Tereny Valfden > Dział Wypraw
Kojący dotyk Enart. Ogrody Erosa.
Armin:
Kobieta uśmiechnęła się szeroko.
- Utonąć to można w morzu. - zaśmiała się ciemnoskóra. - A co takiego mają moje oczy? - spytała się z zaciekawionym wzrokiem. Co w nich jest takiego ciekawego? Przecież to tylko ciemne oczy, nic więcej...
Silion aep Mor:
- Oczy kochanie, są zwierciadłem duszy, powiedzą ci prawdę o każdym jeśli tylko potrafisz to dojrzeć. Twoje oczy są po prostu piękne i takie... - nie wiedział jak to ująć. -Hipnotyzujące, przyciągające, nie potrafię tego wyrazić najzwyczajniej w świecie nie można od nich oderwać wzroku. - rzekł rozmarzony patrząc się właśnie w nie.
Evening Antarii:
-Zabiłeś harsesisa!? - przestraszyła się jakby i zdziwiła robiąc wielkie oczy. Spojrzała na Salazara z wyrzutem, próbując zrozumieć tę "zbrodnię"... -Czy to przypadkiem nie podpada pod znęcanie się nad zwierzętami? I czy w ogóle wcześniej próbowałeś jego mięsa, że byłeś gotowy zrobić z niego kolację?- wciąż mówiła podniesionym głosem pełnym żalu i braku zrozumienia. Można powiedzieć, że oburzyła się trochę, lecz nie wiedzieć czemu powoli grymas zdziwienia zaczął znikać, a cała sytuacja zaczęła być dla niej zabawna. - I naprawdę wierzyłeś, że to zjem?... I czy w ogóle miałeś w planach powiedzieć mi że właśnie jem twojego Chowańca?- tutaj ton jej głosu zelżał nieco i był bardziej spokojny. W oczach już nie było tyle strachu. Tylko bestii trochę szkoda. -O Zartacie, gdyby nie twoja klęska zajadałabym się domowym pupilem... I popijała zapewne winem -złapała się za głowę w geście bezradności. Patrzcie, patrzcie, niby pan sędzia, pan hrabia, i okazuje się koneser chowańców.
Armin:
Ciemnoskóra lekko zarumieniła się, lecz jej karnacja nie oddawała tego widoku.
- Mówisz jak mądry marzyciel. - uśmiechnęła się kobieta. - A co jeśli ktoś nie ma duszy, czyli sumienia? Wtedy oczy mogą kłamać. - powiedziała dziewczyna. Lubiła wdawać się w dyskusję, szczególnie kiedy ktoś ma inne, odmienne zdanie od niej.
Canis:
- Kury ludzie też hodują... ja hodowałem harsesisa... nigdy właściwie go nie widywałem, był chowany przez moją służbę, dla mnie to nie był chowaniec a raczej zwierzę, którego mięso jest naprawdę wyborne, gdy dojrzałe i pełne jeszcze wigoru, był w odpowiedniej formie, by być tym, na co go stosownie hodowano... - odpowiedział lekko skruszony i przestraszony a zarazem i zdziwiony tak gwałtowną reakcją. - Oczywiście, że bym powiedział, nie chciałem mówić skoro nie gotowy a kłamał Tobie przecież nie będę... dość w mym życiu kłamstwa, masek i ułudy. Przepraszam, nie wiedziałem, że tak na to zareagujesz, nie chciałem być w twych oczach okrutnikiem... Znęcanie nad zwierzętami nie... zginął najlżejszą śmiercią, jakiej można w życiu zaznać... Mało komu dane jest zginąć bez bólu... - Mówił dalej oniemiały i skruszony.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej