Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stella Artois
Funeris Venatio:
Trudno powiedzieć gdzie dokładnie Elizabeth szukała, ale można było przyjąć, że jeszcze nie wiedziała, jak cała cytadela Bractwa wygląda. Bo gdzieś tutaj niedaleko, ale jednak nie na jakimś głównym dziedzińcu, były stajnie. Zaraz obok magazyny i takie tam, więc może tam warto spróbować? Bo wiecie, drodzy czytelnicy, Bractwo ÂŚwitu posiada taaaaaki wielki zamek, z jeszcze większym, o taaaaakim, kompleksem budynków około-zamkowych, zwanych często podzamczem. Wszystko w obrębie wielu linii murów i w ogóle, nie wszystko oczywiście dostępne dla postronnych.
Elizabeth:
Elizabeth złapała się za głowę, rozumiejąc jak wielka jest ta cydatela. Na jej policzkach spływały łzy smutku.
Jak ja tu kogoś znajdę? Tyle miejsc, tyle osób. Nie będę każdego pytać. Poddaję się... - łkała przeraźliwie.
- Albo spróbuje... dla Zartata - mówiła do siebie, przecierając słodkie oczka. Stajnia była dobrym pomysłem. Ruszyła szybkim krokiem, obserwując wszystko wokół.
Funeris Venatio:
Stajnie, stajnie... Albo się kierować zapachem wierzchowców, albo ich odchodów. Nie są pewnie gdzieś najbliżej górnego zamku, gdyż trzeba by było się kierować z każdym koniem przez cały kompleks zamkowy. Jest to pewnie więc gdzieś niedaleko bram, a już na pewno "bliżej niż dalej".
- Sholi, przestań. Przecież do Atusel jedziemy, fajnie będzie... O przepraszam! - powiedział ktoś z tyłu, przez przypadek wpadając na drobniutką i niewielką Elizabeth, która stała zagubiona na środku dziedzińca.
Elizabeth:
- Ałłł - krzyknęła Elizabeth. Spojrzała się za siebie ze wzrokiem pełen pretensji. Nie podobało jej się, że ktoś na nią wpada. A bardziej wkurzało ją to, że jest niska. Nikt jej nigdy nie widzi.
- Nie szkodzi, przyzwyczaiłam się. Jestem Elizabeth - skłoniła się nisko, próbując się uspokoić. Nikt jej dzisiaj nie zauważał...
//Mam klasowkę, nie będzie mnie przez 1,5h . Sorka. Może uda mi się skończyć szybciej.
Funeris Venatio:
- Tristupef - powiedział, wyraźnie zażenowany tym, że musiał się przedstawić i użyć tego bezsprzecznie debilnego imienia, które dali mu "postępowi" rodzice, którzy chcieli "być na czasie, lub nawet wyprzedzić swoją epokę". Zaczynali od spraw błahych, jak na przykład nadawanie dziwnych imion swoim dzieciom.
- Sholi - powiedział ten drugi. - Siostra wybaczy - rzekł, patrząc na strój rekruta i widząc wyraźnie, że jest to osoba z Bractwa - ale zaraz odjeżdżamy do Atusel. Nieco nam spieszno. Miłego dnia życzymy i przepraszamy za nieuwagę.
//Mam pracę, nie będzie mnie przez 10 h. Sorka. Raczej nie uda mi się skończyć szybciej.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej