Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Nawiedzone miasteczko
Lucas Paladin:
Lucas przyjrzał się uważnie krukowi. Próbował odkryć czym tak naprawdę jest ten duch. Być może dowie się kiedy pójdzie z nim tam, dokąd go prowadzi. Umysł rycerza odporny był na zaskoczenie ze strony duchów, więc niczym nie ryzykował. Odetchnął i odpowiedział:
- Prowadź.
Rodred:
// Widzisz duchy i jesteś odporny na opętanie? Tak? Coś jeszcze?
Kruk przechylił głowę i odleciał. Przeszedłeś między dwoma drzewami i nagle znalazłeś się na brzegu jeziora pełnego brudnej mętnej wody śmierdzącej lekko stęchlizną. Pośrodku na dużej skale stoi duży rozbudowany zamek. Jest co najmniej sześciokrotnie większy od pałacu króle Isentora. Już z tej odległości widać, że jest opuszczony od wielu setek jak nie tysięcy lat. Nagle, wody jeziora przed tobą rozstąpiły się tworząc pas suchej ziemi. Ta uniosła się tworząc prawie kilometrową drogę prowadzącą, aż pod bramę zamczyska. Jest tak szeroka, że cała armia w szyku bojowym mogła by tędy przejść. Dostrzegłeś malutką sylwetkę kruka na tle księżyca, który właśnie wlatuje do zamku.
Lucas Paladin:
//Nie mogę zostać zaatakowany z ukrycia przez istotę magiczną i astralną. Mam dodatkowy finiszer przeciw takim istotom. Wyczuwam ducha z odległości 50 metrów, zatem niczym nie może mnie zaskoczyć.
Lucas czujnie ruszył naprzód. Mógł się spodziewać, że za chwilę wody wrócą na swoje miejsce i utopią rycerza, ale nie bał się. Potrafił pływać, a ewentualną walkę przeciw duchowi mógł toczyć za pomocą zaklęć. Popchnął Nocnego Tancerza, by ruszył z nim w mrok. Zamek, do którego kruk zaprosił rycerza był imponujący i robił wrażenie, dodatkowo jeszcze bardziej wzmagając czujność Lucasa. Być może była to iluzja, miejsce, w którym duchy czuły się bardziej na siłach, mamiąc śmiertelników. Lucas tego nie wiedział. Nie wiedział kim był kruk. Zamierzał się dowiedzieć.
Rodred:
// Nie łudź się, że dasz radę pływać w zbroi płytowej. <lol>
Drogę oświetla ci jedynie delikatne światło księżyca. Po jakiś dziesięciu minutach dotarłeś do bramy. Stoją przy niej jakieś sylwetki lecz ujrzałeś ich zarysy dopiero jak się poruszyły 10 metrów od ciebie. Dwa, czterometrowe minotaury stojące po obu stronach bramy spozierały na ciebie z wysoka swoimi głęboko osadzonymi w czaszce oczyma. Każdy z nich jest uzbrojony w swojej wielkości topór oburęczny. Pancerz mają jedynie na nogach. Gdy stanąłeś przed nimi, jeden z ociąganiem uderzył dwukrotnie trzonem topora w bramę. Rozległ się szczęk łańcuchów i skrzydła bramy uchyliły się. Zobaczyłeś przed sobą podgrodzie zamczyska. Nie było ono jednak puste i czyste jak w normalnych zamkach. Co cię dość zdziwiło, jest ono pełne namiotów, drewnianych chałup i ziemianek z gliny. Czujesz smród brudu, trochę zgnilizny i ogólnie rozkładu i zepsucia. Widzisz, że na dźwięk otwieranej bramy, z namiotów zaczęli wychodzić ludzie. Widzisz, że są oni dość chuderlawi. Ich skóra jest szara a oczy wręcz puste. Patrzą na ciebie szeroko otwartymi oczyma. W swojej błyszczącej zbroi bardzo tu kontrastujesz. Słyszysz, że brama zaczyna się zamykać.
Lucas Paladin:
Lucas rozejrzał się dookoła i przyjrzał uważnie zamkowi, do którego sprowadził go kruk. Widok minotaurów przyprawił rycerza o dreszcze, ale nie dał tego po sobie poznać. Istotnie całość robiła wrażenie. Jednak zaskoczył go widok wnętrza. Smród zgnilizny i namioty, z których wychodzili ludzie. Pierwszą myślą Lucasa były zombie, dlatego instynktownie sięgnął dłonią ku swojemu buzdyganowi. Czuł się wtedy bezpieczniej i pewniej. O rycerskiej etykiecie pamiętał jednak nawet w obecności ducha, któremu nie ufał. Skłonił się więc dwornie i zawołał:
- Witaj gospodarzu, przybyłem w twe włości, czy zechcesz ugościć strudzonego podróżnika? - chciał w ten sposób sprowokować kruka, sprawdzić jego reakcję, czy ten zamek faktycznie był iluzją, jakiej spodziewał się Lucas, czy też chodziło tu o coś zupełnie innego.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej