Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wschód słońca
Evening Antarii:
Eve obudziła się nagle, sen miała czujny i nawet ciche słowa Jack'a obudziły ją. Była nauczona by nie spać zbyt twardo, przynajmniej na takich wyprawach.
-Hm? Co się dzieje?- spytała zdezorientowana i zasapana. Lecz z każdą sekundą rozbudzała się i w pełni odzyskiwała świadomość. Zeszła z wozu w ślad za mężczyzną. Wokół panowały straszliwe ciemności, tylko w zaroślach widać było przeraźliwe ślepia bestii.
-Pułapka... - zdążyła powiedzieć sama do siebie niezbyt odkrywczo, gdy światło padło na dwa trupy. -Elisash!- krzyknęła w jednej chwili i nad jej głową natychmiast pojawiła się kula światła, która mogła oślepić cieniostwora na kilka cennych minut. Równocześnie srebrne ostrze zabłysnęło w magicznym świetle.
Motająca się bestia z wielkim rogiem była nieokiełznana. Pod wpływem nagłego błysku zaczęła charczeć i ryczeć. Miotała się wpadając w zarośla i w pobliżu Jack'a. 500 kilo niekontrolowanej masy. Eve musiała ją wykończyć, nim komukolwiek stanie się krzywda.
Miecz chwyciła oburącz, by chwyt był stabilny. Podbiegła do przeciwnika z boku, celowała ostrzem w brzuch gdzie skóra powinna być najcieńsza, a pod nią tylko trzewia. Srebro zetknęło się z grubym ciemnym futrem i zagłębiło się z oporem w cielsko cieniostwora. Eve zraniła zwierzę dotkliwie, lecz to nie był koniec walki. Przeciwnik wreszcie odzyskał zdolność widzenia po oślepieniu, a dodatkowo był rozwścieczony krwawiącą szramą głęboką na kilka centymetrów. Teraz mógł wyraźnie dojrzeć kto w niego celuje. Cieniostwór zaczął szarżować do paladyn z kilku metrów, nie mógł bardzo się rozpędzić, ale śmiercionośny róg mknął w stronę dziewczyny szybko, nie pozostawiając jej wiele czasu na reakcję. Zdążyła wykonać unik, przeturlała się przez ramię unikając ciosu rogiem a także zamachnięcia wielką łapą. Szybko powstała z ziemi odzyskując równowagę i znów będąc w gotowości. Kula światła pozwalała jej na walkę bardzo wyrównaną, nie musiała błądzić w ciemnościach. Kolejny cios, wyprowadzony z boku, spowodował rozcięcie bebechów przeciwnika. Ze środka wylały się trzewia, chyba jelita, i mnóstwo krwi. Zwierz słaniał się na nogach, potykając się i kurząc piachem z drogi. Prostopadłe pchnięcie miecza w małe oko przeciwnika miało być dokończeniem całej walki i upewnieniem się, że cieniostwór nie wstanie już i nikomu nie zagrozi.
-Co za bydle- skomentowała Eve podając dłoń Jackowi i pomagając mu wstać. -Niby uczęszczana ścieżka a takie licho w krzakach siedzi. Nic ci nie jest?
Dragosani:
Jack skorzystał z pomocy Evening i wstał. Otrzepał ubranie i spojrzał na ubitego cieniostwora.
- Wszystko w porządku. Nie zdążył zdziałać więcej, niż tylko mnie przewrócić. - Podszedł do truchła i kopnął je lekko. - Rzadko się widuje je w tych okolicach. Pewnie coś musiało go wypłoszyć. Hm... Na północy podobno grasują dzikie wampiry. Może to one? - zamyślił się. - No, nieważne. Odsuńmy drzewo i jedziemy dalej. - Po tych słowach zabrał się do pracy. Wspólnie z Eve szybko usunęli drzewo z drogi, dzięki czemu wóz mógł przejechać. Już po chwili było znów w drodze.
Evening Antarii:
Szlak do Atusel był uczęszczany, a dzikie bestie i tak trzymały się blisko traktu nie bojąc się hałasu klekotających wózków, stukotu kopyt czy rozmów ludzi. W las mało kto się zagłębiał, chyba że wampiry czy inne istoty przystosowane do ciemności i którym niestraszne były żadne cieniostwory. Była to też idealna droga, gdzie nocą właśnie, bandyci mogli działać niezauważeni - skryci w zaroślach i rowach, szykując pułapki.
-Im się nie poszczęściło- powiedziała Eve pomagając odsunąć pień drzewka i omijając ciała mężczyzn. Jeden był już do połowy zjedzony i mocno cuchnęło. Zabójca stał się ofiarą.
Utorowali sobie drogę i wrócili na wóz. Jack powoził dalej, a dziewczyna zajęła miejsce z tyłu. Nie gasiła magicznej kuli światła. Przesunęła ją telekinezą bardziej do przodu, oświetlając mężczyźnie drogę. Nie chciało jej się spać. Usiadła tak, że nogi swobodnie jej zwisały z wozu i miała się baczności. Położy się jeszcze nad ranem, potem najwyżej zastąpi Jack'a jeśli będzie chciał.
Dragosani:
I jechali tak poprzez łąki i lasy. Zamierzał do Atusel. Trakt był uczęszczany, więc po drodze nie raz u nie dwa spotykali innych podróżnych. Wozy i konni mijali ich, jadąc w stronę miasta portowego lub z niego do stolicy. Dni mijały. Poza spotkaniem z cieniostworem, nie napotkali żadnych problemów. Po kilku dniach podróży dotarli więc do Atusel. Wjechali do miasta u zostawili wóz oraz konia w stajni.
- No to teraz musimy udać się do karczmy i odebrać skrzynkę Angeliny. Szczęśliwie nie będziesz musiała zbyt dokładnie odgrywać mojej córki - powiedział Jack. - Ale jak masz jeszcze jakieś pytania o nią, to śmiało pytaj. Akurat zajmiemy tym czas zanim dojdziemy.
Evening Antarii:
-Nie będę musiała dokładnie jej odgrywać? Tym lepiej, nigdy nie byłam dobrą aktorką. Może powiedz mi trochę o tym jak zachowuje się Angelina, czy jest coś charakterystycznego w jej zachowaniu? Czy mówi jakoś specyficznie? Jest towarzyska czy raczej małomówna? I co mam powiedzieć karczmarzowi by wydał mi skrzynkę?- pytała dziewczyna. Jeśli miało to wypalić, to lepiej aby Eve znała wiele cech córku Jacka, by móc sie do niej upodobnić.
Tak swoją drogą, dawno nie była w Atusel a słyszała o wielkich zamorskich wyprawach ekspedycyjnych. Sama chciała czuć powietrze przesycone jodem i spędzić trochę czasu poza lądem. Na razie musiała jednak dokończyć tę sprawę. Coś czuła, że może się udać.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej