Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wschód słońca

<< < (13/20) > >>

Evening Antarii:
-Skąd mam wiedzieć, że nie kłamiesz?- spytała już spokojniej, odwracając się w jego stronę, śledząc każdy jego ruch. Nóż przy wyjmowaniu z karku zachrzęścił złowrogo, Eve zaś słuchała wszystkiego co Jack mówi. I zaczynało to nabierać sensu.
-Chciał mnie zlikwidować tylko dlatego, że omyłkowo poznałam jego jakiś tam sekret? Zapraszał mnie przecież na kolację... Choć może i to było przykrywką, by...- dziewczyna głośno myślała.  Ponownie zaczęła mówić dopiero po chwili ciszy - Co zatem proponujesz? Chciałabym uniknąć niepotrzebnego rozlewu krwi, a jednocześnie pozbyć się zagrożenia na mnie czyhającego. Myślisz, że wciąż są niebezpieczni? ÂŻe gdy Joran nie będzie wracał, Tybald wyśle więcej swoich ludzi na poszukiwania mojego ciała, albo jego?- Eve mówiła głosem zimnym jak lód, niemal jak profesjonalna zabójczyni pozbawiona emocji.

Dragosani:
Na niebie zza chmur wyjrzał księżyc. Jego jasny blask oświetlił twarz Jacka, więc Evening mogła się mu lepiej przyjrzeć. Był to mężczyzna w średnim wieku, mógł mieć czterdzieści kilka lat. Co w sumie było oczywiste, skoro miał córkę podobna do samej Eve. Mógł uchodzić za przystojnego, ale to oczywiście kwestia gustu. Miał ciemne włosy, długości takiej średniej. Ani długie, ani krótkie. Dość schludnie zaczesane. Z boku miał siwe pasemko. Jedno, ale całkiem widoczne. Oznaka średniego wieku. Dość ciekawe miał oczy. Były one różnokolorowe. W nocy ciężko było dokładnie poznać owe kolory, lecz na tyle, na ile panna Antarii mogła rozpoznać, jedno było błękitne, a drugie zielonkawe. Jack musiał mieć tę rzadką przypadłość wrodzoną, która to czyni oczy właśnie dwukolorowymi. Na twarzy wykwitł mu uśmiech. Lekki i nieznaczny.
- Chciałbym odszukać moją córkę. Gdy ją odnajdę... cóż, wtedy Tybald przestanie stanowić zagrożenie. Niestety nie wiem gdzie ona jest, mam tylko kilka poszlak - odpowiedział. Po tym schylił się i odciągnął ciało Jorana, coby nie leżało tak na środku drogi. Umieścił je w cieni przy budynku. Przynajmniej w nocy nie będzie rzucało się w oczy.

Evening Antarii:
W srebrnym świetle księżyca mściciel mogła lepiej przyjrzeć się swemu... wybawcy. Tak, teraz to było odpowiednie określenie. Jack bowiem uratował ją przed niechlubną śmiercią z zaskoczenia, przed sztyletem wbitym pod żebra. I nieważne ile magii miałaby w sobie Evening, pewnie wykrwawiłaby się w kilka minut w ciemnej brudnej uliczce Efehidonu.
Był to dojrzały mężczyzna, o czym świadczył chociażby siwy kosmyk. Reszta włosów zachowała jednak zdrowy, ciemny kolor. Miał też córkę mniej więcej w jej wieku, prawdopodobnie był po czterdziestce. Gdyby nie ta celność w rzucaniu noże, gdyby nie pora w jakiej się spotkali, Eve uznałaby go za zwykłego mieszczanina robiącego interesy. Teraz też je robił, choć nieco bardziej niebezpieczne niż handel z kupcami.
A najbardziej spodobały jej się dwukolorowe oczy. Rzadko spotykane, budzące ciekawość.
-Dlaczego mieliby dać mi spokój gdy odnajdziemy twoją córkę? Przecież znam ich "siedzibę", znam ich twarze. Nie zaszkodzi jednak spróbować...

Dragosani:
Jack uśmiechnął się przebiegle. I może nieco kpiąco.
- To już zostaw mnie - odpowiedział na obawy rycerzycy. Widocznie miał plan co zrobi, gdy znajdzie swoją córkę. Plan który zakładał upadek Tybalda i wiele śmiechu ze strony Jacka. - Jestem pewien, że zrozumiesz wszystko w odpowiednim czasie. Zarówno dlaczego Tybald przestanie być zagrożeniem, jak i swoją rolę w odszukaniu mojej córki. Ale na początek, może przejdziemy gdzie indziej? Do karczmy chociażby. Nie będziemy wszak rozmawiać o takich sprawach na ulicy.

Evening Antarii:
Evening teraz mało obchodziło ciało Jorana. Sprawa zaczęła przybierać szersze znaczenie także dla niej. A może szczególnie dla niej. To ona, jakimś dziwnym trafem, stała się kluczem do całego zdarzenia. Jedna strona chce ją zamordować, druga pragnie jej pomocy...
-W takim razie wszystko wytłumaczysz mi w karczmie. Chętnie dowiem się szczegółów. Zostawimy go tu?- spytała, choć i tak było jej to obojętne.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej