Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Nawiedzone miasteczko
Lucas Paladin:
- Cały czas mówimy o pojęciach względnych. Jak już Ci mówiłem, zło kryje się w sercu każdego człowieka. Ten, który żyje w świetle, a czyni zło, ukrywa swoją naturę w ciemności, bo tam jest bezpieczny. Gdy jego poczynania wychodzą na światło dzienne, wtedy jest jasne, czy jest zły czy dobry. Niezależnie od piastowanego stanowiska, czy pozycji. Nie można z góry zakładać, że ktoś jest dobry, bo jest rycerzem. Tutaj jest Twój błąd, w generalizacji. A mordowanie niewinnych jak wiesz, nie jest nie dobrem, a złem. A wojna, jest wojną. Wymaga ofiar. Takie już jest jej paradoksalne okrucieństwo. ÂŻebyś zwyciężył i cieszył się dobrobytem, musisz mieć krew na swych rękach. - Lucas skończył wywód, po czym znów zatrząsł się z zimna. Miał nadzieję, że czym prędzej dotrą do "sali tronowej", gdzie będzie mógł porozmawiać z duchem i zrozumieć jego zaproszenie i motywy.
Rodred:
- A więc widzisz, że nic nie jest białe, i nic nie jest czarne. Wszystko jest po części dobre i po części złe. Jak więc walczysz ze złem? Zabijasz to co wydaje ci się bardziej złe niż dobre?
Wchodzicie na czwarte piętro.
- Pan wie, że się zbliżamy. Zaczekaj chwilę.
Stanęliście przy ścianie i usłyszałeś jak odsuwa się naprawdę duża ilość krzeseł. Wtem, dźwięk otwierających się wrót. W bezwzględnej ciszy, która nastała usłyszałeś szmer tkanin, szczęk sprzączek, niezwykle ciche kroki. W dużej ilości dawało to wyraźny pogłos. Odgłosy zbliżają się do was i zaczynają was mijać. W ciemności dostrzegłeś tylko jakiś ruch.
Lucas Paladin:
- Walczę z tymi, którzy krzywdzą niewinnych. Wśród mego Bractwa nie znam takich rycerzy, którzy by się tym szczycili. Zło jest obecne na wielu płaszczyznach. - Lucas poczuł, że wreszcie dotarł do komnat ducha. Nic jednak nie widział. Potrzebował światła. Dlatego szybkim ruchem, przywołał nad głowę kulę światła.
- Elisash!
Rodred:
Błysk światła natychmiast cię oślepił. W ciągu sekundy przyzwyczaiłeś się na tyle by mniej więcej zobaczyć co się wokół ciebie dzieje. Widzisz maurena który osłania ręką oczy od nagłego błysku. Widzisz też, że z owej komnaty wychodzi duży pochód. Ludzie, a raczej szkielety które z nich zostały wychodzą z wnętrza. Mają na sobie już bardzo stare, ale wysokiej jakości ubrania. Minął cię szkielet tylko na chwilę zerkający na ciebie swoimi pustymi oczodołami. Nosił mundur wojskowy, z dystynkcjami generała. Inny ubrany jak lord, pan wielu ziem. Zobaczyłeś naprawdę najlepszą śmietankę towarzyską. Ludzi niezwykle mądrych i wpływowych. Szkoda tylko, że wszyscy nie żyją. W następnej sekundzie zobaczyłeś jak światło przygasa. Skumulowany wokół niej mrok ogarnął ją i pochłonął. Znowu zapanowały ciemności. Trupi pochód nic sobie nie zrobił z momentu zapalenia światła jak i jego zgaszenia. Mauren jedynie syknął klepiąc cię dość mocno ręką.
- Co z tobą?! Nie wspominałem, że Pan nie lubi światła?
Lucas Paladin:
Miałem traktować tego tak, jakby on nigdy wcześniej tego nie powiedział. :)
Kula rozbłysła. Lucas po chwili oślepienia kulą światła rozejrzał się co ukazało się jego oczom. ÂŚmierć. Wszędzie śmierć. Ludzie niby dostojnie ubrani, niby pełni zapału i animuszu, a jednak martwi. To była iluzja ducha. Dawał martwym na nowo poczuć, że są żywi, a przecież niczego innego te dusze nie pragnęły. ÂŚwiatło Lucasa zgasło jednak tak szybko jak się pojawiło, więc rycerz niewiele mógł rozeznać. Dodatkowo chwilę później poczuł silne uderzenie na plecach. Domyślił się kto to, jak tylko usłyszał w tle twardy głos Maurena. Zdziwiony rycerz spytał:
- Jak mogłem to wiedzieć, skoro nic nie wspominałeś?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej