Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Revarskie pieśni: Zapach jaśminu

<< < (30/40) > >>

Nessa:
Długoucha ze smutnym uśmiechem skinęła Melkiorowi na pożegnanie. Ten ród miał wielką zdolność do wpakowywania się w kłopoty. Wynikało to nie tylko z charakterów, ale również tego, że lubowali się w braniu odpowiedzialności, graniu pierwszych skrzypiec i nieumiejętności chowania się w cieniu, jeśli trzeba. 
- Jeśli trzeba, mogę pomóc przy opatrywaniu rannych i chorych. Znam jakieś podstawy - zaproponowała, wiedząc, że w tym samym budynku jest szpital. Nie była jakoś strasznie zmęczona, a gdyby nawet tak było, to może przespać się w siodle. Nie raz tak robiła. Mogło się natomiast okazać, że pracy w szpitali jest bardzo dużo, więc i elfie ręce się przydadzą.

Nawaar:
Wyszło tak jak zawsze! Trzeba będzie działać z mniejszymi siłami i jakoś przebić się do Ostoi. Dhampirowi, nie pozostało nic innego jak się zbierać a podczas dalszych przygotowań odwiedzić tutejszą karczmę, by rozwiązać lokalny problem. Skoro elfka będzie pomagać mieszkańcom to czemu i długowieczny miałby nie pomóc? Jednak z karczmą wyskoczył Drago, więc Silva nie zamierzał mu przeszkadzać, chyba że wampir będzie chciał towarzystwa znacznie różniącej się od niego jednostki, nie mniej zapytał o inną robotę czy jest w ogóle taka.
- Zatem dziękuję za twe wsparcie i chęć udzielenia pomocy, jednakże mam również pytanie czy jest coś, co mógłbym zrobić dla waszej wsi? Skoro mamy trochę czasu to może się na coś przydam?  
Zapytał podnosząc jedną z brwi w trakcie spoglądania na człowieka.

Gunses:
- Jest kilku rannych myśliwych. Wyszli zapolować na zwierzynę dla wsi, w drodze powrotnej dopadły ich wupy. Leżą tam za kotarą. Mają rany głównie szarpane na ramionach.
- Jeśli chcesz, możesz pomóc przy nauce naszych wojowników. Z łuków szyjemy perfekcyjnie, ale broń biała to nie nasza specjalność. Poucz chłopaków przed karczmą.

Melkior Tacticus:
- To ja pójdę przyszykować wóz. Odpowiedział krasnolud wciąż będący w lekkim szoku po liście jaki otrzymali, zostawił niedopite(!!) piwo i wyszedł z karczmy udając się do wozu z palami.

Nessa:
Długoucha skinęła, podziękowała za zupę i ruszyła najpierw do miejsca, gdzie przywiązano Konia. Przy siodle miała swoją torbę z bandażami i innymi rzeczami do opatrywania ran. Nie było tego zbyt wiele, ale podejrzewała, że o wiele więcej niż posiada szpital w Progach. Sytuacja była tu ciężka, więc chociaż takimi materiałami mogła ich wspomóc. Mogła z nich częściowo zrezygnować, bo ruszała w drogę z wampirami. Istotami, które same mogą się regenerować. Dla niej i Bękartów wystarczy, choć liczyła, że nie będzie musiała ich używać. Podobnie jak cudzej krwi o genialnych właściwościach.
Wróciła do karczmy z torbą przewieszoną przez ramię i przeszła za kotarę. Liczyła, że rany nie są zbyt ciężkie chociaż, gdyby były, to mężczyźni raczej nie doczekaliby jej powrotu. Przywitała się z obecnymi w tym prowizorycznym szpitalu, przywołując jak najłagodniejszy wyraz twarzy. W końcu była zupełnie obca. W dodatku sam widom rannych od spotkania z wupami miał prawo ją zaniepokoić. Sama z tymi wąpierzami będzie się niedługo mierzyć. Znalazła misę, w której mogłaby oczyścić dłonie i podeszła do pierwszego rannego. Podczas oczyszczania rany starała się zagadywać do myśliwych, oceniając jednocześnie możliwości swoich przyszłych przeciwników. Nie wyglądało to dobrze. Z drugiej strony Nessa miała o wiele bardziej pesymistyczną wizję, a ogromne szpony z owych wizji raczej nie pasowały do tych ran.
- Za kilka dni znowu naciągniesz cięciwę - oceniła, zakładając już bandaż. Jej pacjenci nie byli szczególnie rozmowni, ale nie było co się dziwić. Ruszyła w kierunku następnego mężczyzny.

//: Skoro mogę ich leczyć, to uznaję, że nie są to ciężkie rany. Resztę dopiszę w następnym poście, więc nie przeszkadzaj sobie Guciu :P

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej