. -Ale jeśli miał krótką i dobrą śmierć to dobrze. Chociaż to. Tylko jakby nie patrzeć, trochę się zmarnował. Jak... to zrobiłeś?- chodziło jej oczywiście o sposób uśmiercenia bestii. A spytała z ciekawości.

Canis:
Myślał chwilę zastanawiając się jak odpowiedzieć na kłopotliwe pytanie.

- Z pewnością znajdziesz... Chętnie nawet będę ci towarzyszył w poszukiwaniach... Ary bym nie "przyrządził", ona jest moim pupilem okrętowym, pełni służbę i służy mi godnie, Harsesis był tylko... jak kura, czy inne zwierzę hodowlane... Zginął... całkiem zwyczajnie, po prostu wyzionął ducha... bez odniesienia ran.

Silion aep Mor:
Krasnolud troszke sie zdziwil pytaniem, ale nawet nie musial sie zastanawiac co odpowiedziec gdyz wiedzial od razu. - To tak nie dziala. Sumienie ma kazdy, niezaleznie czy to cnotliwy rycerz Zartata, mroczny mag, seryjny zabojca, kruk czy zwykly obywatel. To kwestia wyborow moralnych, poprostu jedni zagluszaja glos sumienia, maskuja go, zamykaja sie na jego pomoc stajac sie bezlitosni i niewruszeni. Drudzy zas sluchaja jego glosu i podazaja nim. Oczy nigdy cie nie oklamia, prawda jest taka ze gdy nawet przy dluzszym patrzeniu sie w nie nie widac emocji gdzies wglab i tak lezy prawda.

Evening Antarii:
-Mhm, wyzionął ducha- powiedziała bez przekonania, ale przyjęła tę wersję do wiadomości, by nie drążyć tematu. Potem na chwilę się zamyśliła. A z tego zamyślenia wyrwały ją kosmyki włosów rozwiewane przez wiatr. -Kurcze, wiesz co? Strasznie dużo o tobie nie wiem. Na przykład... Ile masz lat? Albo... gdzie spędziłeś dzieciństwo- uśmiechnęła się.

Canis:
Tak rozmawiajac, wszystkich ugościł już zachód słońca, a niebo rozbłysło drobnymi światełkami gwiazd. Na tafli nieboskłonu poruszały się leniwie dwa księżyce biegnąc za słońcem... Marynarze z kuchni zaczeli wychodzić na pokład by ogłosić kolację.

- Panie i panowie, czy zechcecie zejść pod pokład do ładowni, gdzie urządziliśmy drobną jadalnię? Przygotowaliśmy kolację z dziczyzny. Czy panowie woleli byście otrzymać jadło tutaj. Panie może proszą do kajut? - Zapytał Sternik blokując koło sterowe zwykłym związaniem steru i schodząc do reszty załogi, która przygotowywała jadło. W końcu sam też musiał coś zjeść.


- ÂŻyjemy tu i teraz, co było, już porzucone w przeszłości minionego życia, a co przed nami zapisane w tych gwiazdach... - Powiedział, lecz nie omieszkał i mówić o sobie, bo czemu by nie! Ba! nawet tym samym sam zapyta! - Dzieciństwo... W dolinie jaszczuroludzi na terenie Ghuruk. Klan nazywał się Krwawe Menhiry, lat 21, urodziłem się dobry miesiąc przed upadkiem asteroidy, o ile dobrze wiem. Nie zapytam cię o wiek, nie dość, nie przystoi, lecz widać że młoda i piękna. Ale chętnie dowiem się, skąd panią tutaj przygnało i z jakiego powodu, chciała pani zmienić swoje życie? - Zapytał delikatnie uniżonym tonem z lekkim łagodnym uśmiechem na twarzy.

Gdy w ten moment wyszli marynarze...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej