Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Nawiedzone miasteczko
Rodred:
// A rzeczywiście, nie zauważyłem. :P Powiedz mi twój koń jest opancerzony?
Pędzisz galopem w stronę pożaru. Gdy zbliżałeś się do tej małej wioski, która jest po drodze, zobaczyłeś coś bardzo niepokojącego. Widzisz, że przed wioską kilku ludzi z pokaźnymi siekierami układa stos. Wtem zza jednego z większych domków wyszedł tłumek ludzi uzbrojonych w widły, kosy i sierpy. Niosą również pochodnie, a przewodzi im jakiś kaznodzieja. Widzisz, że niosą związaną kobietę. Kiedy zbliżyłeś się jeszcze bardziej usłyszałeś okrzyki pełne złości.
- Przeklęta wiedźma!
- Spalić dziwkę!
- Zapłacisz za to!
I tym podobne. Widzisz, że ów kaznodzieja podjudza tłum do jeszcze większej nienawiści.
Lucas Paladin:
//A można w ogóle coś takiego zrobić? :O Widzę sytuacja rodem z Wieśka? :D
Gdy Lucas dojechał do wioski dojrzał przygotowywany stos i tłum skandujący bluźniercze hasła wobec związanej kobiety. Rycerz nienawidził takich sytuacji, gdzie ciemny tłum brał wszystko, co powie charyzmatyczny przywódca za prawdę. Postanowił dokonać sprawiedliwego sądu, takiego jaki przystoił królestwu Valfden i rycerzowi Zartata. Poszukał sobie takiego miejsca, gdzie mógł spokojnie być słyszalny i wrzasnął:
- Co się tu dzieje do cholery?!
Rodred:
// Myślałem że można :P I nie powiem, lubię Wieśka :D
Rycerz przystanął przy zbiorowisku. A oddalone miasto nadal płonęło...
- Odejdź rycerzu! Nie twoja sprawa co tu się dzieje! Powiedział donośnym głosem stary kaznodzieja. Siwy włos i słaby wzrok budzą szacunek. Lud od razu go poparł.
- Tak odejdź! Czego tu chcesz?! Wołali.
Lucas Paladin:
Miasto w oddali nadal płonęło. Lucas musiał się spieszyć - życie za życie, tak mówiono. Czy życie niewinnej być może kobiety było wazniejsze od setek istnień w mieście nieopodal? Nie Lucasowi było to oceniać. Miał nieść pomoc wszędzie tam, gdzie był na miejscu, gdzie mógł coś zrobić. A w tym momencie, owa kobieta była w potrzebie. Lucas rozejrzał się po tłumie, wypełnionym nienawiścią i żądzą mordu.
- Jestem Lucas Paladin, święty mściciel Bractwa ÂŚwitu, dawny Marszałek Koronny z rozkazu króla i Lord Elekt. Ja stanowię prawo w tym królestwie, więc to jest moja sprawa, starcze. - obrzydzenie Lucasa widokiem tego pseudo kapłana rosło. Nie mógł okazać słabości.
- Któż dał wam prawo zabijać kogoś bez sprawiedliwego sądu, kimże jesteście?
Rodred:
- To jest wiedźma! Wykrzyknął kaznodzieja.
- To ona sprowadziła nieszczęście na nasze bratanie miasto! Wskazał płomienie w oddali.
- Musi ponieść karę! Spalimy ja i odkupimy całe zło, które uczyniła! Powiedział a tłum oczywiście go poparł.
- Na stos z nią! Na stos! Na stos! Krzyczeli.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej