Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Nessa:
- No ja myślę - pełna dumy zadarła brodę wysoko i uśmiechnęła się do osób, które miały być szkolone w walce przez wampira i dhampira. Sama również z trudem powstrzymywała wybuch wesołości, ale szło jej całkiem nieźle. Największy kryzys przyszedł, gdy usłyszała z ust legendarnego Dragosaniego słowo "kopytko". Hetman koronny i pogromca Kagana, tak? - I proszę mi tutaj nie panikować! - zwróciła się tonem mentora do wspomnianego wcześniej wampira i ruszyła na skraj placu, by tam sobie odpocząć. Sytuacja została już rozładowana. Trochę śmiechu w tym trudnym czasie nikomu nie zaszkodzi, a demitologizacja mistrzów broni białej była potrzebna. Nawet mając kły można być ludzkim.
Idąc już w stronę skrawka ziemi, na którym nikomu by nie przeszkadzała, chichotała w najlepsze. A co się będzie!
Dragosani:
Gdy elfka odchodziła sobie w kąt, Drago już drżał cały od tłumionego śmiechu. Szopka została odegrana, napięcie bez wątpienia rozładowane. Cała ta scena musiała rozbawić zgromadzonych chłopów i łowców. Poprawić morale. I o to przecież chodziło. Gdy Nessa znalazła się już nieco dalej, wampir zaśmiał się głośniej, coby otoczenie go słyszało.
- I jak widzicie, wojownicy, największą grozę może budzić kobieta - przemówił. - Gdzie tam dzikim wampirom do wściekłej niewiasty! - zawołał, wzbudzając zapewne salwy śmiechu i podbudowując nastrój panujący na placu.
Nawaar:
Ogólnie powstała atmosfera obozu leśnego, bo każdy się śmiał i cieszył zapominając o troskach dnia codziennego i czyhających wampirach za każdym rogiem. Zaistniała atmosfera była przednia, więc i dhampir nie wytrzymał śmiejąc się chwilę a na tyle intensywnie, że kilka łez poleciało mu po policzkach! Były to łzy radości. Radości, którą rzadko miał okazję doświadczać z wielu powodów, także tym razem postanowił dołączyć do Draga i się z nim zgodzić.
- Co racja, to racja Drago.
Uśmiechnął się i schował miecz do pochwy, przy okazji odprowadzając elfkę wzrokiem, coby się na niego nie rzuciła! I wbiła swoich pazurów w plecy bądź gdziekolwiek indziej. Dhampir już wiedział, że ta dziewczyna będzie dla niego zagadką do końca życia choć relacje wampira i elfki zaciekawiły długowiecznego, ponieważ wydało mu się, że to coś więcej niż przyjaźń. Jednak z drugiej strony, nie zamierzał pytać wprost a dalej oceniać wszystko z boku!
Nessa:
Długoucha, siedząc ze skrzyżowanymi nogami gdzieś na skraju, pogroziła wampirowi i półwampirowi palcem. Coby przyznać im rację!
Gunses:
//: Ludki, nie mam neta w akademiku. Teraz poleciałem na uczelnie z kompem, żeby coś wam skrobnąć.
Po przespanej nocy zaczęliście zbierać się do podróży. Na dwie godziny przed świtem z Progów wyruszyła grupa łowców wraz z Yarpenem i wozem pełnym pali w stronę Zamku Tysiąca Wież. Teraz zaś, kiedy słońce nieśmiało wychyliło się zza drzew, zbierała się pozostałą grupa. Musieli dotrzeć przed zmrokiem do Metr, aby schronić się przed ewentualnym atakiem z lasu. Gunses napoił się krwi kaczki i był gotowy do drogi. Ruszył na przedzie grupy. Nie był to już wolny koński krok, lecz prawdziwy cwał. Wampir wykorzystywał przemianę w bestię, aby utrzymać swoje ciało w siodle.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej