Tereny Valfden > Dział Wypraw

Próba siły #9 - Elizabeth

<< < (7/18) > >>

Elizabeth:
Zwinnym i szybkim ruchem wyjęła swój miecz, a swoimi oczami, które w świetle przypominały kamienie szlachetne, śledziła każdy jego ruch. On miał sztylet, ona zaś miała miecz. Nie mogła pozwolić, aby doszło do walki w zwarciu. Wyciągnęła miecz przed siebie, tak aby szarżujący nadział się na ostrze, lecz nie aż tak, żeby wstanie był jej wybić broń z ręki. Przygotowana czekała z nadludzką cierpliwością na jego zdesperowany atak swoim krótkim nożykiem.

Funeris Venatio:
//Zakładam, że nadal leżysz.
Elf już chciał podejść do kobiety, gdy usłyszał kilku konnych na trakcie. Dwóch nadciągało zza ich pleców, od strony Efehidonu, a dwóch od strony przeciwnej. Byli jeszcze dość daleko, dotarcie zajmie im pewnie jeszcze z 4 minuty. Handlarz-bandyta czekał w odległości trzech metrów.

Elizabeth:
Elizabeth wykorzystała to, że jej ciało jest leciutkie jak piórko i odepchnęła się od ziemi, wstając w ten sposób na nogi. Wykorzystując chwile nieuwagi spowodowaną nadjeżdżającymi konnymi wybiła się do przodu ze swoich nóg doskakując na odległość koło 1,5 metra. Widząc swego przeciwnika tak blisko siebie wykonała cięcie celując po jego udach, licząc że cudem odnajdzie tam tętnice.

Funeris Venatio:
Przeciwnik odskoczył do tyłu, był całkiem zwinny. Miał jednak niewygodną pozycję do ataku i Elizabeth otrzymała niecałą sekundę wolnej przestrzeni.

//Liczę na zajebisty post, naprawdę.

Elizabeth:
Elizabeth wykorzystała niewielką lukę swego przeciwnika, tnąc bandytę od dołu rozrywając skórę na całym torsie. Krew sączyła się z ran, przylepiając ubranie do nowo powstałej rany. Po tym ataku zwinność bandyty wyparowała tak szybko jak tylko się pojawiła. Zajęczał głucho jak zarzynana świnia, a jego usta wykrzywiały się w krzyku z bólu. Wstrząśnięty szybkim atakiem nie mogąc już w pełni kontrolować swego ciała, z jego dłoni wysunął się sztylet, który jeszcze przed chwilą dumnie dzierżył. Elizabeth nie czekała długo wyprowadzając drugi cios, tym razem w okolice nóg. Przez jej niski wzrost z łatwością mogła dosięgnąć jego dolnych partii ciała. Kontynuując atak, przynoszący wielkie cierpienie handlarzowi, trzymając oburącz miecz zjechała nim z góry przecinając uda swego przeciwnika. Nie trafiła w tętnice, zaś jedynie uszkodziła nerwy. Nawet jeśliby przeżył zostałbym kaleką do końca życia. Nie mogąc już kontrolować nóg, upadł na kolana przed Elizabeth, podpierając się rękami przed upadkiem. Krew ciekła powolnym strumieniem, lecz wystarczającym, żeby uświadomił sobie, że za chwile będzie martwy.

Elizabeth w zakrwawionym mieczem patrzyła się na walczącego z życiem zbója, który właśnie zanosił się krwistym kaszlem. Jej oczy nie wyrażała już strachu, lecz dominację. Czuła jedynie złość, która kipiała jak krew wypływająca z ciała bandyty. Nie mogąc już dłużej znieść jego żałosnej pozy, kopnęła go leżącego na czworaka w żebra. Ten pod jej siłą obrócił się na plecy, instynktownie złapał się za krwawiący brzuch, kuląc się jak ranne zwierzę. Jego rany pulsowały, intensywnie brocząc krwią w rytmie bicia serca. Spokojnie można by było powiedzieć, że bandyta lamentuje nad swoim losem, gdyby można było dostrzec choć krople łzy w tym morzu krwi.

 
Elizabeth silnym kopnięciem końcem buta odrzuciła sztylet na sporą odległość. Następnie uklękła przy nim, nie zważając na to, że trysnąć może na nią czerwona posoka, wypływająca wciąż z ran, czy też gburowaty zbój napluje na nią krwią, która wciąż pod wpływem szoku jakiego doznało jego ciało zbierała się w gardle. Szorstkim i niskim głosem odezwała się do niego, patrząc głęboko w jego oczy.

- Nigdy nie lekceważ kobiet – powiedziała z szyderstwem w głosie, kipiąc do niego nienawiścią. Mimo to była nadal pewna siebie i opanowana, nie przerażał jej widok częściowo posiekanego elfa, który kąpał się w kałuży krwi.


// Dla ciebie wszystko :P

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej