Tereny Valfden > Dział Wypraw

Księgozbiór II

<< < (2/4) > >>

Funeris Venatio:
Staruszek pokręcił tylko głową i pokuśtykał przez drzwi. Najzwyczajniej w świecie wyszedł. Elizabeth została sama w tej części biblioteki, nie było tutaj nikogo. Rozglądając się, ujrzała jak zbudowane było to skrzydło. Na środku kwadratowego pomieszczenia ustawiono kilka stołów z krzesłami, za którymi mogli zasiąść zakonnicy chcący studiować wiedzę. Po bokach, to jest po prawej i lewej, rzędami stały po dwa długie drewniane regały, każdy mający przeszło piętnaście metrów długości. Ten z lewej był jeszcze w miarę uporządkowany, widać było, że brakuje w nim niewielu pozycji, które trzeba było odnaleźć. Kilka grubszych ksiąg leżało na ziemi, niektóre na stołach, a ze dwie pozycje znajdowały się na wysokich pulpitach, które znajdowały się naprzeciwko wejścia do sali i zaraz przy nim. Z prawej strony było już znacznie gorzej. Tutaj nawet dziesiąta część ksiąg czy delikatnych zwojów leżała w nieładzie, rozrzucona po podłodze. Niektóre tomiszcza były otwarte, z kolei inne woluminy, te zabezpieczone stalą i żelazem, wciąż pozostawały zamknięte. Większość miała wyraźne tytuły i zarysowanych autorów, więc nie powinno być problemu z ich skatalogowaniem i odłożeniem na miejsce. Niektóre były mocno zakurzone, co utrudniało identyfikację, ale były też takie, które obrosły brudem i woskiem ze świec na tyle mocno, że potrzeba było kilku chwil by przywrócić je do stanu używalności. Za biurkiem staruszka stała przesuwana drabina, której Elizabeth mogła z powodzeniem użyć, a której człowiek na pewno nie dotykał od wielu, wielu lat. Gdzieś tam też znalazł się nożyk do skrobania, mały i o zagiętym nieco ostrzu. Oczywiście miotełka, w dwóch rozmiarach, do tego wiadro wypełnione kurzem.
Naprzeciwko wejścia, po drugiej stronie sali, były spiralne schody na wyższe piętro, lecz najpierw lepiej było uporać się z parterem.

//Cokolwiek wymyślisz, jakkolwiek to załatwisz, proszę bardzo. Ma być czysto, schludnie, poukładanie i w ogóle ładnie. Możesz to załatwić w jednym długim poście, możesz w pięciu krótszych, nawet odpowiadając post pod postem. Jeżeli będziesz potrzebował opinii staruszka, to po prostu o tym napisz, wtedy wkroczę ja. Powodzenia.
P.S. Mile widziane i dodatkowo nagradzane fragmenty czytanych dzieł, ciekawostki, wpisy na marginesach rozrzuconych woluminów. Później coś od siebie dodam, przedstawię kilka ciekawych faktów, do których przy okazji sprzątania się dokopałeś.

Elizabeth:
//Będzie kontynuacja...


Elizabeth krzątała się po bibliotece jak jakieś zgubione zwierzę. Nie wiedząc, gdzie co jest i od czego się zabrać, gramoliła się bez ładu. Momentami miała ochotę płakać, bo myślała, że staruszek chociaż dotrzyma jej towarzystwa. Samo będzie jej nudno. Czuła się samotna, nikogo nie było. Ale czego się nie robi dla pięknego Zartata, który ją przepełniał.

Początkowo zabrała się za narzędzia porozrzucane po całej bibliotece. Zakurzona drabina wymagała gruntownego wyczyszczenia. Jednak mimo wszystko pod wpływem szybkich i umiejętnym ruchom ręki  w chwilę była już do użytku. Unosząc ją nad ziemię piszczała trochę, ale widać była zdatna i bezpieczna. Odstawiła ją pod ścianą i zabrała się za resztę.

Wzięła wiadro leżące w kącie i wylała z niego wodę przed biblioteką. Następnie ochoczym krokiem ruszyła go napełnić w studni.

Elizabeth:
Elizabeth dotarła do biblioteki z pełnym wiadrem wody bez żadnych przeszkód. Jedynym problemem były jej obolałe dłonie, które już dawno zmieniły swój kolor na czerwony. Jej delikatne ręce nie były przygotowane na ciężary, ale szczęśliwie to były ostatnie ciężkie rzeczy jakie musiała nosić. Korzystając z tego, że woda była czysta, a ona całkiem sama, umyła sobie twarz i namoczyła koszulkę. Było jej gorąco od tej całej pracy, więc nie było się czemu dziwić.

Odetchnęła z ulgą po małych schłodzeniu, zabierając się potem od razu do pracy. Czuła się tutaj jak ryba w wodzie. Albo po prostu zwykła kobieta, bohaterka miru domowego. Ustawienie drabiny przy pierwszym regale nie było już dla niej trudnością. Czuła się orzeźwiona i pełna siły. Z zapałem namoczyła szmatkę i dokładnie czyszcząc każdy zakamarek regału. Książki ustawione nie były dla niej problemem, gdyż jej zwinna rączka docierała bez trudu pod nie, wycierając kurze. Po robocie nie czekała i zabrała się za drugi regał, który wymagał o wiele mniejszego wkładu pracy. Jedynie chodzić tam było trudno przez nieład na podłodze, zaś na pustych regałach jej ręka śmigała jak na wyścigach.

Kończąc tą pracę, która zajęła jej stosunkowo bardzo mało czasu, wrzuciła szmatkę do wiadra pełnego wody. Nie chciała odpoczynku. Jej wilgotna koszulka spełniała idealnie swoje zadanie, ale z czasem stwierdziła, że mogła ją chociaż trochę wycisnąć przed założeniem. Spodnie tez miała całe mokre, kurz przylepiał jej się wszędzie. 
Ponowna robota, po której trzeba się kąpać – pomyślała ucieszona. Już nie mogła doczekać się ciepłej i miłej kąpieli, najlepiej z bąbelkami. Już myślami wędrowała jak z pieszczotą będzie czyścić swoje ciało od nieznośnego pyłu i kurzu, którego w bibliotece było pełno, przynajmniej na razie.

Po chwili odpoczynku i rozmyślań nad przyjemnymi rzeczami, Elizabeth wzięła się za sortowanie książek. Oczywiście nie znała się na nich, ale bez trudu mogła podzielić je na różne kategorie. Nie ciekawiły jej biografie czy roczniki, od których regały pękały, ale marzyła o jakiś fajnych romansidłach. Nie wiele mogła znaleźć. Pragnęła również odnaleźć coś o samym Zartacie. Marzyła o tym, żeby lepiej go poznać i pełnić jego wolę.
Porozdzielane na kategorie pozostałe książki porozstawiała na różne kupki. Tak samo stało się również przy drugim regale. Zwoje na razie jeszcze zostawiła, bo z nimi to w ogóle nigdy nie miała do czynienia. Wkładanie alfabetycznie książek na regały było żmudną pracą, lecz przynajmniej przynosiły efekty. Z każdą następną literą, młoda kobieta cieszyła się jak dziecko wiedząc, że coraz mniej zostało jej pracy. Okładki książek również obmywała szmatką, czyszcząc ją z wszechobecnego kurzu, pomijając oczywiście te papierowe, które przypadkiem przy takiej czynności mogłaby zniszczyć.

Kończąc pracę jej obolałe i zmęczone ciało powoli zsunęło się z drabiny. Problem z książkami został zażegnany, lecz biblioteka wymagała jeszcze wiele zmian. Elizabeth doczołgała się z trudem do ściany i opierając się o nią plecami, zapadła w sen przynoszący ulgę i zasłużony odpoczynek. 

//Ciąg dalszy nastąpi...

Funeris Venatio:
Elizabeth zapadła raczej w płytki sen. Podłoga nie należała do najprzyjemniejszych łóżek w jakich dotychczas kobieta spała, a i od gołej posadzki nieco ciągnęło. Na szczęście w tych murach nie było wilgoci, gdyż nie dość, że by się mogła przeziębić, to jeszcze księgi byłyby pokryte pleśnią i nieprzyjemnym nalotem, który zapewne bardzo trudno byłoby skutecznie z nich wszystkich usunąć. Wiele informacji uległoby zatraceniu. Tak jak ta, którą znalazła przy sobie, zapisaną w woluminie, który miała tuż obok prawego ramienia.





KRONIKI ÂŚWITU IV

ELORCHAJOS JAKO TEN PIERWSZY, DAJÂĄCY POCZÂĄTEK INNYM

Nie ma emocji, jest spokój.
Nie ma ignorancji, jest wiedza.
Nie ma namiętności, jest pokój.
Nie ma chaosu, jest harmonia.
Nie ma śmierci, jest życie.


STRONA 17

Był to czas zamierzchły, przed początkiem wszystkiego tego, co znamy teraz. Nie nadawano wtedy takich imion, nie budowano takich narzędzi, ani nie mieszkano w takich miastach, jakie mamy teraz. Ludzie nie stąpali po ziemi tak jak robią to teraz, elfy jeszcze długo nie zamieszkiwali lasów, a orkowie nie schodzili górskimi przełęczami. Był to czas przed wszystkim, co znane. Był to czas wojen starożytnych, wielkich potyczek nieopisanych sił, które doprowadzały do rozdarć świata. Kiedy smoki rządziły przestworzami, a bogów była tylko trójka. Czas Innosa, Beliara i ich brata Adanosa.

...

STRONA 19

Tak oto powstał Elorchajos, pierwszy anioł. Czysty w swej energii, nieskalany, nieposkromiony. Stworzony a nie zrodzony, współistotny swemu ojcu. Wielki. Piękny. Wspaniały. W języku współczesnych brak słów opisujących jego naturę, takoż i ja się tego nie podejmę.
...
Elorchajos był jednak pierwszy, co znaczy, że było ich jeszcze wielu. Od niego wszystko się zaczęło. Po zakończonej wojnie stworzył Niebiańską Przystań, otaczającą górę Artylos. Stworzył chóry anielskie, będące jego odbiciem, czerpiące ÂŚwiatłość od Pana. Był Panem i Sługą, był Architektem i Kamieniarzem. Był tym, czym miał być. Był eonem, pierwszym spośród wszystkich, stał na ich czele i im przewodził. Stworzył serafinów, strzegących Artefaktu i zasiadających najbliżej Pana. Stworzył Cherubinów, mających pieczę nad Bramą, Klejnotem i Kluczem. To on dał początek aniołom, pospolitym w swej światłości i doskonałym dzieciom niedoskonałego pomysłu. Dał im moc, dał im nadzieję.

...

STRONA 22

Wtedy to pierwszy ÂŻniwiarz, w obecności Razjela i Nelachela, stał się Awatarem. Doskonałym tworem wykonującym Jego Słowo. Był czymś, co dla nas, istot poślednich można przyrównać do...

...

Elizabeth:
Po pewnym czasie, kiedy słońce już chyliło się ku zachodowi, powieki Elizabeth rozchyliły się, ukazując śliczne jak kwiaty oczęta. Lekko jeszcze zaspana oraz przede wszystkim obolała wstała na nogi trzymając wybrakowaną księgę.

Musiałam coś przeoczyć. - pomyślała. Z trudem odnalazła przeznaczone na wolumin miejsce na regale i weszła ponownie na znienawidzoną już drabinę. Po przeczytaniu go, odłożyła w wybrane przez nią miejsce. Pomimo, że był to tak krótki fragment zaintrygował ją i rozbudził jej młodzieńczą ciekawość. Przypominała sobie ciekawsze tytuły, które już leżały wyczyszczone na regałach. Może później przyjrzy im się dokładniej, aby odnaleźć coś ciekawszego.
Schodząc z drabiny spojrzała na podłogę pełną zwojów i ręce od razu jej opadły. Miała już trochę dosyć tej roboty. Czuła, że musi się rozerwać. Z nudów zaczęła je przeglądać, aby choć na chwile zapomnieć o pracy. Większość nich nie zainteresowały Elizabeth, bo były pisane bardzo naukowym językiem. Nie rozumiała większość słów, które pisane były hieroglifami autorstwa jakiś medyków. Dużo było szkiców oraz opisów różnych broni. Miecze, topory, ogólnie wszystko dało się znaleźć. Były również pamiętniki i inne sprawozdania, do których przeczytania Elizabeth nie poczuwała się upoważniona. Nie chciała wchodzić w czyjąś prywatność. Postępowała według powiedzenia ,, Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz’’.

Elizabeth pozbierała je wszystkie w jeden duży plik i włożyła ją do całkiem sporej szafki stojącej pod ścianą. Poukładała je ładnie, a następnie zamknęła szklane drzwiczki, które również nadawały się do umycia. Sprzątanie jej nie było długie, bo zajęło jej to tylko kilka minut. Jej umiejętności porządkowania osiągnęły chyba maksymalny poziom, a sama czuła się już od dłuższej chwili jak bohaterka tego mało odwiedzanego miejsca.

Wiadro z brudną wodą nadawał się do wymiany, co jeszcze bardziej przybiło Elizabeth. Nie dość, że przed nią posprzątanie całej biblioteki to jeszcze sama musi latać z wodą. Naprawdę dziwiła się, że nie ma żadnego szarmanckiego rycerza w tym bractwie co wyręczyłby młodą kobietę w robocie dla prawdziwych facetów.

No cóż. Widać faceci wolą żłopać piwsko w karczmie niż choć raz w życiu zostać dżentelmenem. – Wzięła wiadro w rękę, ruszając z nim do studni. Powrót zajął jej dłużej niż oczekiwała, gdyż jej obolałe ciało odmawiało jej często posłuszeństwa w wyniku czego musiała robić sobie wielokrotnie przerwę.


Po powrocie do biblioteki odłożyła wiadro do boku. Będzie potrzebowała go potem, a teraz zajmie się ogarnięciem stołu. Starła pot z czoła zmęczonym ruchem ręki i ruszyła powolnym krokiem. Była dumna ze swej pracy. Widząc dużo wolnej przestrzeni, pustej od porozrzucanych ksiąg i zwojów, poczuła się jak ptak wypuszczony z klatki. Dziwiła się, że jest tu aż tak dużo miejsca. Podeszła do stołu, zebrała książki, a przy okazji bliżej im się przyjrzała. Jedna z nich zwróciła jej szczególną uwagę. Jej tytuł brzmiał ,, Najbardziej zasłużeni Zartatowi’’. Zaciekawiona, usiadła na zakurzonym krześle odkładając na stół ciężką lekturę. Przetarła jeszcze raz ręką okładkę strzepując kurz, a następnie otworzyła bogatą w treść książkę.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej