Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Revarskie pieśni: Zapach jaśminu

<< < (8/40) > >>

Melkior Tacticus:
I ruszyli, na kolejną "wojnę". Melkior doskonale rozumiał plan Gunsesa a tym samym liczebność ich oddziału, co prawda chętnie widziałby tak jeszcze z 6 osób. Mógł wziąć swych orków ale ci tylko by wadzili bez odpowiedniego szkolenia i wyposażenia, a te są zbyt drogie. Elf jechał na kropce zaraz za Gunsesem. Yarpen powoził na wozie z palami i amunicją.

Dragosani:
Gdy wszyscy byli już gotowi do drogi, Dragosani wstał i wskoczył na konia. Poklepał wierne zwierze po karku, tak w zwykłym geście sympatii względem wierzchowca. Nie ruszał jednak, poczekał, aż na trakt wjedzie Gunses, Melkior, wozy i kilka innych osób. Wolał jechać z tyłu pochodu. Był to w pewnym sensie logiczny wybór. Jedna Bestia powinna jechać z przodu, druga z tyłu. Tworzyłyby w ten sposób coś na kształt przedniej i tylnej straży. Z nadnaturalnie wyczulonymi zmysłami, mutanci byli w stanie wykryć ewentualne zagrożenie wcześniej od innych. No i dzięki pozycji z tyłu niewielkiego konwoju, Drago mógł się też nieco bardziej rozluźnić i po prostu cieszyć się jazdą. Skoro mieli podróżować kilka dni, to cóż innego mu pozostało? Ruszając sprawdził tylko, czy włócznia trzyma się mocno przy siodle i czy łatwo ją w razie czego wyciągnąć. Taki nawyk, sprawdzenie broni.

Nawaar:
Dhampir wskoczył na wierzchowca i ruszył za Melkiorem oraz Gunsesem. Przeklęty musiał odrobić ładny kawałek, ale po chwili wyrównał szyk podążając ślepo za pozostałymi końmi. Silavster kołysał się w trym uderzania kopyt o trakt jednocześnie nasłuchując wszystkiego, co mogło mieć znamiona niebezpieczeństwa. Wiedział, że wampiry o tej porze dnia są osłabione nawet dzięki tym dziwnym dłonią, co w nocy świeciły swoją drogą zawsze był ciekaw, gdzie takie rozdają, ale nie zamierzał pytać a zamiast tego nucił sobie pioseneczkę.

Gunses:
Wampiry kołysały się niemrawo w kulbakach. Chociaż dzień był pochmurny, słoneczna pora roku dawała się im we znaki. Elfy, krasnale i dhrampiry radziły sobie dużo lepiej. Szlak północny był dość bezpieczny. Chociaż od czasów upadku Trójprzymierza i ÂŁowczych Królewskich kupcy i myśliwi nie zapuszczali się tam. Jednakże na północy władał lasami konkordat, a on utrzymywał dość bezpieczne gościńce.



//: Nie będzie mnie do 19-20. Im więcej napiszecie, tym szybciej miną dni.

Dragosani:
Słońce wędrujące powoli przez niebo nie wpływało dobrze na samopoczucie Dragosaniego. Dzień go osłabiał i to dość znacznie. Mutacja czyniła go i tak groźnym i sprawnym, nawet w dzień, lecz nie można było zaprzeczyć osłabieniu. Po prostu tak było. Widząc jak pozostałe wampiry kiwają się w siodle, sam skupił się na tym, aby nie okazać słabości. Szczęśliwie Maximus, jego koń, był doskonale obeznany z jeźdźcem i stawiał kroki tak, aby nie powodować zbędnych szarpnięć i takich tam. Tak więc baron zachowywał jako taką postawę. Chociaż zdecydowanie wolałby podróżować nocą. Co w sumie byłoby logiczne. Wszak prócz niego i Gunsesa, było w grupie jeszcze kilka wampirów, więc stanowili większość. Ale te myśli pozostawił samemu sobie. Jechał więc i mimo osłabienia, starał się zachować fason.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej