Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wschód słońca
Dragosani:
Pewne wampiry by się zapewne absolutnie nie zgodziły z logiką panny Antarii, lecz nie było ich tutaj, więc nie mogły się wypowiedzieć. A szkoda! Mogłaby z tego wyniknąć naprawdę ciekawa rozmowa. Zamiast tego Evening mogła sobie poprowadzić rozmowę ze służką.
- Oczywiście, pani, zaraz sporządzę prostą mapę - odparła Safra, a następnie wzięła jakiś kawałek papieru i grafit, po czym rysując mapkę wyjaśniła mścicielce jak trafić na Plac Jaskółczy.
Evening Antarii:
-Mhm. Bardzo szczegółowo- skomentowała dziewczyna owe wyjaśnienia. Teraz przynajmniej wiedziała, że się nie zgubi, że trafi od razu. Poznała okolicę tego miejsca - w razie czego będzie wiedzieć którędy uciekać do domu. Bo spotkanie z NIM mogło potoczyć się na wiele sposobów i trudno było je przewidzieć. Równie dobrze mogło nie odbyć się w ogóle z różnych przyczyn - na przykład mógł to być zwykły żart. Tylko po co żartować sobie z mściciel z Bractwa? ÂŻeby potem niepokoiła się i denerwowała cały dzień? Bardzo zabawne.
Eve wstała od stołu, odpowiadając jakieś "dziękuję", tak od niechcenia, i udała się na górę. Oczywiście nie musiała chyba służce przypominać o obiedzie, umyciu naczyń, a jak skończy to żeby zabrała się za okna. Safra znała swoje obowiązki.
Do wieczora miała jeszcze czas. I żadnego pomysłu co by tu porobić do tego czasu. Sztylet spoczywał spokojnie na stoliku. Miecz będzie mieć przy pasie, widoczny, aby dać znać, że nie jest bezbronna. Pozostaje też oczywiście magia, nawet telekinezą może ochronić się przed atakiem.
Zajęła się więc czynnościami totalnie bezużytecznymi, ale czasochłonnymi. Na przykład rozczesała swoje długie blond włosy. Potem przejrzała wszystkie sukienki, które miała w szafie i sprawdzała w które się zmieści, a które można wyrzucić. A potem położyła się na łóżku sięgając po jakąś książkę. "Zbyt wiele szczęścia" jak się okazało, opowiadania jakiejś pisarki ze wschodu wyspy.
Dragosani:
Czas mijał nawet szybko. Szczególnie zajmujące było przeglądanie sukienek. Powszechnie wszak wiadomo, że to zajęcie potrafi na długo skutecznie przyciągnąć uwagę każdej kobiety. A wiele faktów przemawiało za tym, iż Evening istotnie kobietą była. Czytana książka również zajęła sporo czasu. Zanim panna Antarii się zorientowała, nadeszła pora obiadu. Dziś Safra znów eksperymentowała. Czyli najprawdopodobniej próbowała otruć swoją panią. Na obiad przygotowała gotowane ziemniaki z mięsem, które to polane było sosem czekoladowym. Do tego podobno ogórki. Kiszone. Bo dlaczego nie? Po zjedzeniu obiadu można było już w sumie wyjść, aby poszukać placu. Niby było dość wcześnie, zapewne nic nie zaszkodzi pojawić się tam wcześniej. Może obserwacja przyniesie jakieś dodatkowe informacje?
Evening Antarii:
Po tych wszystkich męczących zajęciach, Eve zaburczało w brzuchu. Nie czuła wcześniej głodu, być może z przejęcia tą całą sprawą. Dokończyła czytać opowiadanie i zeszła na dół wiedziona zapachami dobiegającymi z kuchni. Pachniało zwykłymi ziemniakami i mięsem, ale do tego także czekoladą. Czyżby Safra szykowała deser?
Jak się okazało - nie. Służka zrobiła sos czekoladowy do mięsa. Fuj. A już w ogóle nie pasowało to do ogórków kiszonych. Skąd w ogóle taki pomysł na danie?... Eve skrzywiła się na ten widok, ale tak żeby elfka nie widziała. Najbardziej smakowały jej potrawy, które już wcześniej jadła... Tak samo jest z piosenkami- najbardziej podobają się te, które już się zna. Takie eksperymenty kulinarne niezbyt jej pasowały.
-Skąd pomysł na danie?- Eve nieśmiało wzięła się za jedzenie. Wbiła widelec w mięso, które mogłoby być całkiem smaczne gdyby nie ten słodki sos. Po pierwszym kęsie powiedziała -Całkiem dobre- ale oceniała to na jakieś 4/10. Szału nie było. Ogórków nawet nie próbowała, wolała uniknąć problemów żołądkowych. A po tak dziwnych składnikach połączonych razem wszystko było możliwe.... Zostawiła połowę kotleta, czy co to tam było.-Smaczne, ale więcej nie dam rady, dziękuję- powiedziała. Właściwie nie musiała się jej tłumaczyć z tego dlaczego nie zjadła całego bo nie była w przedszkolu. Mogła też wyrzucić Safrę na bruk, to by była nauczka -nigdy więcej mięsa z czekoladą.
Dragosani:
Widocznie nie każdy potrafi docenić prawdziwy kulinarny geniusz. Nie ma co się dziwić. Prawdziwie błyskotliwe umysły bardzo rzadko są rozumiane w czasie swojego życia. Zapewne kilka wieków po śmierci Safry jej danie zostanie odkryte na nowo i uznane przez nadchodzące pokolenie za maestrię smaku. Albo za doskonały środek na przeczyszczenie. Na pewno będzie znany. Jednak w chwili obecnej Safrze została jedynia służba u despotycznej rycerzycy. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie.
Po obiedzie czas mijał jakoś szybciej. Nadchodził wieczór, a więc i pora tajemniczego spotkania. Czy Evening wkroczy na ścieżkę przeznaczenia, czy też zignoruje ją, z racji wygody fotela, na którym siedziała? Co znajdzie na Placu Jaskółkczym? Jak wpłynie to na jęk życie? Czy ktoś w.końcu docenia starania kulinarne Safry? Tyle pytań i tak mało odpowiedzi!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej