Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wschód słońca

<< < (18/20) > >>

Dragosani:
Jack uśmiechnął się lekko.
- Jest raczej cicha osobą. Skromną, cichą i nieco nieśmiałą - zaczął wyjaśniać Jack. - W niczym jednak nie ujmuje to jej intelektowi. Ma ścisły umysł, genialny wręcz w sprawach finansowych i tym podobnych. Lubi używać dość wyszukanych słów. - opowiadał dalej. Oczywiście można było brać pewną poprawkę z racji ojcowskiej dumy Jacka. Powoli zbliżali się już do jakiejś karczmy. Zapewne właśnie "tej".
- Wystarczy, że powiesz, kim jesteś i że przychodzisz po swoją skrzynkę. Karczmarz nie powinien robić problemów. ÂŁadnie podziękujesz i wyjdziesz. Będę czekał na zewnątrz. A jeśli jednak byłyby jakieś problemy... hm... będę obserwował wszystko przez okno. W razie czego machnij lewą ręką, że niby poprawisz włosy, czy coś. Gotowa?

Evening Antarii:
Na szczęście mściciel nie miała na sobie wyszytego herbu Bractwa ani swojego rodu. Dlatego łatwiej jej było wcielić się w córkę Jacka.
-Załatwię sprawę, nie bój się- rzekła z pewnością siebie. Nigdy wcześniej nie miała jednak okazji podszywać się pod kogoś. To wyglądało na prostą sprawę, zwłaszcza że Jack sam stwierdził niezwykle duże podobieństwo. -Okej... czyli jestem Angelina i przyszłam po odbiór skrzyneczki.... Gotowa!- potwierdziła gotowość do akcji i zeskoczyła z wozu. Poprawiła włosy układając je tak, by nieco przykrywały twarz. Wszak Angeliny nigdy nie widziała, z pewnością różniły się rysami twarzy. Zdecydowanym krokiem ruszyła do wejścia i przekroczyła próg karczmy. Przecież dobrze wiedziała po co tam idzie i była zdeterminowana, by to zdobyć.
W Atusel wszystkie takie dobytki pachniały tak samo: rybą, spoconymi mężczyznami i piwem. Taki urok nadmorskich kurortów.
Wzrokiem odnalazła szynkwas i podeszła do niego, obie ręce opierając na blacie. Zwróciła się do stojącego tam karczmarza -Przyszłam po swoją własność- oznajmiła niezwykle pewnie.

Dragosani:
We wnętrzu karczmy czuć było zapach ryb, potu i piwa. Oraz, z jakiejś przyczyny, jabłka. Co było nieco dziwne zważywszy na porę roku. Ale cóż, nie była to sprawa do rozmyślań, gdy miało się jasno postawione zadanie. Karczmarz zajęty był wycieraniem szklanki. Nie było to nic dziwnego. Karczmarze ZAWSZE coś wycierają. Czy to szklanki, czy też sam szynkwas. To było prawo natury, stała kosmiczna. Gdy Evening podchodziła do lady, obrzucił ją spojrzeniem, które ciężko było zinterpretować. Zmarszczył brwi, gdy dziewczyna powiedziała mu po co tu przyszła.
- Hmm... - odpowiedział. - Czyli po co? I kim jesteś? Coś kojarzę twarz, ale pamięć już nie ta - zapytał. Wydawało się, że nie podejrzewa podstępu. Przynajmniej na chwilę obecną.

Evening Antarii:
-Angelina. Przybyłam odebrać swoją skrzynkę. Potrzebuję jej- powiedziała bez zbędnych wyjaśnień i opanowanym stanowczym głosem. Przedstawiła się i powiedziała po co przychodzi. Kłopoty mogły zacząć się, gdy karczmarz zacznie wypytywać o szczegóły. Ale raczej nie powinien, prawda?... Zdaje się, że nie podejrzewał podstępu. Nie pamiętał dokładnie twarzy córki Jacka, więc mógł stwierdzić że Eve to właśnie ona - Angelina- przybyła po swą własność. -Długo mam czekać?-westchnęła.

Dragosani:
- Hmm... - mężczyzna zamyślił się. Podrapał się w nos. Musiał przez to przestać wycierać szklankę, co go chyba zirytowało. - Tak, teraz już kojarzę. Chwila. - Odstawił szklankę na lade, wysunął szmatę za pas i wyszedł na zaplecze. Wrócił po kilku minutach. Niósł wspomnianą skrzynkę. Była średnich rozmiarów. Ani wielki kufer, ani mała szkatółka. Ot, zwykła skrzynka, którą można bez wielkiego wysiłku nosić w rękach. Miała zamek z dziurką na klucz o którym wspomniał Jack. Karczmarz postawił ją na ladzie przed Evening-Angeliną.
- Prosz bardzo. Płacone było już wcześniej, z tego co pamiętam. Więc to wszystko. Chyba, że panienka głodna. ÂŻona właśnie skończyła gotować gulasz. - Oczywiście musiał zachęcić do skorzystania z usług lokalu.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej