Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Nawaar:
Dhampir słysząc sygnał do wymarszu otworzył leniwie jedno oko, by zorientować się w sytuacji. Wampiry były gotowe do wyjazdu a nawet elfka, która wstała szybciej i już była gotowa do wyjazdu. Silvaster leniwie przetarł oczy udając się wolnym krokiem wraz z koniem udali się nad strumień w celu dostatecznego obudzenia jak i napojenie konia. Długowieczny zanurzył swoją twarz upijając przy okazji kilka łyków zimniej wody! Głowa dhampira ochłonęła i poczuł się dobrze, ale chciał się jeszcze lekko ochlapać, więc ściągnął koszulę i obmył się na szybko, żeby zmyć zapach potu i móc dalej jechać w znośnych warunkach. Teraz przeprał również koszulę, która oczywiście nie mogła wychynąć, ale i tak założył ją na siebie, co dało dodatkowe uczucie chłodu na bladej cerze potomka wampira. Przeklęty natomiast poił się, gdy tylko Silva załatwił swoje sprawy, tak sobie stali w milczeniu dopóki parzystokopytny zwierz nie zaspokoił swojego pragnienia chwila czasu i w końcu powrócili do swojej eskapady będąc gotowymi do wyjazdu. Dhampir wsiadając na konia zastanawiał się, co takiego spotka na miejscu? Co ten mroczny świat będzie miał mu do pokazania. W sumie widział wiele rzeczy, ale jakieś nieodparte uczucie pchało go w stronę Ostoi. Jeszcze, nie wiedział dlaczego, lecz wkrótce wszystko się samo wyjaśni o ile szczęście dopisze i będzie miał okazję zapoznać się z mroczną historią tamtego miejsca. Miał również nadzieję, że tamtejsze wampiry nie zrobiły sobie "farm" z ludzi i zwierząt! To, by przekreśliło pokojowe rozwiązanie spraw w tamtym miejscu.
Gunses:
//: Silva.
//: Ale przecież konie są nieparzystokopytne. :o
Gunses ruszył, a za nim cała kompania. Kilka minut kluczyli między drzewami, aż wyjechali na trakt. Teraz, za dnia widzieli jego zmianę. Trakt był dość mocno zarośnięty. Mimo, iż przez wiele lat ciągnęły tutaj tabuny koni w jedną i drugą, drogą wędrowali myśliwi i kupcy, częstokroć wojskowi, teraz trakt był ewidentnie nieuczęszczany. Tam gdzie spadł deszcz, roślinność wyrosłą na drodze szybko. Zatarły się ślady między lasem a wolną przestrzenią.
Około południa nad ich głowami zafurczały strzały. Ostrzegawcze.
Melkior Tacticus:
Yarpen sięgnął po muszkiet, strzelił w las. Też ostrzegawczo.
- Nie ma to jak wymiana uprzejmości o poranku...
Nawaar:
Dhampir jechał za Gunsesem i resztą kompani. Słońce już świtało zaczynając poranek a towarzystwo jechało przez gęsty las mijając drzewa w spokoju bez jakiegokolwiek poczucia zagrożenia! W lesie słychać było dźwięk śpiewających ptaków, być może pieśń była o miłości albo i nie, ale najważniejsze było to, że fajnie się przy takim akompaniamencie jechało! Silva kołysał się na boki nie dlatego, że koń zarzucał lecz w rytm śpiewu. Właśnie przez to słuchanie oberwał kilka razy gałęzią, ale i tak nie narzekał a jedynie lekko skrzywił twarz. Długowieczny w dobrym nastroju jadący śladami towarzyszy wylądował na trakcie! ÂŚcieżka była może i szeroka oraz często uczęszczana, ale to było nadzwyczaj dawno! Wszędzie walały się pnącza, krzaki, wysokie trawy to raczej przypominało przejazd i marsz, przez dżungle na Chatal aniżeli normalna droga w zdrowym kraju! Jednak starał się jechać dalej i na tyle wszystko starał się omijać, coby koń sobie krzywdy nie zrobił! Spokojna przejażdżka nie trwała długo, gdyż zagłębiając się dalej w trakt wszyscy bez wyjątku zostali ostrzelani, przez niewidocznych przeciwników! Kilka strzał wylądowało tuż obok konia dhampira, co lekko ogiera spłoszyło i postawiło na dwa kopyta, ale szybka interwencja długowiecznego polegająca na dotknięciu jego pyska i powiedzeniu paru cichych słów uspokoiła konia, który sam przyglądał się całemu otoczeniu nie wiedząc, co wydarzy się za chwilę.
Na szczęście to były strzały ostrzegawcze.
Pomyślał sobie, ale po chwili krasnoludzka porywczość Yarpena dała, o sobie znać i jak nie dupło kiedy oddał strzał ze swej flinty w nieokreślonym kierunku. Wystrzał z muszkietu przeszył cały las, być może raniąc strzelających albo i nie! Jednak fakt był, że na ogień towarzysze odpowiedzieli tym samym! Mogło to skutkować ponownym tym razem celnym ostrzałem z ich strony, wszak nie było ich widać pośród tej gęstwiny! Silavster miał nadzieję, że towarzysze spotkali driady albo centaury! Zawsze chciał spotkać te istoty i z nimi porozmawiać, ale dobrze wiedział, że kontakt może być utrudniony, bo istoty dobrze się kamuflowały a poza tym trzymały się raczej na uboczu nie kontaktując się z nikim, poza ich środowiska!. Dlatego również sobie pomyślał, o tym całym zajściu, nie prowokując nikogo.
Brodaczu mam nadzieję, że nie sprowadziłeś na nas śmierci!
Następnie dhampir zaczął się rozglądać starając się dostrzec strzelców w gęstwinie jednocześnie modląc się o szczęśliwe zakończenie tej złej sytuacji.
Pani, daj nam przeżyć to byśmy mogli nadal tobie służyć! Mamy tutaj wszyscy wiele do zrobienia. Dlatego proszę, Cię o akt łaski i uratowanie nas z opresji.
W końcu dla swojej pewności zbliżył jedną z dłoni na rękojeść miecza, tak w razie większego niebezpieczeństwa.
Dragosani:
W końcu, gdy już się wszyscy zebrali, grupa wyruszyła w dalszą drogę. Po drodze widać było jak zmieniła się okolica. Brak ludzkiej aktywności sprawił, iż trakt zdziczał. Zarosły go rośliny, chciwie zajmując wolny skrawek ziemi. Było to w sumie do przewidzenia. Jechali tak więc przez te chaszcze. Dzień mijał mijał, nadeszło południe. I wtedy coś przerwało ich podróż. Kilka strzał przeleciało nad ich głowami. Ewidentnie nie zostały one wystrzelone przez dzikie wampiry. Może więc napotkali niespodziewanego sojusznika? Drago uniósł się lekko w siodle i czujnie się rozejrzał. Jego wyostrzone zmysły Bestii trudno było zmylić, może zdoła dostrzec kto.wypuścił te strzały. Rozglądając się zignorował zupełnie Yarpena. Nie uważał strzelania, nawet ostrzegawczego, za dobry pomysł, ale teraz i tak nie mogli nic zrobić.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej