Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Dragosani:
- Niezły plan, ale trzeba będzie zaczekać do zmroku - odparł Dragosani. Nie dodał tego, że czekając mogą się narazić na atak. Szczególnie, gdy zapadnie noc. Dla wampirów to nic, ale dla innych łowców może to stanowić problem. Oczywiście zawsze jeden wampir może zostać w obozie.
- Osobiście byłbym właśnie za zaczekaniem do nocy i patrolem. Lepiej nie ryzykować wejścia w hordę wroga - powiedział w końcu Antares.
Nessa:
Długouchej podróż się nie dłużyła. Właściwie dzień mijał za dniem i niewiele się dla niej różnił. Wpływały na to zapewne nerwowa atmosfera i brak snu. Oczy miała lekko podkrążone, a skórę wyjątkowo bladą jak na tę porę roku. Ruchy miała dość spokojne, ale co rusz rzucała niespokojne spojrzenia w kierunku miejsc, skąd wydawało jej się, że coś usłyszała lub zobaczyła.
- Pasuje. Mam koci wzrok w razie czego - dodała, choć wiadomym było, że w razie nagłego ataku niewiele by jej taka buteleczka dała. Nie zdążyłaby jej nawet odkorkować. Wypadało jednak, by osoba pozbawiona możliwości widzenia w ciemności się wypowiedziała. Mówiąc to, wciąż przyglądała się Metr. Lata temu to miejsce kojarzyło jej się jedynie z pewnym zwiadem.
Gunses:
//:Piszę, bo będę dopiero jutro.
Dzień przeczekali w zapadłym skalnym jarze. Noc przyszła powoli, zalewając świat mrokiem.
Kiedy nastał zmrok usłyszeliście wycie wilków. Wilki zeszły ze swoich legowisk na niższe tereny, teraz zaś dwie sztuki zbliżały się do jaru.
2x Wilk
//: Wilki znajdują się 20 metrów od nas. Nie zauważyły nas.
Dragosani:
I czekali tak do zmroku w jakimś skalnym jarze, których to niemało było w tej części Valfden. W końcu mrok nadszedł. Słońce skryło się za horyzontem. Dziennie stworzenia chowały się w norach, nocne zaś wychodziły na żer. Dwójka (czy tam ile było w grupie) najgroźniejszych nocnych drapieżników także odczuwała przypływ sił po nadejściu nocy. Drago wstał i ściągnął kaptur oraz maskę, gdy słońce zaszło. Mocno pociągnął nosem nocne powietrze. Czuł się świetnie. W nocy jego zmysły były absolutnie wyostrzone. Dodatkowo działał ten tajemniczy wampiryczny zmysł, Aura Inteligencji. Był świadom otoczenia. Usłyszał, czy tez wyczuł, zbliżające się wilki. Dawno nie pił świeżej krwi, więc postanowił nasycić głód.
- Wilki, dwie sztuki - szepnął do reszty towarzyszy. - Zbliżają się - dodał jeszcze. Wilki istotnie się zbliżały. Jeszcze chyba nie dostrzegły drużyny, ale to kwestia czasu. Rzucił okiem na Nessę. - Chcesz się sprawdzić w nocnym strzelaniu? - zapytał. Samemu odpiął od siodła Maximusa włócznię. To był dobry moment, aby jej użyć.
Nessa:
//: Mógłbyś określić, ile osób teraz liczy kompania? W sensie npc :]
Dzień w skalnym jarze minął Nessie na niespokojnych i krótkich drzemkach, obserwowaniu słońca na niebie, sprawdzając czas i zaplataniu coraz bardziej przylegającego do głowy warkocza, który miał jej pomóc w walce, a nie stworzyć nowe możliwości dla przeciwnika, który podszedłby wystarczająco blisko. Rozmowna już od dawna nie była. Podziwiała wampiry, że tak długo dopisuje im w miarę dobry humor. Ona była już zmęczona. To nie było zwykłe polowanie. Tutaj była zarówno łowcą jak i zwierzyną. I czuła to w każdym napinającym się przy byle szmerze mięśniu swojego ciała.
- Dam radę - odpowiedziała nieśmiertelnemu szeptem, sięgając po łuk. Strzała po chwili również była gotowa, jednak Tinuviel nie wykonała żadnego ruchu więcej. Odczekała jeszcze chwilę. Wilków było więcej, więc elfka nie mogła pozwolić sobie na pomyłkę. Musiała trafił bezbłędnie, a do tego potrzebowała, by zwierzęta wykonały jeszcze choćby krok. Wtedy byłyby dla niej bardziej widoczne.
Zerknęła na Dragosaniego, który miał broń, jakiej Nessa dawno nie widziała. Właściwie to nigdy poza targiem. Nikt przy niej nie walczył włócznią. Wiedziała jednak, że można nią rzucać. Pytanie tylko, co baron zamierzał z nią zrobić? Rzut, biorąc pod uwagę noc, możliwe umiejętności i fakt, że miotać będzie bestia, mógł w mgnienia oka wyeliminować zwierze, ale wtedy trzeba by odzyskać broń. Antares widział i czuł o wiele więcej od elfki, więc mógł równie dobrze ocenić sytuację i chcieć dopaść zwierzę, a szybkość wampira w świetle księżyca pozwalała mu to zrobić zanim wilk zdążyłby zareagować. Na takiej ocenie minęło Tinuviel kilka sekund, lecz wciąż obserwowała zwierzęta.
Nałożyła srebrną strzałę na cięciwę, uniosła łuk. W tym miejscu zdecydowanie jej kompania nie potrzebowała zamieszania wywołanego umierającym wilkiem. Naciągnęła cięciwę. Była gotowa do strzału, a i wilk był odpowiednio ustawiony, więc wypuściła pocisk, trafiając go w szyję. Przynajmniej tak mierzyła.
//:Edit tylko po to by odjąć strzałę: 30-1=29 srebrnych strzał
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej