Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Revarskie pieśni: Zapach jaśminu

<< < (10/40) > >>

Nessa:
- Hej! Chodzi o to, by śpiewało kilka osób - uśmiechnęła się niezrażona elfka. - Silva, jaka melodia była do tej ostatniej piosenki Progana? - zwróciła się do dhampira, bo słowa pamiętała, ale nie była pewna jak zacząć.

//: Edytnę o ładny opis jak wrócę do Wrocka

Melkior Tacticus:
- Melkior dawaj forse. Krasnolud i elf założyli się o to dokąd to zrejterował Silva po tym jak wychędożył Irinę, o sto grzywien. A że Nessa poniekąd powiedziała gdzie, to zakład wygrał Yarpen.
- Ehh... masz. Elf rzucił niechętnie brodaczowi mieszek.
- Ciekawi mnie jeno jakim cudem cie tam zechcieli Silva... skoro przyjmują aby "stare rasy" i to jeszcze nie wszystkie. Chyba że ta elfia kurwa, Lithan, zmieniła zasady. Był ciekaw czy dhampir i Nesa wiedzą o przeszłości Lithana.

A było tak miło... Pomyślał Melkior.

-100grz.

Nawaar:
Dhampir nie mógł już iść w zaparte, bo niby jaki cel mógłby uzyskać? Teraz należało jakoś wyjść z twarzą i załagodzić sytuacje za nim się jeszcze wszystko, nie wybuchło! Wciągając, Lithana w takie pogaduszki mogło wkurzyć nie jednego, jednakże w obecnym składzie nikt go nie lubił, co najwyżej mogli go szanować członkowie konkordatu. Długowieczny sądził również, że nie wszyscy mu ufają, tylko niestety Silvaster żył za krótko tutaj, aby wiedział dlaczego! Zakładu nawet, nie komentował bo wydawał mu się nawet zabawny, ale nie zamierzał dawać, o tym znać. Jeszcze się brodacz bardziej rozochoci i co wtedy? Lepiej nie kusić losu.
- Widzisz, Yarpen każdy szuka swojej drogi i musiałem, przez wiele przejść by się zorientować gdzie jest moja. Przyjęli mnie łaskawie i staram wypełniać swoją rolę w stu procentach, ale i tak czasami stare nawyki pozostają, bo ponoć mówi się, że nawyki są drugą naturą człowieka z tym obecnie walczę, aby choć trochę się zmienić na lepsze. Wracając jednak o warunki przyjęcia to powiedzmy, że poświęciłem coś czego normalnie nigdy bym tego, nie zrobił. Doprawdy ciężko jest mi coś więcej dopowiedzieć. Najlepiej będzie jak spytasz go osobiście. 
Uśmiechnął się na myśl rozmowy brodacza z elfem, który nijako stanowił zagadkę dla łowcy. Następnie powrócił do Nessy, która rozpoczęła cały proces pytając o pieśń.
- Masz ma myśli "Krąg ÂŻycia". Oczywiście, że pamiętam jednak wolałbym abyś, Ty zaczęła masz znacie delikatniejszy głos ode mnie.
Tak naprawdę, to dhampir nie chciał śpiewać i straszyć wszystkich dookoła, jednakże jeśli zostanie poproszony przez długouchą to raczej nie będzie miał wyjścia i ulegnie.

Gunses:
Gunses prowadził. Drogą którą zmierzali znał na pamięć. Przez lata był panem północy i teraz jechał odzyskać swój dom. Setmre jechała obok, konie szły równo, łeb w łeb. Dwójka wampirów kołysała się w rytm kroków wierzchowców. Szeptali coś, cicho, tak cicho, że nikt inny nie mógł wyłapać z ich rozmowy ani jednego słowa. Tylko konie strzygły uszami, ale one nie mogły powiedzieć nic.
Dzień był długi i gorący. Od południa do wieczora towarzyszyły im roje owadów. Meszki próbowały włazić w oczy, do uszu i nosa koniom, dhrampirom, krasnalom i elfom. Wampiry szczelne w swoich kombinezonach były bezpieczne przed wszelkimi insektami. Gzy cięły konie, które machały ogonami i odganiały się od insektów. Noc mogła być zbawcza, lecz ulga przyszła późnym popołudniem. Przed wieczorem niebo zasnuło się chmurami letniej burzy. W oddali słychać było grzmoty, a na las i trakt spadł wiatr, który odegnał insekty i ożywił kompanię. Zbliżał się deszcz. Znajdowali się na przedgórzu. Setki kilometrów kwadratowych puszcz. Las, prawdziwy matecznik. Czasem niemożliwy do przebycia, czasami jasny i luźny, pełen starych drzew. Jechali dalej, konie szły raźniej niemęczone upałem i insektami. Gunses nie rzekł nic o postoju. I nie zamierzał. Chciał jechać całą noc, aż do następnego ranka.

Melkior Tacticus:
- No rozumiem to doskonale dhampirze, widzisz... ja w sumie urazy do ciebie jako takowej nie żywię bo jestem za stary na takie bzdury. Tyle że zrejterowałeś w czasach gdy było ciężko. A tak się kurwa nie robi!  ty Melkior mogłeś go...
- Odwal się Yarpen. Nie miałem wtedy łba do zatrzymywania kogokolwiek, a skoro Silvaster woli wąchać kwiatki i chędożyć driady to ja to szanuję w sumie.
Yarpen nie skomentował.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej