Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zachód Słońca
Ibnnin:
Teraz to Daris był niemal rozbawiony tym, co ork próbował wskórać swoją dedukcją. Jak Ci orkowie są pospolici, pomyślał sobie, gdy spoglądał na przedstawiciela innej rasy. Te zielone pomioty z głębi lądów zawsze go denerwowały, ale musiał przyznać, że byli to najlepsi wojownicy jacy chodzili po świecie. Szał, który wpadał w nich w obliczu zagrożenia... Uff...
- Obóz ten założyłem wraz z trzema bliskimi przyjacielami i to ja jestem tutaj jednym z najważniejszych ludzi. Wyżej mnie nie ma nikogo, kto mógłby mi zagrozić - mięśnie mu nie drgały, oczy wydawały się mówić prawdę. Dostrzegłeś jednak przelotny błysk, jakoby Daris pominął coś, co mogło być całkowitą prawdą.
Hallow:
- Mimo tego, że nikt tobą nie steruje jak marionetką to nie znaczy, że nie ma nikogo kto miałby nad tobą władzę. - Ork westchnął i poprawił się na fotelu, opierając się o oparcie. Fotel lekko stęknął zabijając chwilową ciszę.
- Jeśli mogę wiedzieć to jakie Pan czerpie zyski z tego obozu? Nie widzę tu żadnych handlarzy, żadnego rzemieślnictwa, a ludzi podczas pracy też żadnych nie widziałem. Widziałem tylko spitych strażników, którzy z nie wiadomo z jakich środków są utrzymywani. Naprawdę zadziwia mnie to wszystko.
Ibnnin:
- To już Cię nie powinno interesować, orku - warknął, gdy wspomniałeś o utrzymywaniu strażników. - Dlaczego tu jesteśmy to nasza sprawa, z czego żyjemy to także nasza sprawa. Jesteś szpiclem? Szpiegem? Jeśli tak, to wypierdalaj i nie pokazuj mi się na oczy.
Bulwers mężczyzny zdradził, że miał coś do ukrycia, o czym nie chciał powiedzieć.
- Jak więc? Jesteś szpiclem i wypierdalasz, czy bierzesz udział w zawodach? Chyba potrzebujesz tego klucza...
Hallow:
- Ork szpieg? - roześmiał się doniośle na cały namiot. - Naprawdę zabawne - powiedział przecierając ręką oko, na którym zawitała łza rozbawienia.
- Nie denerwuj się tak - mówił spokojnie z wciąż nieznikającym uśmiechem na twarzy. - Niech i tak będzie. Są jakieś zasady w zawodach, o których powinienem wiedzieć?
Ibnnin:
- Jedna zasada. Jeśli oszukasz, wbijemy Ci kołczan strzał w plecy. Więc lepiej uważaj - warczał, wskazując na klapę w podłodze. - Moi ludzie czekają już w karczmie, możesz iść.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej