Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Gunses:
Nazwa wyprawy: Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Prowadzący wyprawę: Gunses Cadacus
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: Zgoda prowadzącego.
Uczestnicy wyprawy: Gunses Cadacus
Wyprawa zawiera treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich oraz takie, które mogą poruszyć niektórych dorosłych. Czytasz na własną odpowiedzialność.
*Efehidon - stolica królestwa Valfden*
Pióro zaskrzypiało na pergaminie pozostawiając na nim kolejne linie pisma. ÂŚwieczka płonęła jasnym blaskiem. Kobieta pochylająca się nad listem pożegnalnym miała rude gęste włosy, odsłonięte ramiona. Jej ciało okryte było tylko lekkim prześcieradłem w którym podeszła od łóżka do stolika.
Jej twarz miała wyraz zamyślenia. Chociaż miała niespełna 25 lat, pamiętała w życiu nie jedno. Nie uśmiechała się do wspomnień. ÂŻegnała się... Nie z życiem. Bardziej z losem. Chociaż balia z gorącą wodą i nóż były już przygotowane. Postanowiła
- Kiedy myślę ile spotkało mnie w życiu ogrania mnie zaskoczenie. Jeszcze dziś pamiętam zapach spalonej słońcem skóry, kiedy wraz z tatkiem i mamą pracowaliśmy w polu. Zaraza, która ich dopadła a mnie wywiodła do szpitala, gdzie wpadłam w oko pewnemu jegomościowi doprowadziła mnie aż tutaj. Efehidion. Stolica królestwa. I ja. Umiejąca pisać dziwka. Chciałabym, aby los był dla mnie łaskawszy... Chciałabym abym mogła żyć inaczej... - kropla jej łzy spadła na papier. Ominęła ją i dokończyła - Już czas. Za oknem pachnie jaśmin. Już czas. - odłożyła pióro, wstała i zrzuciła z siebie prześcieradło. Wkroczyła do bali i zanurzyła się w niej. Po chwili wzięła nóż i otworzyła sobie nim żyły. Odchodząc zdążyła pomyśleć, że w nigdzie w okolicy nie rośnie jaśmin.
*Lasy porastające lewy brzeg Eloriz*
Ognisko paliło się dużym i przyjemnym płomieniem. Gunses popuścił wodze Marsa dając mu możliwość posilenia się trawą. Księżyc świecił wysoko nad ziemią, odbijał się w tafli spokojnej wody rzeki Eloriz. Przy ognisku siedziało kilku wampirów. W tym miejscu ustalił Gunses spotkanie wszystkich osób. Czekali na ich przybycie i na transport pali z Atusel.
Wampir obnażył swój miecz. Był z niego zadowolony. Miecz ten przypominał mu o tym, co utracił. O jego dziedzictwie. Jeden z wampirów wyjął lutnię i zaczął brzdąkać na niej wolną i smętną melodię.
Melkior Tacticus:
*Efehidon - dzielnica obywateli*
- Znowu wyjeżdżasz... - powiedziała ze smutkiem w głosie Samara pomagając mu założyć kolczugę.
- Czyli jednak się martwiłaś - odparł z uśmiechem - Miło wiedzieć że w domu czeka na ciebie ktoś więcej niż pies i księgowy. Au! Samara zbyt mocno ściągnęła pasek od miecza i kopnęła go lekko w tyłek.
- Oczywiście że tak głuptasie, bo ja... ja...
- Wiem - przerwał jej tuląc do siebie - Czas na mnie.
*Lasy porastające lewy brzeg Eloriz*
Jechali we dwóch, Melkior prowadził dwa dodatkowe konie a obok kroczył wiernie Frodo. Zaś nieco dalej na Kasztanku jechał Yarpen. Dwaj najemnicy jadący z pomocą dla drucha, ale i by walczyć ze skurwysyństwem i we słusznej sprawie. Podjechali do obozowiska i zsiadłszy z koni podeszli bliżej.
- Witaj Gunsesie.
- Czołem druchu.
Nawaar:
Długowieczny przyszykował konia do wyjazdu, ale najpierw przywiązał dwuręczny miecz z czarnej rudy do boku konia, lecz po krótkiej jeździe zatrzymał się i zarzucił ową broń na swe plecy, po czym pojechał dalej na umówione spotkanie.
Dhampir na swym dzielnym rumaku jechał w tą spokojną noc powoli z gracją, wsłuchując się w leśną ciszę bujał się na przeklętym zmierzając na umówione spotkanie. Silvasterowi przypadł ten zaszczyt uczestniczenia w wyprawie przeciwko wampirom, jako jednemu z długowiecznych! Chciał na niej odcisnąć swój ślad, ślad którym zostanie na wieki nawet po jego śmierci. Długowieczny zbliżając się do miejsca spotkania usłyszał melodyjną pieśń, która pobudziła jego uszy i skierowała go bezpośrednio do trzaskającego ogniska, gdzie czekało kilku członków wyprawy. Jednym z nich był prowodyr spotkania a zarazem wyprawy w nieznane czyli hrabia Gunses! Silavster zawsze miał problemy, by się z nim porozumieć wąpierz ten był w swej wapierzowości mistrzem i potrafił nie raz zaskakiwać początkującego łowce, ale przed nim zjawił się jeszcze Melkior oraz Yarpen mieszanka wybuchowa. Dhampir schodząc z konia podszedł bliżej witając się.
- Witajcie.
Gunses:
- Witajcie - rzekł do całej trójki i przywitał się z nimi - Melkiorze, Yarpenie, Silvasterze - uścisnął każdemu prawicę. Zbliżyła się do nich Setmre, stanęła przy Cadacusie i wcisnęła mu dłoń w jego dłoń
- Melkiorze, jeszcze raz, wyrazy współczucia po stracie ojca. Witaj Yarpenie, miło Cię widzieć w zdrowiu. Silvasterze, gratuluję tytułu. Miło, że ziemie w naszym hrabstwie posiada ktoś zaufany. - powiedziała dokładnie to, co mógł powiedzieć Gunses. Setmre jednak była partnerką doskonałą. Kiedy idzie wojna, mężczyźnie nie lza okazywać słabości.
- Podejdźcie do ognia - powiedziała i wskazała na kilka siedzących postaci dookoła ogniska. Wampiry kontemplowały ogień i rozmawiały o sobie tylko znanych sprawach.
Nawaar:
Dlugowieczny uścisnął dłoń nieumarłemu ten pierwszy raz! Czyżby ten gest miał ocieplić ich stosunek do siebie? Silvaster zrozumiał ten gest jako początek pojednania, które dopełniły słowa jego kobiety Semtre. ÂŁowca ukłonił się w stronę kobiety, która pogratulowała mu zdobycia tytułu oraz małej gminy w hrabstwie Revar.
- Dziękuję, pani za te słowa. Miło się robi w środku, kiedy zostaje się docenionym.
Powiedział z powagą i szacunkiem, który rzadko komu ukazywał! Taki gest również powinien być doceniony, przez Gunsesa i inne wampiry. Taką w środku miał nadzieje. Następnie zbliżył się w stronę ogniska ogrzewając się i swoje blade ciało wsłuchując się w muzykę graną, przez jednego z wampirów. Dhampir tym razem milczał ciesząc się chwilą i spokojem, jak go otaczał.
Prawie jak w domu.
Pomyślał patrząc się w ogień.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej