Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Nessa:
Długoucha istotnie nie zauważyła spojrzenie Silvastera. Powód był prosty - była na tyle śpiąca, że nie myślała o kolacji. Gdyby dhampir rozejrzał się po reakcji Melkiora, to nie zobaczyłby już Nessy tam gdzie wcześniej. Nie włączyła się w rozmowę i nawet jakoś szczególnie się jej nie przysłuchiwała. Jak najwcześniej oporządziła konia, bo w końcu on był dla niej w tej chwili najważniejszy. Następnie obmyła się. Liczyła, że to ją choć trochę orzeźwi, ale nic z tego. Dalej była tak samo zmęczona, zatem doczekała powrotu Gunsesa, ale przyrządzania jelonka już nie. Zresztą nie była jakoś strasznie głodna. Przez całą drogą podjadała sobie suszone mięso i to jej wystarczało. Teraz najważniejszy był sen, więc liczyła, że nic go jej nie zakłóci.
Nawaar:
Dhampira koń sam umiał o siebie zadbać, poza takimi rzeczami jak czyszczenie i pielęgnacja włosia, lecz tym zajmował się po wyprawach a ta wkrótce powinna się zakończyć! Jednak nim to się stanie trzeba było coś zjeść, bo znużenie i sen brało niemiłosiernie właściwie czuł się jak elfka cała senna i nawet odechciało się jej rozmowy! Może obraziła się na Silavstera, kto mógł to wiedzieć poza nią? Nikt. Jednak, nie zamierzał pytać gdyż ta spała a długowieczny, nie miał w zwyczaju budzić nikogo gdy śpi. ÂŁowca słysząc jak mięsko skwierczy postanowił wziąć trochę dziczyzny i ją zjeść. Mięso był ładnie wysmażone i kiedy dhampir zatopił w nim swe kły poczuł się wyjątkowo dobrze. Soczysta dziczyzna rozpływała się w ustach radując kubki smakowe długowiecznego oraz sprawiło to szybsze gryzienie a potem połknięcie tego leśnego rarytasu! Silva jeszcze wziął z dwa kawałki, które wsunął momentalnie uśmiechając się tuż nad ogniskiem dopóki i jego nie złapało zmęczenie, ale skoro świtało i brzuch miał pełen położył się opierając swoje plecy o konar jednego z drzew. Natomiast, gdy każą ruszać dalej zamierzał się obmyć na strumykiem i ruszyć w dalszą drogę, ale nim to nastąpi chciał się zdrzemnąć i to solidnie!
Dragosani:
Jakiś czas przed powrotem Gunsesa, Drago usłyszał jego dziki krzyk. Drapieżnik upolował zwierzynę. Nie komentował jednak tego, niezależnie od tego co sobie pomyślał o tym bezsensowny wrzasku. Gdy łowca wrócił, Dragosani nie był zainteresowany jeleniem. Takie pożywienie nie dałoby mu pożytku, więc nie musiał.go jeść. Wolał zostawić mięso dla innych. W końcu sam już się posilił krwią. Więc zamiast zasiąść z innymi, aby zjeść posiłek, udał się nad strumień. Zamierzał wykorzystać to, że wciąż było ciemno i nieco się odświeżyć zimną wodą. Zdjął więc zbroję i to też właśnie uczynił. Potem założył znów pancerz i już nieco świeższy oraz mniej przepocony, wrócił do pozostałych. Zapach pieczonego mięsa wwiercał mu się w nos, lecz nie wywoływał uczucia chęci jedzenia. Ot, zwykły zapach, jak wiele innych. Powoli zbliżał się świt, który przyniesie dalszą drogę. Należało więc nieco wypocząć. Wampir nałożył kaptur na.głowę, oraz maskę na twarz. Po to, aby promienie słońce go nie zaskoczyły, gdyby spał. Zabezpieczony, usiadł na ziemi, opierając się o jakiś konar i zamknął oczy. Nie poruszał się, ciężko było stwierdzić, czy śpi, medytuje, czy po prostu sobie siedzi.
Gunses:
Mięso zostało podzielone i zapakowane. Zapakowany został też zapas wody w bukłaki. Konie wypoczęły i już po 4 godzinach były zdatne do wymarszu.
//: Zostałem zaproszony na obiad. (czaicie, student, OBIAD, ZA DRAMO!)
//: Jest godzina 7:30. Opiszcie przygotowanie do wymarszu i sam wymarsz.
Nessa:
Częściowo potrzeba snu została zaspokojona. Nikt elfce nie przeszkadzał lub po prostu spała tak mocno, że tego nie zarejestrowała, jednak brakowało jej jeszcze godzinki odpoczynku, ale cóż poradzić. Skoro hrabia zaleca wymarsz, to Nessa nie może z tym dyskutować. Może jedynie jak najszybciej się przygotować, bo wampiry na pewno już są gotowe. Poleżała jeszcze chwilę, czując, że wstawanie będzie bardzo bolesne. Tyle czasu w siodle, a później twarda ziemia. Długoucha nie była z tych marudnych. Ostatnie kilka lat większość nocy spędzała w taki sposób, lecz nigdy nie przywykła do sytuacji, gdy najmiększą rzeczą jest jej własna dłoń podłożona pod głowę. Zgarnęła i złożyła swoje rzeczy, które następnie położyła przy siodle, upewniając się jeszcze, że Koń jest tam, gdzie powinien być. Jak widać był na tyle nijaki, że nawet nie planował ucieczki. Aż dziw, że na wampiry reagował taką obojętnością. Nie zastanawiając się jednak długo, Tinuviel ruszyła do strumienia. Po drodze przywitała się z każdą napotkaną osobą. Nawet ze nieznajomymi wampirami. Z rana nie są oni tacy straszni, a uprzejmość przede wszystkim.
Najpierw obmyła twarz. Z wiadomych przyczyn nie mogła zażywać beztroskiej kąpieli, ale już przywykła i opanowała do perfekcji mycie się, gdzie dookoła było sporo osób. Podczas tych banalnych czynności zastanawiała się nad dniem, który przywitał ją tak pięknymi promieniami słońca. Nie wiedziała, czego może się spodziewać. Czy chce od siebie odsunąć jak najbardziej wizytę w Ostoi, czy raczej mieć to jak najszybciej za sobą. Co się dzieje w Progach? Czy którekolwiek z jej znanych miejsc stoi, tak jak stało? Wycierając się już i idąc w stronę konia, by go osiodłać, zastanawiała się nad pytaniem, które Dragosani zadał Cadacusowi. Czy wampiry mają jakiś więźniów. A jeśli tak? Jeśli Nessa zobaczy jednak jakąś znajomą twarz?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej