Tereny Valfden > Dział Wypraw
Próba siły #9 - Elizabeth
Funeris Venatio:
//ÂŁadnie, zacnie, przaśnie i kraśnie.
Podjechało łącznie czterech konnych. Dwóch od strony stolicy, dwóch z przeciwnego kierunku. Wszyscy byli ubrani podobnie do elfa, mieli szaty przywodzące na myśl różnej profesji kupców, lecz nie mieli przy sobie żadnych składanych kramów, wozów z towarem czy popularnych zaprzęgniętych w pojedyncze zwierzę dwukółek. Dojeżdżając do miejsca kaźni elfa dobyli broni. Były to proste, zwykłe miecze wykonane z żelaza, jakie można kupić na targowisku w stolicy czy innym większym mieście. Ich oczy nie zdradzały jednak żądzy zysku poprzez handel, lecz rozbój. Gwałt, kradzież, zabójstwo. Podjechali stępa, rozglądając się wokół. Jeden z tych przyjeżdżających z południa mówił właśnie coś do swojego kompana.
- Ty, patrz, zadźgała szefa. A nie wygląda... Co robimy? - Mówił wszystko całkiem wyraźnie i na tyle głośno, że Elizabeth mogła go spokojnie usłyszeć.
Elizabeth:
Elizabeth słysząc następnych bandytów, wpadła na świetny pomysł. Umazana już cała we krwi klęcząc, przybliżyła swoją twarz blisko szyi już konającego bandyty. Nie ważąc na wszechobecną krew, delikatnie wgryzła się w jego szyję i zaczęła udawać, że się poi. Z czasem mogłoby się jej to spodobać, ale nie czas był na zabawy. Podczas tego starała się naśladować dźwięki, jakie towarzyszą piciu, jak się okazało nie było to zbyt trudne. Udając, że jeźdźcy przerwali jej smaczny posiłek, odwróciła się do nich. Jej włosy były całe w zaschniętej krwi, pozlepiane ze sobą, tworząc wielkie kołtuny, zaś jej słodka głowa cała umazana we krwi, mogłaby przerazić największego śmiałka. Wpatrywała się tępo w konnych, przekrzywiając lekko głowę na bok i pokazując im swoją buzię i zęby, które były pokryte w całości przez ludzką posokę.
Funeris Venatio:
Mówiąc, że konni odjechali szybko byłoby lekkim niedopowiedzeniem. Oni spieprzali. Spieprzali w tempie zatrważającym.
Elizabeth:
Elizabeth widząc jak jeźdźcy odjechali zdała sobie dopiero sprawę co właśnie uczyniła.
Jestem chyba szalona - pomyślała sobie, uśmiechając się i dłubiąc sobie w zębach, aby oczyścić je z drobnych kawałków ludzkiego mięsa. Po tym doświadczeniu przynajmniej wiedziała, że nigdy nie zje człowieka. Był bardzo niedobry. Najchętniej by się wyrzygała, ale szkoda jej było czasu. Rozejrzała się dookoła szukając czegokolwiek. Jakieś wskazówki, gdzie się znajduje. Jej jedyną pomocą był ten o to martwy bandyta. Przeszukała go, sprawdzając czy miał przy sobie, zabierając wszystko co cenniejsze. Podniosła swój miecz, który wcześniej rzuciła obok trupa i przyjrzała mu się dobrze. Nie stępiał, ani się nie wyszczerbił. Jedynie kolor zmienił, ale to szybko można było zmienić. O łachy trupa nie miała co wycierać, bo same były niesamowicie brudne.
Elizabeth westchnęła jedynie i z trudem się podniosła. Ból pleców nadal jej doskwierał, pomyślała, że ktoś może powinien je opatrzyć. Najlepiej umyłaby się jeszcze po drodze, bo strażnicy widząc ją również uciekną w popłochu.
No cóż. Trzeba iść. - Z taką myślą ruszyła wzdłuż drogi prowadzącej do stolicy.
Funeris Venatio:
Bandzior nie miał przy sobie nic. Jego koń nadal stał przy drodze, zaprzęgnięty w wózek. Do tego Elizabeth przypomniała sobie, że gdzieś tam po drodze było takie małe jeziorko, prawie że oczko wodne. Tam mogłaby się obmyć. A do miasta miała jakieś dwadzieścia minut spokojnej jazdy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej