Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wschód słońca

<< < (14/20) > >>

Dragosani:
Jack zerknął na trupa. Nie wydawał się przejmować tym, że przed chwilą kogoś zabił.
- Taa, rano znajdzie go straż. Będzie kolejną ofiarą walk pomiędzy bandami grasującymi w mieście - powiedział i ruszył uliczką. - Przejdźmy się więc do Obieżyświata. Popularna karczma, ale i tak dobra do dyskretnej rozmowy. Zapewne znasz ten lokal? - zapytał idąc. Dużo mówił. Chyba lubił brzmienie własnego głosu.

Evening Antarii:
A więc szarooki Jaren miał się stać ofiarą zwykłych bandytów. Przypadkową, nic nie znaczącą ofiarą. Ot, kolejnym trupem którego trzeba posprzątać z ulicy. Ciekawe, czy ktoś będzie za nim tęsknił, szukał go...
-W Obieżyświecie tłoczy się hołota z całej wyspy. No ale niech będzie. Mają dobre jedzenie- odpowiedziała na jego słowa i razem ruszyli w mrok. Ona zaś mówić nie lubiła. Za tonem swojego głosu też nie przepadała.
Bała się tylko jednej rzeczy. Nawet o tej porze przy znanej karczmie kręcą się ludzie. Co wtedy, gdy ktoś rozpozna Jack'a i posądzi Eve o ciemne interesy? Dziewczyna czuła, że sama jego obecność może wplątać ją w następne kłopoty. Mimo wszystko zaufała mu - tak można było to nazwać. Spacerowanie z obcym mężczyzną, zabijającym bez mrugnięcia okiem - to zaufanie albo głupota. Lecz to chyba ciekawość pchała mściciel dalej, przybliżała ją do rozwiązania całej sprawy, znalezienia córki Jacka'a i "unieszkodliwienie" Tybalda - przynajmniej na tyle by panna Antarii mogła wyjść na ulice bez obawy o swe życie. -Naprawdę jestem aż tak podobna do Angeliny? ÂŁadna musi byc z niej dziewczyna- uśmiechnęła się ledwo zauważalnie w mroku.

Dragosani:
Jack zerknął na Eve.
- Tak, tylko nieco inne oczy. Bardziej zielone - odpowiedział na jej pytanie. Nic jednak więcej nie mówił. Szli tak przez miasto, aż dotarli do karczmy. Jack pchnął drzwi i wszedł do środka. Zaprowadził dziewczynę do jednego stolika, stojącego na uboczu. Tutaj nikt nie powinien im przeszkadzać. Zamówił jakieś picie dla siebie i dla panny Antarii. Odezwał się gdy dostali napoje.
- Więc, od czego by tu zacząć... - zamyślił się.- Może od konkretów. Muszę znaleźć moją córkę, gdyż ona zna lokalizację pewnych skrytek, w których to ukryte są... narzędzia do zniszczenia Tybalda.

Evening Antarii:
-Wspominałeś o jakichś poszlakach-przypomniała mu. Potem spróbowała swojego wina, bo przecież Jack zamówił jej właśnie wino. -Tak jak już wcześniej mówiłam: jestem rycerzem i nie za bardzo znam się na takich... spiskach. Może nie noszę zbroi bo mnie na nią nie stać ,ale detektyw ze mnie słaby. No ale powiedz co wiesz. Te skrytki szczególnie mnie zainteresowały. I "narzędzia"... brzmi dość złowrogo

Dragosani:
- Cóż, przypadek sprawił, że możesz okazać się pomocna - odparł Jack. Też pociągnął wino z pucharu. A co! - Poszlaką jest to, co wiem. Angelina zostawiła pewną skrzyneczkę u karczmarza w Atusel. Mam do niej kluczyk, jednak mi on tej skrzynki nie wyda. Ale skoro ty jesteś tak podobno do mojej córki... rozumiesz już jak możesz mi pomóc? - zapytał, gdyż forma tej pomocy była dość oczywista.
- Podejrzewam, ze w tej skrzynce znajdę coś, co naprowadzi nas na miejsce pobytu Angeliny. A odnośnie tych narzędzi... cóż, to trochę dokumentów, które pogrążą Tybalda.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej