Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Nessa:
I po słowach hrabiego zmartwienia Nessy zdawały się ulecieć gdzieś daleko. Niepohamowany uśmiech pojawił się na jej twarzy. Wyglądał on dość niezwykle, biorąc pod uwagę okoliczności. Nie żeby planowano polowanie na nieprzewidywalne wampiry. Jednak słońce! Słoneczko! Promyczki! Uśmiechu Tinuviel nie powstrzymała, ale nie podbiegła do Gunsesa i go z radości nie przytuliła. Wprawdzie taka myśl nie pojawiła się w jej głowie, ale w innych okolicznościach i przy innych osobach mogłaby tak zareagować. Popatrzyła na Dragosaniego, jakby upewniając go, że dodano jej wiele pewności siebie. Można wręcz powiedzieć, że walka będzie się odbywać na jej zasadach, chociaż Nessa nie do końca wiedziała, po co w takim razie Cadacusowi mały oddział wampirów.
- Tak, damy radę - zwróciła się do Antaresa. Potwierdzenie niczym odzew budowniczych maszyn.
Gunses:
Brzask przyszedł szybko. Zaczęło się od wrzasku ptaków. Najpierw kilku gdzieś daleko, potem kilku bliżej, wreszcie całe brzegi rzeki wraz z przylegającym do nich lasem głośne były od wrzasków ptaków. Mnogość ich gatunków w tym miejscu, rozpoznawana po różnorodności zawołań, nie dziwiła. Ptasie krzyki były znakiem dla niektórych wampirów. Wstali oni, wzięli swoje konie i odjechali. Ogień przy ognisku nadal płonął i ogrzewał śpiących obok niego nieludzi.
To było ciekawe. Nie wędrował z nimi żaden człowiek. Nim słońce wstało wampiry oporządziły się i były gotowe do drogi.
Setmre obudziła śpiących nieludzi i poleciła im szykowanie się do drogi. Daleko na wschodzie wstawało słońce.
Dragosani:
Dragosani tej nocy niewiele spał. Jeszcze by brakowało, że wampir przesypiał całą noc. Wpatrywał się w ogień, co było dość hipnotyzujące, potem wstał i poszedł w ciemny las, coby z nudów sobie pochodzić. Ostatecznie wrócił gdy większość spala, aby także zażyć trochę snu.
Obudziły go pierwsze pieśni ptaków. Pomógł tym kilku wampirom w przygotowaniu wozów do drogi, potem przygotował siebie i swojego konia. Sprawdził broń. Pistolet załadował i zabezpieczył przed przypadkowym wystrzałem. W podróży wolał mieć broń gotową do użycia. Potem, gdy zostało jeszcze trochę czasu, aż reszta będzie gotowa, siadł sobie na skraju oboku ze skrzyżowanymi nogami, aby oddać się krótkiej medytacji. Oczywiście miał już założony kaptur i maskę, aby promienie słońca ze wschodu nie popatrzy go. Medytacja służyła głównie magom, szczególnie ich specjalistyczne techniki. Lecz zwykle uspokojenie umysłu mogło także wspomóc Bestię. Gdyż nie ma emocji, jest spokój.
Nawaar:
Dhampir tam siedział słuchając dalszych rozmów jednocześnie wpatrując się w ogień. Jego oczy zaczęły się kleić a on sam zaczął zaczął przecierać swe oczęta, po czym zasnął choć nie musiał, ale zawsze te kilka godzin snu sprawiały, że czuł się lepiej gotów do działania a szczególnie do walki z wampirami. Silvaster spadł dopóki się o brzasku, nie zbudziła go wampirzyca. Długowieczny otworzył najpierw jedno oko potem drugie i wyciągnął swoje nogi następnie rozejrzał się po zebranych i od razu zauważył brak kilku wampirów, którzy pewnie schowali się w przed słońcem i być może poszli na zwiad. ÂŁowca wstał przeciągając się i nadsłuchując śpiewu ptaków, o poranku wszak byli w lesie co nie powinno nikogo dziwić i nie dziwiło. Większość była gotowa do drogi, więc i dhampir zaczął się zbierać albowiem nadszedł ten czas.
Gunses:
Gunses odprawił Alberta do domu. Był mu potrzebny w stolicy. Po oporządzeniu konia poprawił zawieszenie miecza na plecach. Jego broń nie była jeszcze ochrzczona. Brakowało jej przelanej krwi i odebranego życia. Gunses nie przyjął z pokorom decyzji o jego dalszym szkoleniu. Przyjął ją z radością. W gruncie rzeczy drzemała w nim bestii, dzikie zwierzę, drapieżnik doskonały, którego Gunses przez całe życie próbował ujarzmić. Panował nad nim, zamykał go w klatce, a gniew i zło brały górę. Przelewały się, roztaczała i biły się w istocie Gunsesa niczym żywioły. Opanowanie i gniew. Teraz zostały wyzwolone. Kraty zostały przełamane, a dzika bestia uwolniona straciła zapał. Na chwilę. Jak każde dzikie zwierzę, wypuszczone z niewoli na wolność, tak i natura Gunsesa próbowała nowego terytorium. Terenów i możliwości. Przygotowywała się do pierwszego polowania, do tego czym miał się Gunses stać. Do bycia niszczycielem.
Wampir wsiadł na konia, zarzucił na głowę kaptur, zawiązał rzemienie maski i syknął
- W drogę!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej