Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Nawiedzone miasteczko
Lucas Paladin:
Nazwa wyprawy: Nawiedzone miasteczko.
Prowadzący wyprawę: Rodred
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: Zgoda prowadzącego.
Uczestnicy wyprawy: Lucas Paladin
Lucas uważnie przyjrzał się mapie, na której zaznaczone było położenie miasteczka, do którego miał zdążać. Miał nadzieję, że podróż nie będzie daleka, a sprawę załatwi szybko.
Rodred:
Niestety droga widnieje dość długa. Oszacowałeś ją jako cztery dni pieszo, dwa dni wozem lub jeden dzień konno.
Miasto jest odizolowane właściwie od wszystkiego. Leży w małej zatoczce otoczonej skalistymi górami.
Widzisz jak Dimitr wyszedł z karczmy i poszedł na swoją ławeczkę.
Lucas Paladin:
Nie było tak źle. Dzień jazdy konnej to coś, na co Lucas mógł sobie pozwolić. Ruszył więc do stajni, gdzie czekał na niego osiodłany Tancerz, jego wierny towarzysz i przyjaciel. Jak zawsze poklepał go pysku i wskoczył na siodło. Spojrzał tylko jeszcze w stronę Dimitrego i naprawdę szczerze powiedział:
- Niech Zartat nad Tobą czuwa. - po czym kopnął w boki Tancerza i ruszył w stronę gór, jak zwykle w nieznane, jak zwykle chronić lud przed siłami ciemności, aby wprowadzić na powrót światło.
Rodred:
Ruszyłeś przez miasto szybko je opuszczając. Wyjechałeś na przedmieścia miasta. Nic szczególnego. Zabłocone drogi, żebracy na ulicach, smród stęchlizny. Twoja błyszcząca zbroja przyciągała uwagę gapiów. Miałeś wrażenie, że cię podziwiają do momentu, aż jakiś nieśmiało, rzucony kamień nieszkodliwie odbił się od twojego naramiennika. Pewnie rzucony tylko temu, że powodzi Ci się lepiej niż im.
Jest samo południe. Pewnie coś koło 12. Słońce Ci doskwiera w pancerzu i chce Ci się pić. Co prawda okolicę przemierzał lekki wiaterek, ale był on dla ciebie nie do wyczucia.
Przez szczelinę wzrokową w swoim hełmie dostrzegłeś gospodę na obrzeżach przedmieścia.
Lucas Paladin:
Upał doskwierał. Zwłaszcza w stalowej zbroi, ciężko było Lucasowi prowadzić normalną jazdę. Doskwierało również pragnienie i wszeobecny smród. To nie była dobra pogoda na walkę z siłami otchłani, o nie. Całe szczęście Zartat był tego dnia litościwy i oczom rycerza ukazała się karczma, w której mógł zatrzymać się, aby się napoić, napoić też konia. Spojrzał też na mapę, widząc, że jeszcze daleka droga, odpoczynek tym bardziej był wskazany. Lucas zatrzymał Tancerza przed karczmą i przywiązał, sam natomiast wszedł do środka oberży, natychmiast kierując się w stronę szynkwasu. Zimne piwo, tego teraz było mu trzeba. Zbliżył się do lady i niemal od razu wypowiedział swoje życzenie:
- Karczmarzu, zimnego piwa lejcie. Dobrze, że wasza karczma leży po drodze, bom zgrzany.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej