Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Nawiedzone miasteczko
Rodred:
// Rozumiem, że hełm masz przytroczony do pasa, żeby tamta zgraja pijaków Ci go nie ukradła? Pamiętaj o takich rzeczach.
Piwo dało Ci oczekiwane orzeźwienie i poprawiło nieco nastrój.
Dziewczyna powiodła za tobą smutnym wzrokiem.
Gdy tylko wkroczyłeś na zaplecze zauważył cię karczmarz podbiegając.
- Czy coś się stało panie władzo? Zapytał strwożony.
Znad niego zobaczyłeś powód jego strwożenia. Zaplecze jest w nagannym stanie. W stojącym obok wiadrze są trzy świeżo zabite szczury. Po niechlujnie porozrzucanych beczkach z trunkami właśnie przebiegł szczur. Podłoga lepi się od kiedyś wylanych trunków. Pod sufitem wisi mięsiwo, po którym skaczą muchy. Powietrze przesycone jest smrodem stęchlizny i zgnilizny. Widać, że wszystko było naprędce sprzątane, ale jednak z marnym efektem.
Lucas Paladin:
Oczywiście hełm rycerz zabrał ze sobą, coby czepialski narrator więcej się nie czepiał. Gdy tylko Lucas znalazł się na zapleczu zrozumiał zdenerwowanie właściciela przybytku. Jak karczmarz mógł w ogóle dopuścić do powstania takiego ambarasu, nie wiedział. Wiedział, że będzie musiał mu pomóc. I zaproponował to:
- Jaki tam Panie władzo.. - machnął ręką Lucas - Widzę, że nie lada pracy tutaj nas czeka. Może pomogę? Szybciej się z tym uwiniemy, a i wy mości karczmarzu przestaniecie rzucać się w oczy i straszyć gości.
Rodred:
Karczmarz rozdziawił gębę w niedowierzaniu.
- Ale mości rycerzu! To tak rycerzowi nie wypada! Ja sobie poradzę! Mam pracowników, posprzątamy. Nadal miał na twarzy wyraz niedowierzania, że rycerz chce mu pomóc w sprzątaniu takiego bałaganu.
Lucas Paladin:
Lucas uśmiechnął się po raz kolejny. Nie lubił gdy ktoś traktował go jak kogoś ważniejszego. Wykorzystywał swoje tytuły, owszem, ale tylko wtedy gdy chciał komuś pomóc, lub sam nie mógł sobie w pewnych sytuacjach poradzić. Nigdy jednak nie migał się od prostej pracy, pomagania ludziom. Taka była jego natura.
- Jakież tam nie godzi się! Zabierajmy się za robotę karczmarzu, to i gości więcej przyjdzie! - to powiedziawszy Lucas jako pierwszy, coby dać przykład zabrał się za czyszczenie podłogi, brudnej od rozlanych trunków. Siły mu nie brakowało, także lepiąca się maż schodziła dość szybko.
Rodred:
Płytowy pancerz nie mało Ci przeszkadzał, ale dawałeś sobie radę w walce z brudem. Karczmarz jeszcze chwilę stał zaskoczony, ale szybko też wziął się do roboty.
- Melek! Choć tu nam pomóc! Zawołał.
Po chwili zza rogu wybiegł jego syn ze szmatą w ręce i też wziął się do roboty. Robota szła wam sprawnie, ale im mniej było brudu to tym bardziej było widać, że karczma wymaga gruntownego remontu. Przegniłe deski, dziury w stropie. Roboty na wiele dni.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej