Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wschód słońca

<< < (10/20) > >>

Dragosani:
Ork poprowadził dziewczę. Wyprowadził ją z placu i poszedł wzdłuż jednej z ulic. Nie odzywał się, zerkał tylko co jakiś czas, aby sprawdzić, czy rycerzyca dalej za nim idzie. Cały czas szła, więc nie miał powodów do innych działań, niż tylko prowadzenie właśnie. Przeszedł ulicą, potem skręcił za róg i wszedł w jakieś podwórze. Tam podszedł do drzwi i zapukał. W drzwiach otworzyła się mała klapka, ktoś zza niej wyjrzał. Widząc orka, zamknął klapkę i otworzył drzwi. Ork kiwnął na Eve.
- Włazi - zaprosił ją uprzejmie. Przez drzwi zakonnica mogła zauważyć część izby, w której to było kilka osób. Jakiś człowiek stał obok drzwi, to właśnie on je otworzył. Za stołem, który stał naprzeciwko drzwi, siedział niziołek. Na krześle miał położoną jakąś skrzynkę, dzięki czemu wystawał zza stołu niemal jak człowiek. Za nim stał jeszcze jeden ork, zapewne gwardzista. Niziołek zerknął na drzwi i widząc Evening uśmiechnął się.
- Zapraszam panią. Mamy do porozmawiania - zaprosił już nieco uprzejmiej niż ork.

Evening Antarii:
Evening podążała za jegomościem. Przy okazji zmierzyła go wzrokiem sprawdzając, jakie ma bronie przy sobie. Dość dziwnie czuła się w takiej sytuacji. Wolała otwartą walkę niż jakieś skradanie się po ciemku. Może i była kiedyś w Krukach, ale o tym mało kto wie, a i ona słabo pamiętała ten okres.To było baaardzo dawno temu, gdy dopiero poznawała Valfden i życie, jakie tu panowało. Nic jej nie zostało z doświadczeń z tamtej organizacji. Okazało się, że podążanie ścieżką bezprawia wcale nie jest takie łatwe, a na pewno nie dla niej, jak się potem okazało. Za grosz nie miała talentu do skrytobójstwa.
Na razie jednak jej zadaniem miało być tylko podążanie za orkiem. Było ciemno, a właściwie szarawo. Starała się zapamiętać drogę, którą zmierzała. Skąd w niej tyle podejrzliwości? Albo to zwykła ostrożność.
Dotarli na jakieś podwórko a potem ork zapukał do drzwi. Wpuszczono ich po uprzednim upewnieniu się, że to sami swoi.
Eve przeszła przez próg do małej izby. Głębiej w pomieszczeniu siedział też niziołek na skrzynce, by wyglądać na wyższego. Spodziewała się... kogoś bardziej groźnego. Z pewnością nie niziołka. Ale pilnowało go kilku orków...
-Naprawdę?- zdziwiła się. -Nie przypominam sobie pana znikąd. Mamy jakieś wspólne interesy?

Dragosani:
Mina niziołka nie zdradzała, aby słowa Evening go zmieszały. Więc zapewne nie miał jej znać, a i tak jakieś interesy miały ich łączyć. Czy jakoś tak. Gdy dziewczę wraz z orkiem weszli do środka, człowiek stojący obok drwi zamknął je. Nie wyglądało to jednak na jakaś pułapkę, czy coś. Po prostu zamknął drzwi, aby przeciągu nie było. Jeszcze by się niziołek przeziębił. Wspomniany mały gestem wskazał Evening na krzesło stojące po przeciwnej stronie stołu. Pełna kultura. Gdy usiadła (bo usiadła, prawda?), zaczął mówić dalej.
- Och, osobiście się nie znamy, panno Angelino. Mam jednak interesy do panny ojca, Jacka. I sądzę, że możemy sobie wzajemnie pomóc. - Mówił pewnie, nie zdając sobie sprawy, ze coś mu tutaj bardzo nie wyszło.

Evening Antarii:
Acha, więc wezwano ją tu w sprawie interesów. Wszystko na to wskazywało. Nikt jej nie przeszukiwał ani nie był złowrogo nastawiony. Było... całkiem kulturalnie.
Eve usiadła wsłuchując się w słowa niziołka. Na jej twarzy malowało się zdziwienie. Uniosła brew nad lewym okiem i trwała tak, aż ten nie skończył mówić.
-Owszem, nie znamy się osobiście. Nie mam na imię Angelina, a mój ojciec nie ma na imię Jack. Musieliście mnie z kimś pomylić- na koniec zaśmiała się cicho i z konsternacją rozejrzała się po zebranych. Ciekawa była jak na to zareagują. -Mniemam, iż jestem bardzo podobna do pani Angeliny, kimkolwiek ona jest. Wasz człowiek musiał pomylić mnie z kimś, gdy byłam na obrzeżach miasta w Podgrodziu. Dostałam liścik, karteczkę, czy chciałabym poznać JEGO tajemnicę. Widocznie ork- tutaj z litością spojrzała się na tego orka, który ją tu przyprowadził. -pomylił się...

Dragosani:
- Co? - zapytał głupio niziołek. Widocznie słowa Evening całkowicie zbiły go z tropu. Nie spodziewał się czegoś takiego. Rzucił wściekłe spojrzenie na orka, a potem jeszcze bardziej wściekłe na człowieka. Bo to on musiał podrzucić pannie Antarii list. Wskazywał na to jego wzrost i postawa. Niziołek zaskoczył z krzesła i podszedł do tegoż człowieka. Sięgał mu do pasa.
- Ehm, ehm - odchrząknął, a człowiek westchnął cicho i kucnął. Teraz twarz miał na wysokości twarzy małego szefa. Niziołek zamierzył się i trzasnął człowieka piąstką po twarzy. Uderzony mężczyzna zachwiał się i jęknął. Jego mały szef odwrócił się do Eve.
- Proszę o wybaczenie za tę pomyłkę. Niestety moi ludzie to idiotci, a na głupotę lekarstwa nie ma. Mam nadzieję, że nie żywi pani urazy? - zapytał z pełną uprzejmością.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej