Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Nessa:
Z trudem długoucha powstrzymała się od westchnięcia. Nie była strasznie zmęczona, ale wiedziała, że jeszcze sporo drogi przed nimi i nie może pierwszego dnia pozbawić się energii. Musi zatrzymać jej jak najwięcej na walkę. Liczyła, że najwięcej sił odzyska podczas wizyty w Progach. Może nawet nie będzie musiała wtedy drzemać na ziemi. Nie była oczywiście delikatną księżniczką, którą trochę chłodu, owadów czy kilometrów wykończy, ale nikt nie mógł jechać w siodle kilku dni, gdy później miał walczyć. Chyba że chciał umrzeć już na początku.
- Jakich ty dziesięciolatków znasz, Drago? - zwróciła się do wampira z uśmiechem, gdy Gunses skończył już mówić i wrócił do skupiania się na tym, na czym się wcześniej skupiał. Czy to rozmowie z Setmre, czy to obmyślaniu planu panowania nad światem. Tego długoucha nie wiedziała. Musiała jednak wtrącić się w rozmowę z Yarpenem, bo drobne dogryzania są zdrowe, ale żeby to nie zaszło za daleko.
Dragosani:
Dragosani tak katem ucha wysłuchał co na Gunses do powiedzenia. Postój w sumie ucieszył go. Ile można jechać na koniu? Przyda się chociaż na chwilę z niego zejść. Gdy wampir wrócił do swoich rozważań, Antares zwrócił się do Nessy.
- Współczesna młodzież jest koszmarna - stwierdził w ramach odpowiedzi. - Za nic szacunku dla starszych.
Nessa:
- Dobrze gadasz, stary - długoucha zwróciła się do Draga, który wydawał się dość poważny. Ale kto go tam wie. On z kamienną miną potrafił żartować. Puściła jedną dłonią lejce od strony wampira i wykonała gest jakby chciała uderzyć go pięścią w ramię. Jechali jednak trochę za daleko od siebie, by jej się to udało, a poza tym słońce już zaszło. Lepiej więc, by Antares nie chciał jej oddać. Jak nic spadłaby na ziemię a ogromnym siniakiem. Zatem szybko uśmiechnęła się do wąpierza, coby się stary pryk nie boczył i zwróciła się do milczącego Silvastera. Jechał dość blisko, a to zawsze zmniejszało prawdopodobieństwo nieprzyjaznej reakcji ze strony Dragosaniego. Choćby dobre wychowanie nie pozwoli mu na żaden gest, bo nie wypada przerywać rozmowy!
- A ty co tak zamilkłeś, Silva? Zakładami się nie przejmuj, bo to częsta rozrywka. Ostatnio Myszowór próbował przez to polizać sobie łokieć!
Gunses:
Gunses skręcił z drogi. Las w który wjechał był dość rzadki, aby mógł tamtędy przejść wóz. Kompania kluczyła między drzewami kilka minut, aby skryć się w lesie na postoju. Przypadło im miejsce dość widne, zapewne kilkanaście lat temu jakaś burza powaliła tutaj drzewo, a wyrwa w lesie jeszcze nie zarosła. Rzeczywiście leżało tam drzewo. Stary konar wrzucony był w koryto płytkiego ale szybkiego strumyka. Brzegi strumienia były płaskie, pokryte mchem i listowiem. Cadacus zatrzymał konia, zsiadł, oporządził go szybko aby mógł odpocząć od jeźdźca, zjeść trawy i napić się wody. Wampir przeciągnął się, aby rozciągnąć mięśnie. Wciągnął w płuca dużą ilość powietrza. Wyłapując zapachy okolicznej zwierzyny.
Nawaar:
W końcu Drago był stary, ale dhampir nie za bardzo się z nim spoufalał, by zarzucić takimi słowami! Jednak w słowach elfki zabrzmiało to zabawnie, więc się uśmiechnął od tak. W końcu ze wszystkich tutaj i tak umrze najszybciej, o ile bogini da dożyć tych 150 lat! Niemniej jednak rozchmurzył się jadąc dalej i zagadując do elfiej piękności. Jej oczy lśniły pomimo nocy i on to zauważył w sumie każdy powinien nawet, kto widzi w ciemności.
- Ja, po prostu się zamyśliłem. Słuchając was można się wiele dowiedzieć, o życiu i jego kolejach. Wracając do zakładu, kto by się przejmował takim czymś? Fakt, nie powiem rozbawiło mnie to, ale nigdy bym nie przypuszczał, że druid jest taki szalony! Wydaje się zawsze taki spokojny i opanowany wiele się wydarzyło u nas, gdy byłem na Chatal, oj wiele.
Dodał uśmiechając się szczerze, wszak wiedział o przeprosinach dla Progana i kilku innych członkach konkordatu. Wtedy też Gunses skręcił w ciemny zagajnik ze strumykiem, ale czy reszta eskapady również powinna tak uczynić? Tego, nie wiedział, ale liczył na odpowiedź długouchej.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej