Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Nawiedzone miasteczko

<< < (22/25) > >>

Rodred:
// Tak wiem, ale maurenowi wydaje się, że ci to mówił. Co nie zmienia faktu, że nie mówił. :)

- Jak to? Nie wspomniałem ci o tym? Ech skleroza... Dobrze, dokończymy naszą rozmowę później. Przejdź przez te wrota, które pewnie zobaczyłeś. Tam, mój Pan, będzie na ciebie czekał. Pozwól, że cię nakieruje.
Pochód już przeszedł a mauren delikatnie pchnął cie w kierunku wrót.

Lucas Paladin:
Lucas ruszył więc po omacku w kierunku komnat kruka. Ciekaw był co go tam spotka, czy coś dostrzeże, dojrzy. Czy może odnajdzie powód, dla którego duch odnalazł go na bagnach i zaprosił w swe iluzoryczne progi. Rycerz chciał by jego krok był pewny, nie zamierzał okazywać strachu. ÂŻwawo więc stawiał kolejne kroki, przechodząc przez wrota.

Rodred:
Wszedłeś do dużej, jak ci się wydawało, sali. Usłyszałeś zgrzyt zamykanych wrót.
- To przykre, że ludzie mają tak wysokie wymagania w swej egzystencji.  Odezwał się głos z mroku przed tobą. Nie jest on w ogóle podobny do głosu kruka. Zdaje się on należeć do osoby starszej, ważącej słowa, mówiącej głosem bez zbędnych emocji.
- Pozwól, że cię ugoszczę, jak na zamek przystało.  Po tych słowach po twojej prawej stronie zapłonął kominek. Poczułeś przyjemne ciepło bijące od niego. Na ścianach zapłonęły świece, ale tylko średnio jedna na 20 świec. Z tego powodu nadal panuje półmrok. Temperatura w pomieszczeniu rośnie szybko, powoli stając się znośną. Wreszcie możesz przyjrzeć się pomieszczeniu. Pomieszczenie jest szerokie, ale dużo dłuższe. Przypomina typową salę obrad. Po środku jest długi stół z krzesłami, a na jego końcu tron. Stół jest nakryty, tak jak by czekano na podanie obiadu. Tyle, że wiele lat temu. ÂŚciany są wysokie z wieloma świecznikami. Pod stopami, gdyby nie metalowe buty, czułbyś przyjemny czerwony dywan. Koniec sali ginie w mroku. To tam, na tronie dojrzałeś sylwetkę siedzącej postaci.
- Proszę, rozgość się. Chcesz coś zjeść? Nie wiem czy coś mamy, ale mogę kogoś posłać.

Lucas Paladin:
Lucas rozejrzał się po pomieszczeniu. Było takie jak w zamkach, na których bywał, jak widać duch zadbał o to, by precyzyjnie odtworzyć wnętrza wielkich budowli. Zastanawiająca była jego wrażliwość na światło, na co rycerz nie omieszkał zwrócić uwagi. Całe szczęście, że miał w zanadrzu sztuczki, które mogły bardzo szybko zadziałać i na tę ewentualność. Lucas nie do końca widział, kto siedział na tronie, postanowił więc podejść nieco bliżej, chciał zapoznać się z sylwetką gospodarza tych włości. Usłyszał zaproszenie do jedzenia, nie był jednak głodny, spieszyło mu się. Zamierzał więc uzyskać te informacje, jakie chciał i odejść, by wykonać swoje zadanie.
- Nie jestem głodny, można rzec, że w drodze. Do tego spieszy mi się, gdyż me zadanie jest ważkie. Kim jesteś, gospodarzu? - zapytał, nie oczekując jednak konkretnej odpowiedzi, a raczej kolejnych zagadek.

Rodred:
Co prawda nie jesteś głodny, ale czujesz znaczne zmęczenie, a poza tym jest noc, a w około bagna.
Sylwetka wstała z tronu widząc, że nie siadasz i również zbliżyła się trochę. Utrzymuje się jednak cały czas w mroku.
- Wołają na mnie "Wampir!", ale to tak jak by arcylisza nazwać szkieletem. Można powiedzieć, że pochodzę od wampirów, ale nie stałem się jednym z nich poprzez ugryzienie, a przez narodzenie. Następnie osiągnąłem jego wyższą formę dzięki całemu stuleciu parania się w ogromnych połaciach wiedzy, które wy, ludzie, nazywacie czarną magią. Opowiedziałem ci w dużym skrócie kim jestem. Może teraz ty opowiesz mi o sobie?  Wampir zmienił kierunek ruchu i zbliżył się bezpośrednio do ciebie, tak że stoicie w odległości 8 metrów. Tym samym znalazł się w obszarze oświetlonym.
Jest on sporo wyższy od ciebie, zdaje się być wychudzony. Niemal sama skóra i kości. Skóra jego jest szara, a oczy mają czarną tęczówkę. Ubrany jest w czarną, obszerną szatę, przy której jednak nic nie ma. Widzisz, że jest ona skrojona elegancko. Wyposażona w kilka drobnych, ale eleganckich i niezwykle kunsztownie wykonanych ozdób ze srebra i platyny. Z pewnością nie jest to jego ubiór roboczy więc wygląda na to, że ubrał się tak na twoje przyjście. Nie przestaje wolnym krokiem iść w twoi kierunku.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej