Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stella Artois
Funeris Venatio:
- Nikt Cię nie nauczył, że nieładnie odpowiadać pytaniem na pytanie? - spytał, stanął nieco z boku i pchnął drzwi. Otworzyły się całkiem płynnie, nie skrzypiąc ani trochę. Gerin akurat siedział za swoim biurkiem, jak niemalże zawsze, patrząc się w stronę otwartych wrót. Ujrzał tylko i wyłącznie Elizabeth, która stała pewnie nieco zdezorientowana. Krzysztof stał z jej prawej strony, za załomem ściany.
Elizabeth:
Elizabeth uśmiechnęła się do Gerina serdecznie
- Czeeeeeeść! Wróciłam! - krzyknęła widocznie szczęśliwa przesuwając się przy tym o krok.
Funeris Venatio:
- Ano widzę... - powiedział, niby to się uśmiechając, niby... się nie uśmiechając. Wyglądał troszkę tak, jakby chciał sobie przypomnieć kim jest ta kobietka. Twarz jakaś taka niby znajoma, może i tutaj po coś była jakiś czas temu. Wczoraj? Przedwczoraj? Nie pamiętał. Usilnie chciał sobie przypomnieć, ale chyba mu nie szło.
Elizabeth:
- Pewnie masz tu wielu gości? - zapytała retorycznie widząc jego niezdecydowanie.
- Przyprowadziłam Krzysztofa z Mamina. Chodź tu łobuzie - powiedziała żartem w kierunku drzwi.
Funeris Venatio:
W drzwiach stanął człowiek, po chwili postąpił krok naprzód i uśmiechnął się lekko.
- O Zartacie... - szepnął tylko Gerin, podrywając się z krzesła. Był już nieco starym człowiekiem, dobijał do sześćdziesiątki, ale poderwał się z wielką gracją i estymą. Stanął w pewnej odległości od Krzysztofa, patrzył się na niego długo, lustrując każdy szczegół.
- To... to niemożliwe.
-Oj, dziadziuś, to bardzo możliwe. I wybacz, że tak bez zapowiedzi, już trochę nie pisałem - powiedział rozbrajająco szczerze, uściskując prawicę Gerina i po chwili lekko go uściskując. W taki sposób, w jaki jeden mężczyzna ściska drugiego, gdy nie widział go kilka lat.
- Gdyby twój ojciec żył, to by mnie zabił, że dałem Ci uciec. - Wskazał Krzysztofowi jedno z dwóch wolnych krzeseł. Tak! Dla Elizabeth też było jedno.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej