Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Nawiedzone miasteczko
Lucas Paladin:
Kiedy karczma została doprowadzona do stanu w miarę przyzwoitego jeśli chodzi o bałagan, Lucas spostrzegł, że roboty pozostało tu jeszcze dużo. To nie sprzątanie było tu potrzebne, tylko generalny remont, a na to rycerzowi niestety nie starczyło czasu. Miał ważne sprawy do załatwienia w stolicy, a tutaj musiałby poświęcić parę dni. Ukłonił się karczmarzowi i powiedział, że czas już ruszać w dalszą drogę. Zapytał też o małe miasteczko otoczone górami, leżące na odludziu. Być może karczmarz wskaże mu drogę na skróty, albo coś będzie o tym wiedział. Oberżyści wiedzą wszystko.
Rodred:
Karczmarz wylewnie Ci podziękował za pomoc.
- Panie! Będziesz miał u nas zniżkę do końca życia! Powiedział rozradowany.
- My się już zajmiemy remontem. Co do tego miasteczka to żadnych skrótów raczej niema. Za to trzeba uważać bo podobno po drodze kręci się jakiś odział maruderów. Mówi się, że są niebezpieczni, bezwzględni i okrutni. Chwilę się zastanowił po czym kontynuował.
- Raz przyjechał do nas jakiś wariat z tamtego miasteczka. Mówił, że jedzie do króla prosić o pomoc he he. Z pewnością by go przyjął he he he. Rozbijał się dzień cały po karczmie, rzucając jakieś opowiastki o opętanych ludziach, zwierzętach, czy nawet domach he he. Podobno jakiś dziwny kult tam jest czy coś. Nie ważne nikt go za bardzo nie słuchał. Następnego dnia znalazłem go w pokoju. Wydrapał sobie oczy i się powiesił. Dziwna historia. Zamyślił się wspominając tamten dzień. Po chwili dodał.
- Dziękuje bardzo za pomoc. Proszę to przyjąć. Powiedział wręczając ci niewielki mieszek. Było w nim na oko 20 grzywien.
- Może i to nie wiele jak dla takie rycerza jak pan, ale więcej nie mamy. Chyba, że się pan napije? Albo jaka dziewka się znajdzie? hm? Uśmiechnął się szczerze i miło.
Lucas Paladin:
Lucas poukładał wszystko w całość. Opętani ludzie, a nawet zwierzęta. Działalność kultu. A w dodatku jakiś silny demon, który przywodzi słabe dusze do samobójstw. Cóż, nie lada wyzwanie dla rycerza, ale Lucas wiedział, że da radę. W końcu już nie takich przeciwników miał przed sobą. Podziękował za wynagrodzenie i przyjął je. Napić się, czy dziewka? Oto było pytanie. Piwa już się napił, a nie wiedział, czy to nie będzie przybytek wątpliwej rozkoszy, a niewątpliwej rzeżączki, dlatego podziękował za jedno i drugie.
- Nie ma za co, karczmarzu. Niech Zartat was strzeże! - rzucił tylko rycerz i wyszedł na zewnątrz, gdzie Tancerz już niecierpliwie przebierał kopytami.
- Stęskniłeś się, co staruszku? - Lucas poklepał swojego konia po pysku, odwiązał go i dosiadł. Droga była długa i zapewne niebezpieczna, dlatego nie należało tracić czasu. I tak dzielny rycerz wyruszył do nawiedzonego miasteczka, gdzie czekało go wiele przygód, i tak dalej...
Rodred:
// Chyba zapomniałeś o 20 grzywnach?
Bezpiecznie wyjechałeś z miasta mimo, że zwracałeś na siebie nie małą uwagę. Jechałeś sporo czasu. Już zbliżał się wieczór i zmęczenie dawało Ci się we znaki. Zobaczyłeś na swojej drodze niewielką wioskę z przydrożną karczmą. Jednak zaniepokoiło cię coś co okazało się nie być zachodzącym słońcem tylko łuną pożaru widoczną jakiś kawałek za wioską.
Lucas Paladin:
//Nie zapomniałem, pisałem, że przyjąłem wynagrodzenie. Nie dodaję na razie nic do KP, póki Is nie zatwierdzi wyprawy, takie zboczenie, nie chce mi się tego edytować. :D
Kiedy Lucas dojrzał pożar obudziły się w nim najgorsze wspomnienia. Wioska Sowie Sady i masakra, jaką demony zgotowały tamtejszym mieszkańcom. Ciała mężczyzn, kobiet i dzieci. Włócznia wbita, w stos ciał, którą potem zabrał ze mną, żeby przypominała mu o tamtych wydarzeniach, o tym jak strasznymi stworzeniami są demony i że wszystkie muszą trafić z powrotem w czeluść. Od tamtej chwili jeszcze bardziej powziął postanowienie, żeby wytępił wszelkie zło tego świata. Przyspieszył konia. Miał nadzieję, że tym razem zdąży na czas i pomoże chociaż komuś.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej