Tereny Valfden > Dział Wypraw

Księgozbiór II

<< < (3/4) > >>

Elizabeth:
Po przeczytaniu jakże ciekawej książki odłożyła ją w odpowiednim miejscu na regale wraz z innymi lekturami. Następnie nie czekając długo posprzątała cały stół. Wolnymi i dokładnymi ruchami ścierała kurz wilgotną szmatką. Ten sam los spotkał krzesła, które po kilku chwilach błyszczały jak nowe.

- Jeszcze podłoga i koniec – powiedziała z nadzieją w głosie.

Szybkimi ruchami zmiotła podłogę. Jej dłonie płonęły już od ciężkiej pracy, a każdy dotyk szczypał i drażnił młodą kobietę. Odciski dokuczały, przeszkadzając w pracy. Zaś na uwieńczenie całego jej wysiłku, Elizabeth własnymi rękami, klęcząc na swoim drobnych nóżkach zmyła całą podłogę. Cichutko stękając pod nosem przesuwała się odrobinę zostawiając po sobie mokre ślady.

Po czasie bliżej nieokreślonym, Elizabeth widząc czyściutką i uporządkowaną bibliotekę westchnęła tylko. Widok był tego warty. Regały wyglądały przepięknie i czyściutko, zaś książki przyciągały wzrok swoimi różnymi kolorami. Wszystko odżyło swoim nowym życiem w harmonii z porządkiem i ładem. Stół lśnił, a drewniane krzesła miały wreszcie bardzo dobrze widoczne wyrzeźbienia, których już nie zakrywała powłoka kurzu. Zwoje były poukładane w czystej szafce z niczym niezmąconą szybą, przez którą widać było klarownie całe wnętrze.
 
Cała ta praca była warta wysiłku. Spokojnie można by było nazwać to arcydziełem. Cały parter biblioteki był nie do poznania. Elizabeth cieszyła się jak dziecko, ale nie miała siły się nawet uśmiechnąć. Usiadła na krześle i położyła głowę na stole. Jej oddech był ciężki, lekko dyszała. Czuła, że zaraz zaśnie, bo zbliżała się już północ, a ona, jako dobra dziewczynka powinna spać już o tej porze. Ziewnęła, otwierając szeroko buzie i zaczęła chyboczącym się krokiem wychodzić z biblioteki. Jutro czekała ją praca na drugim piętrze. Czuła, że ta noc nie będzie spokojna, a obraz bałaganu jaki widziała na początku dnia będzie ją długo prześladował.

Elizabeth:
Dla Elizabeth było dobrą odmianą przespać się w wygodnym łóżeczku w własnym pokoiku. Noc jednak była spokojna, dzięki czemu jej młode ciało uległo znacznej regeneracji. Mimo tego nadal była obolała, ale odzyskała przynajmniej swoją żywiołowość. Spała do południa, śniąc o pięknych rycerzach walczących na koniach ze smokami. Rozmarzonej Elizabeth bardzo trudno było wstać z ciepłego łóżka, w ktorym dokuczała jej samotność. Nie śpieszyła się do biblioteki. W swojej własnej małej łazience przesiadywała dokładnie pielegnując i czesząc swoje włosy. Umyła się również, wcześniej przygotowując sobie wanne pełną ciepłej wody z bąbelkami. Te krótkie chwile relaksu były jej teraz potrzebne.

Dzwi od biblioteki otworzyła dopiero około godziny 13 czy 14, nie było zbytnio wiadomo. Zajrzała do środka cichutko się wślizgując. Widząc teraz swoje piękne dzieło w świetle słońca, zarumieniła się. Czuła się naprawdę dobrze mogąc się tak bardzo przysłużyć bractwu. Z nową energią ruszyła schodami  na górę.

// Poproszę o opis :)

Funeris Venatio:
Na drugie piętro wchodziło się po spiralnych schodach, dosyć szerokich i ergonomicznie wykonanych. Po każdej stronie, tuż przy poręczy, była rampa, płaski pas schodów, po którym można było wciągnąć przykładowo załadowany wózek. Same piętro wychodziło naprzeciwko do niewielkiego pomieszczenia. Rozmiarami nie można go było przyrównać do parterowej kondygnacji, miało może dziesięć metrów na dwanaście.
Na środku stał jeden pojedynczy stolik, przy którym stało jedno pojedyczne krzesło. Oprawione czerwoną draperią, starannie i z wielką klasą rzeźbione. Poręczne mebla stylizowane były na głowy natknięte na pal, a oparcie przypominało oplatające skrzydła, chociaż na pewno nie były to skrzydła anielskie. Błoniaste, wyraźnie zarysowane na krześle. Stół za to był nadzwyczaj prosty, diablo funkcjonalny w swej prostocie, chociaż wykonany z dobrego drewna i z wielką starannością. Na stole leżała księga, obok niej niewielki przedmiot przypominający mechanicznego chrabąszcza oraz pusty srebrny kielich, niezakurzony, jakby niedawno używany.
Pod ścianą stał pojedynczy regał. Wykonany z kamienia, białego jak otaczające go ściany i kontrastujący z szarością pozostałej części sytadeli. Trzy pojedyncze półki miały wyryte na nich runy, dziwne magiczne znaki i glify, których znaczenia Elizabeth nie znała. Niektóre były po dracońsku, chociaż nie wszystkie, ale tego kobieta wiedzieć nie mogła, gdyż nie znała żadnego z tych języków. Znajdowało się tam jedynie kilkanaście tytułów, lecz grubych, opasłych tomiszczy, zakutych w stal, ale też złoto, srebro i rudę. Każdy z nich emanował tajemniczą poświatą, nienaturalną, niematerialną i niewidoczną, ale wyczuwalną dla kogoś, kto posiadał dar intuicji. Była to poświata subtelna, wyczuwana jako obecność. Chrabąszcz leżący na stole emanował czymś zupełnie przeciwnym. Jak zdążyła zauważyć Elizabeth, owy przedmiot idealnie pasował jako klucz do większości pozycji.
Pamiętając jednak o swoim zadaniu, miała tutaj wysprzątać. Podłoga była zakurzona, tak samo regał i woluminy. Leżały też w pewnym nieładzie i należało je przynajmniej poodstawiać na półkę w odpowiedniej kolejności. Kolejno dopatrzyła się:
“Pierwsze Wyjście z Mroku” Paula Rusta
“Antychryst” Georga Powa
“Piekłowstąpienie” Antoniego z Galery
“Necronomicum” Tristana ibn Rojija
“Datalarh” Majera Stysla
“Hajwiznar” Tormunda z Elanoi
“Piskorz” Arathorna
“Większy Klucz Razjela” Stefana Essy
“Premier” Nelthariona Vyssy
“Fjul Vyska Ink” Krzysztofa z Mamina
Dodatkowo ta otwarta na stole, której tytułu jeszcze nie widziała.

Elizabeth:
Elizabeth rozejrzała się po zaniedbanym pomieszczeniu, układając sobie już plan sprzątania. Nie czekała długo i zeszła po narzędzia. Musiała zrobić z trzy kółeczka, aby zanieść na górę drabinę, wiadro z wodą i zmiotkę. Już wiedziała, że źle się to zapowiada. Przed nią stało pomieszczenie pełne kurzu i brudu, a ona już sapała ze zmęczenia, zaś pot lał się z jej gładkiego czoła.

Dziwił ją wystrój, a zarazem bardzo intrygował, przyciągał. Chciała wszystko obejrzeć, przeczytać, ale kobieca intuicja mówiła jej stanowcze ,,nie’’. Mycie regału nie zajęło jej dużo czasu, gdyż Elizabeth zwinna i poręczna bardzo świetnie radziła sobie w czyszczeniu miejsc mało dostępnych. Był kamienny, a dla niej nie była to wielka odmiana. Za czasów kiedy była mała, często musiała tak pracować i pomagać matce. Dlatego chwytała każdą chwile, przypominając swoją piękną młodość, która minęła już bezpowrotnie. Półki też umyła z uśmiechem, lecz lekko wstrzymywanym, aby nie musiała połykać wszechobecnego kurzu. Pracowała, zaś aura tego miejsca nie przytłaczała ją. Nutka tajemnicy jedynie bardziej napędzała małą dziewczynkę, wiedziała bowiem, że jak skończy to z pewnością obejrzy jakieś ciekawsze tytuły.

Gdy wszystko skończyła wokoło podeszła do stołu. Jej zdziwienie było wielkie jak jej oczom ukazała się otwarta księga. Nie zwróciła wcześniej na nią uwagę. Teraz już nie była wstanie się powstrzymać. Ciekawość paliła ją od środka, nie dając możliwości na racjonalne myślenie. Powoli przewracała kartki w książce, próbując poznać zawartość danego tajemniczego egzemplarza.

Funeris Venatio:
Dzieło nosiło nazwę "Aetherium" i było... całkowicie puste. ÂŻadna ze stron nie była zapisana, a przynajmniej Elizabeth nie mogła niczego dostrzec.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej