- To ja chyba podziękuje z takiej władzy. - powiedziała wyraźnie oburzona. Obróciła się na pięcie i skierowała się na placówkę bractwa w tym mieście. Tylko oni mogą pomóc, bo tutaj na tym zadupiu nawet burmistrza nie ma. Wychodząc z budynku trzasnęła drzwiami, choć i tak dosyć lekko, bo jej jeszcze słabe mięśnie nie pozwalały jej na wyważenie drzwi czy spowodowania jakiś innych uszkodzeń.
Udała się do Sergiusza, którego parę jeszcze chwil temu wskazał rycerz Robert. Nie śpieszyła się, lecz nadal była trochę zirytowana. Jej słowa w tym momencie nie mogły być słodkie nawet mimo wielkich starań jakie poczyniła Elizabeth. Nadal było w jej głosie słychać żal i rozgoryczenie.
- Witam, jestem Elizabeth. Co to za miasto z dwoma burmistrzami? - powiedziała nie obijając w bawełnę i obserwując Sergiusza swoimi płonącymi złością oczami. Może lepiej było ochłonąć, ale nie miała zbytnio na to ochoty i czasu.