Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Nawaar:
Dzięki swym genom dhampir czuł się dobrze o każdej porze dnia i nocy, nie musiał się pilnować i nosić wampirzych wdzianek, ale w razie czego jeden taki komplet w domku miał choć co prawda był uszkodzony. Teraz jednak się nie zamartwiał taką błahostką, przy najmniej dla niego była to błahostka. Długowieczny nieprzerwanie jechał za pozostałymi starając się coś złapać swoimi zmysłami, kiedy to uświadomił sobie, że zbliżają się powoli do północnych rubieży a tam zaczynały się puszczy i lasy konkordatu. Dlatego czuł się bezpieczny na tym terenie bardziej niż się mogło wydawać i z uśmiechem na ustach patrzył w przed siebie zastanawiając się co przyniosą kolejne dni.
Nessa:
Jeszcze przed snem Nessa przywitała się z Melkiorem i Yarpenem. Ich obecność niewątpliwie ucieszyła Tinuviel. Wprawdzie elf nie był Aragornem, ale długoucha poczuła się raźniej. Nawet sen szybko do niej przyszedł i opuścił dopiero przerwany przez łagodny głos Setmre. Kto by pomyślał, że elfka nie wystraszy się stojącej nad nią wampirzycy.
- Czyli mam nie proponować śpiewania? Bo w Konkordacie ciągle śpiewają w trakcie podróży! - zwróciła się do Dragosaniego, obok którego jechała, oceniając jednocześnie jego osłabienie. Nie miała tak czułych zmysłów i nie słyszała nucenia Silvy, ale coś jej podpowiadało, że tyle czasu w Konkordacie spędził, że nie jedzie w ciszy. Na początku uważała, że nucenie czy śpiewanie przeszkadza, rozprasza i nie daje odpocząć, ale po kilku miesiącach doceniła energię, która z takich czynności płynęła. Oczywiście trzeba wiedzieć, kiedy siedzieć cicho. Teraz natomiast nie miała pewności. Nie do końca wiedziała, czy Antares nie będzie podirytowany porą dnia i nie odburknie jej nieprzyjemnie. Rzecz jasna nie przejmie się tym za bardzo, bo taka reakcja byłaby zrozumiała.
Melkior Tacticus:
Yarpen nadal nie wierzył w to że poraz kolejny jedzie na wyprawę u boku wampirów, dziadunio się w grobie przewraca pewnie. Ale on szanował Cadacusa i jego konfraterię. Skręcało go tylko na widok zhańbionego w jego oczach dhampira który uciekł z hazny tylko dla tego że było ciężko. Postanowił podroczyć się z Dragiem.
- Piękne jest lato na Valfden, słonko świeci i przyjemnie grzeje, ptaszki ćwierkają. Czego chcieć wincyj co nie?
Nawaar:
Dhampir lubił droczenie się wampirami na temat pogody, słońca i całego klimatu. Jednak, nie miał zamiaru nic więcej dodawać, ale przynajmniej uśmiechnął się jadąc kawałek przed rozmówcami, bo mógł. Yarpen jak na krasnoluda przystało zachowywał się normalnie, więc nie dziwło długowiecznego to wszystko, ale ciekaw był kiedy brodacz rzuci się na potomka wampira drwiąc z niego albo walnie jakimś wspomnieniem odnośnie jego nocy z Iriną! To była taka niezapomniana chwila, którą właśnie sobie przypomniał jadąc w środku.
Dragosani:
Drago spojrzał na elfkę. Wyszczerzył się. Oczywiście nie było tego widać pod maską. Byka to swoista zaleta, jak i wada takiego stroju.
- Jeszcze nie miałem okazji słyszeć jak śpiewasz. Jak bardzo to bolesne? - odpowiedział pytaniem. Potem rzucił niezbyt przychylne spojrzenie na Yarpena. Dlaczego to zawsze on jest celem takich tekstów, a nie jakaś Setmre, czy inny Gunses? Pewnie dlatego, że z wampirów to on miał nieco luźniejsze podejście do życia. Wieki życia uczą dystansu.
- Może śpiewu elfki? - podsunął krasnoludowi, chcąc wrobić Nessę w śpiewanie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej