Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wschód słońca

<< < (11/20) > >>

Evening Antarii:
-Nie, nie! Proszę mu nie robić krzywdy- zareagowała Eve na spoliczkowanie człowieka. Sprawa między niziołkiem a Angeliną i jej ojcem mogła być poważna, lecz dotychczas mściciel nie poznała żadnych ważnych szczegółów, więc chyba nic takiego się nie stało. Niestety, mężczyzna otrzymał naganę. -Mogło się tak zdarzyć, że mnie z ową Angeliną pomylił. Możemy jednak po prostu się rozstać i zapomnieć o tym spotkaniu? O niczym nikomu nie powiem, słowo rycerza- odpowiedziała na słowa niziołka wypowiedziane do niej. -Nie mam żadnej urazy, a nawet powiem, że miło było mi pana poznać. I pańskich ludzi- teraz Eve poczuła się jak mała dziewczynka, która wybacza tacie jakąś pomyłkę, a sama jest niewinna i robi słodkie oczy. Rzeczywiście tak było, wina nie leżała po stronie Eve lecz po stronie "głupoty tych idiotów" czyli ludzi niziołka. -Rozejdziemy się do domów, położymy się spać, pan sprowadzi wreszcie swoją Angelinę... Ja o sprawie zapomnę.

Dragosani:
- Hmm - mruknął niziołek, zastanawiając się nad czymś. - No nic. Jeszcze raz przepraszam za moich ludzi. Gdzież w ogóle moje maniery. - Pacnął się w czoło.
-  Nazywam się Tybald i byłbym rad mogąc zaprosić panią na kolację. Tak, aby zadośćuczynić pani tego niezbyt przyjemnego incydentu. Czy ma pani jakieś plany na jutrzejszy wieczór? -zapytał z kurtuazją, jak prawdziwy gentleman.

Evening Antarii:
-Evening Antarii, mściciel Bractwa ÂŚwitu, pani na ziemiach Afers-to co zaproponował Tybald było jeszcze dziwniejsze niż ta sytuacja, która miała miejsce przed chwilą. Co za uprzejmy jegomość. Mimo najszczerszych chęci dziewczyna musiała odmówić... -Z racji mych obowiązków właśnie... Jutro niestety nie mam czasu. Właściwie  najbliższe dni muszę poświęcić na pracę...- skłamała. A tak naprawdę bała się wplątania w jakąś mafię. I dodatkowo nie lubiła mężczyzn niższych od siebie.-Jednak bardzo mi miło i gdybym miała więcej wolnego czasu z pewnością zjedlibyśmy razem kolację. Niestety, obowiązki wzywają. Mam nadzieję, że pan mnie rozumie i nie uraziłam pana.

Dragosani:
- Ach, rozumiem - odpowiedział niziołek Tybald, nieco zawiedziony. Takie przynajmniej zrobił wrażenie. Kiwnął głową do mężczyzny, którego wcześniej uderzył.
- W takim razie pozwól chociaż, pani Antarii, aby mój człowiek odprowadził panią do domu. Miasto nocą może być niebezpieczne i nie wybaczyłbym sobie, gdyby przez tę pomyłkę spotkały panią jakieś kłopoty. - Mężczyzna, człowiek Tybalda, chyba wielkiego wyboru nie miał. No i wypadało też, aby jakoś odpracował swoją pomyłkę.

Evening Antarii:
-Nie chciałam pana urazić- dodała jeszcze po cichu. A potem zmierzyła wzrokiem mężczyznę, na którego Tybald kiwnął. To był ten, który podrzucił jej karteczkę. Ten, który pomylił Eve z jakąś Angeliną. Być może ona też jest jasnowłosą młodą dziewczyną... -O tak, nie odmówię towarzystwa w drodze do domu. Po zmroku rzeczywiście bywa tu niebezpiecznie- szczególnie nie mogła odmówić, gdy tym towarzystwem był wysoki postawny i przystojny mężczyzna, a nie jakiś kurdupel.
Potem ukłoniła się w stronę niziołka, rzekła coś na pożegnanie, owinęła się ciaśniej płaszczem i wyszła na zewnątrz w mroki miasta. Paliło się kilka latarni dając słabe światło na bruk. Brudne zakątki pozostawały w całkowitych ciemnościach. Jaskółki już dawno spały w swych gniazdach.
-Przepraszam, że to przeze mnie pan ucierpiał- rzekła nieśmiało Eve. Właściwie chciała tylko być ostrożna, by Tybald nie usłyszał. I nie chciała być powodem dla którego ten człowiek ucierpiał. Niby policzek nic strasznego, a jednak Eve czuła, że mężczyzna sobie na niego nie zasłużył.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej