Tereny Valfden > Dział Wypraw
Na drodze ku zrozumieniu - Vernon
Nessa:
//: Nie, nie. Gdyby była grupa bandziorów to nie zadałbyś takiego pytania :P
I rzeczywiście, po kilku radosnych piosenkach (jeśli Vernon takowe znał) oczom turdnaszana ukazała się polana, a na niej kilkanaście osób płci i rasy wszelakiej, choć dominowały elfy. O dziwo nikt nie był uzbrojony, a przynajmniej nikt nie obnosił się z bronią. Wśród wysokich odzianych głownie w zieleń długouchych szczególnie wyróżniał się jeden - brunet o krótkich włosach i ze szramą na policzku wydawał krasnoludowi i człowiekowi, na oko dwudziestoletniemu, polecenia. Jeszcze dwie inne osoby nosiły jakieś wiadra z jednego punktu polany do drugiego. Wydawały się one wyjątkowo ciężkie i Vernonowi mrugnął jedynie czerwony płyn w jednym z nich.
Do jednego z drzew przywiązany był koń.
Vernon:
Vernon podszedł do elfa bruneta po drodze nucił sobie piosenki gdy już do niego przyszedł powiedział - Ty jesteś bratem tego elfiego chłopca który jest przywiązany do drzewa.
Nessa:
- Chłopca? Jeszcze dwieście lat temu ktoś mógł go tak określić - uśmiechnął się elf, choć wzrok zdawał się mieć trochę obłąkany. - A ty kto? Chcesz nam pomóc?
Vernon:
- Nie wiedziałem wygląda na młodego i to bardzo. - turdnaszan się uśmiechnął i zaczął dalej mówić - Przysłał mnie on do ciebie i powiedział że możesz mi wiele opowiedzieć na temat całej natury i samej Ventepi jak i trochę o konkordacie i z kim mam walczyć, gdyż mam zamiar przyłączyć się do sprawy która pomaga całej naturze.
Nessa:
- To wymaga dłuższej opowieści, ale skoro jej chcesz, to może jesteś jednym z tych, którzy otworzyli oczy na potrzeby natury! - ucieszył się elf. Jako że Vernon stał już bardziej w centrum całego zbiorowiska, to nawet on poczuł nieprzyjemną woń. Momentami wręcz okropny smród. Jego źródła na razie nie mógł zlokalizować. Na ziemi leżało kilka płacht, które coś przykrywały, a wiadra, które mógł wcześniej zauważyć, wypełnione były czerwonym płynem. Wszystkie.
- Po co ci wiedza o Konkordacie? - zapytał odchodząc z rozmówcą trochę na bok, by nie przeszkadzać swoim towarzyszom, którzy zaczęli zgarniać płachty i jakby szykować się do drogi. Teraz turnaszan znajdował się bliżej konia i mógł dostrzec, że jego uzda nie należała do najtańszych zakupów. Siodło było zdjęte i leżało kawałek dalej. Zdobione i zdecydowanie warte mały domek w dzielnicy obywateli lub pokaźny rubin. - Na nich nie warto tracić czasu. Mieli swoją szansę i jej nie wykorzystali.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej