Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Nessa:
- O rogowcu słyszałam, ale tylko przy osobie Nikolaja - odparła wyraźnie zdziwiona. Nie sądziła, że hrabia lub też sama Setmre mają jakiś udział w tym sklepie. Do tej pary ogólnie jakoś handel Nessie nie pasował, ale nie jej było oceniać. Nie znała ich wystarczająco, a jak ma się przed sobą wieczność, to można próbować wszystkiego. - Po powrocie jednak na pewno odwiedzę - uśmiechnęła się uprzejmie, powstrzymując się od wyrażenia swoich prawdziwych myśli. Setmre nie była osobą, przed którą chciała okazywać słabość i powątpiewanie, że w ogóle wróci. Ani nie byłoby to grzeczne, ani rozsądne. Na tej wyprawie miała zacząć odpracowywać swoje winy i pokazywać, że mimo ucieczki można na nią liczyć. Zatem zrezygnowała ze szczerości. Jej rozmówczyni musiała wiedzieć, że Tinuviel czuła się wśród wampirów o wiele lepiej niż przed kilkoma laty, jednak wciąż noc była ich porą, gdy długoucha tęskniła za promieniami słońca. Niech Ventepi ma swoją podopieczną w opiece.
Nawaar:
Silvaster był potomkiem wampira i miał kły swego ojca, co stanowiło jedyną więź z tą rasą, ponieważ nie musiał chodzić po nocy, słońce go nie paliło i srebro nie powodowało u niego mocniejszych obrażeń a zwłaszcza nie pił krwi! Krew powodowała u niego obrzydzenie i niechęć, ale już się przyzwyczaił do tego, że inne wampiry ją spożywają, bo muszą by przetrwać. Jednak bycie w połowie wampirem dało mu również wiele możliwości, które nie raz uratowały mu życie a było to widzenie w ciemności i słyszenie każdego najmniejszego szeptu, które ktoś mógłby wypowiedzieć a najważniejszą był ten kop siły podczas nocy, gdyby nie ona nie wytrzymałby na tym archipelagu całego tygodnia w tych skrajnych temperaturach. Dlatego, Nessa nie powinna się nikogo tutaj obawiać, gdyż zawsze miała tego znajomego długowiecznego z konkordatu, poza tym zna ona tutaj wszystkich dłużej nim on sam. Dhampir milczał przysłuchując się chwilę i zainteresowała go rozmowa o sklepie Rogowcu, a że miał kilka cennych rzeczy do naprawy chciał zapytać.
- Sam mam kilka rzeczy do naprawy, więc może i ja wpadnę kiedyś z archipelagu przywieźliśmy kilka rarytasów wartych naprawy. Naprawdę cenne okazy!
Rzekł to uśmiechając się szeroko, bo wiedział, że warto było wypłynąć i narażać swoje życie za to wszystko. Wtedy też przyjechał wóz z palikami, nie było ich wprawdzie dużo, ale nawet nie zamierzał z nich korzystać jednak w głowie skomentował ten sposób zabijania wampirów.
Stara szkoła.
Chciał się nawet zaśmiać, ale darował sobie uzewnętrznienie jego wewnętrznej radości z widoku. Oczywiście, nie zamierzał pomagać nawet gdyby ktoś go zapędził wołami od tego, wszak wynajął bękarty, jednakże gdyby został zmuszony opuściłby tą zacną kompanie tak szybko jak się pojawił.
Gunses:
- Wpadnij koniecznie - rzekła Setmre do Nessy, spojrzała na Drgosaniego i zaśmiała się lekko. Puściła elfce oko, żeby się nie dąsała za jej żarty i przywarła do ramienia Gunsesa. Cadacus wziął w dłoń patyk i zaczął grzebać w ognisku. Jeden z wampirów, ten który był muzykalny, zaczął grać znajomą wszystkim piosenkę. Gunses podniósł wzrok i spojrzał nad nich. Nad nimi była noc. Księżyc świecił jasno pomiędzy koronami wielkich i starych wierzb płaczących. W strumieniu rzeki Eloriz coś zachlupotało. Ryba, albo utopiec. Pogoda była iście idealna dla kompanii. Gunses wiedział, że niedługo padną pytania, na które będzie musiał odpowiedzieć. Wiedział też, że jeśli się nie pojawią, sam będzie musiał wytłumaczyć zebranym jaki jest plan.
Nessa:
Noc. To właśnie ona dawała Silvasterowi przewagę, którą Nessia każdym możliwym aspekcie odbierała. ÂŁucznik, który nie może dostrzec swojego celu, jest martwym łucznikiem. Natomiast poleganie na niewielkich umiejętnościach szermierczych? Już lepsza byłaby wardyna, ale ona mogłaby skrzywdzić i kompanów.
- I szykuj się na długą opowieść o tej wyprawie! Bo trochę już do mnie dotarło - dodała długoucha. Rozmowa z dhampirem i Setmre sprawiała, że wzrok Tinuviel nie skupiał się na wozie z palami. Odsuwała od siebie cel tych rzeczy tutaj. Nie posądzała nigdy hrabiego o lubowanie się z zadawaniu bólu, chociaż dla postronnej osoby coś takiego idealnie pasowałoby do wampira. Nie mogła jednak nic powiedzieć. Była ostatnią osobą, która miałaby prawo do krytyki, mimo że uważała pale za chorą zbyteczność. Zostawało jej tylko perfekcyjne celowanie i modlitwa, by ktoś odsunął Cadacusa od pomysłu takiego karania tych, którzy zniszczyli jego dom. Modły te jednak były bardzo nieśmiałe, bo Nessa od początku nie wierzyła, że Gunses okaże im łaskę, jaką byłaby śmierć. Ironią losu było natomiast, że ona, łagodna elfka, pragnęła podczas walki zakończyć jak najwięcej żywotów. I to nie z chęci zemsty, a by okazać litość.
Gunses:
- O tej wyprawie też będzie głośno - powiedział Gunses i spojrzał po zebranych - Idziemy bowiem na północ. Pośród was są dawni władcy północy. Był to dom dla wielu z was. I idziemy, aby go odzyskać.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej