Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wschód słońca

<< < (7/20) > >>

Evening Antarii:
"Analiza" pisma niewiele dała. Było ono staranne, ale drobne. W męskim stylu, jeśli tak można powiedzieć. To już dawało jakąś wskazówkę z kim prawdopodobnie może mieć do czynienia. Po drodze, mijając nazwy ulic, szukała Placu Jaskółczego, jednak wszystko wskazywało na to, że to nie ta część miasta i lepiej będzie, gdy dokładnie się o to dopyta. Bez sensu tak błądzić bez celu.
Evening nie lubiła sytuacji, które trudno było przewidzieć. Zdecydowanie wolała działać według planu i mieć wszystko dopracowane. Takie nagłe akcje, zupełnie niespodziewane i zagadkowe, zbijały ją z tropu i zaprzątały całkowicie myśli. A to takie irytujące!... Nie lubiła żyć w niewiedzy i na dodatek była strasznie ciekawska i niecierpliwa. Wszystkie te czynniki składały się na to, iż wyczekiwanie do zmroku może być dla niej całkiem nieznośne.
Po wejściu do domu nie od razu chciała dzielić się tą wiadomością z niewolnikami. Nie czuła takiej potrzeby. Lecz po chwili zastanowienia doszła do wniosku iż to właśnie oni, podczas jej nieobecności, spędzają wiele czasu na mieście, kontaktują się z innymi mieszkańcami i pewnie ogólnie lepiej się orientują przynajmniej w sąsiedztwie. Nigdy też nie zawiodła się na nich - mogła liczyć na każdego z nich. Mimo wszystko miała w sobie uczucie, że takie bezgraniczne ufanie niewolnikowi, przybliżanie go do swoich spraw, nie jest dobre. I wzbudzało w dziewczynie dziwne uczucie jakby ich wywyższała a siebie poniżała, bo kto to widział by szlachcic pytał ludzi-przedmioty o rady?
Mściciel snuła się z początku po domu. Nie wiedziała co ma ze sobą robić. Chodzenie w tę i we w tę już jej się znudziło, nie mogła też skupić się na czytaniu. Wreszcie sięgnęła po sztylet. Palcem lekko dotknęła jego ostrza skrupulatnie je sprawdzając. Było gotowe do walki, choćby i teraz. Na razie położyła je na stoliku i zeszła na dół.
-Safro, mogę cię prosić na chwilę?- spytała siadając przy stole w salonie. Jedynie ona była najbardziej rozgarnięta z całego towarzystwa.

Dragosani:
To było dość dziwne, że członkini Bractwa ÂŚwitu, organizacji skupiającej się na wiernej służbie dobremu bóstwu, obronie słabszych i tym podobnych sprawach miała tak przedmiotowe podejście do niewolników. Szczególnie, że na Valfden wszak niewolnictwo zostało zniesione na mocy Konstytucji. Przynajmniej oficjalnie. Jednak mimo to, to podejście było dziwne! A Zartat patrzy!
Safra, po usłyszeniu wezwania, stawiła się przed szlachcianka niemal natychmiast. Wiedziała, że polecenia pani domu należy wykonywać natychmiast i dokładnie. Skłoniła się lekko przed panną Antarii.
- Tak, pani? - zapytała, oczekując poleceń.

Evening Antarii:
Zartat może sobie patrzeć. Dopóki nie robi niewolnikom krzywdy, to relacje między nią a nimi są prawidłowe, takie jak powinny być: pan - niewolnik. I już. Nie mieszajmy do tego bogów. Zartat ma z pewnością ważniejsze sprawy na głowie!
-Orientujesz sie gdzie jest Plac Jaskółczy?- na razie bez większych wyjaśnień zadała pytanie. Dopiero w razie potrzeby dopowie więcej.

Dragosani:
Prawidłowe, owszem. Szczególnie, że na Valfden zniesiono niewolnictwo. Oficjalnie. Ale zniesiono! Zartat oczywiście patrzył, gdyż patrzy zawsze i wszędzie. Co jest w sumie bardzo niepokojące. Dziwna to myśl, że ktoś widzi wszystkie uczynki. Nawet TE, które robi się WTEDY. I Zartat o nich wie.
- Plac Jaskółczy? - odparła służka. - Oczywiście, pani. Jest w dzielnicy obywatelskiej. Zaraz przy murze pomiędzy nią, a handlową. Mogę panią tam zaprowadzić, albo narysować mapkę - zaproponowała. Nie pytała się po co Eve taka wiedza. Bała się straszliwego gniewu swej despotycznej pani.

Evening Antarii:
Co z tego, że zniesiono niewolnictwo, skoro większość kupionych na targach ludzi jest tak właśnie traktowanych? To tylko tak formalnie... W praktyce jest zupełnie inaczej. Czy teraz panowie mają traktować swe sługi na równi ze sobą? Tak nie będzie nigdy, gdyż dzięki ciężkiej pracy lub szlachetnej krwi ludzie byli bogaci albo po prostu wysoko urodzeni, mieli prawo do tego by inni im służyli - ci niżej urodzeni. Niewolnik i pan to dwa różne gatunki ludzi i tak też powinno się ich traktować, każdego zgodnie z obowiązującą hierarchią.
Bogowie mogą sobie patrzeć na co chcą. Taki ich los. O, na przykład bogowie są stworzeni do obserwowania i pomagania, albo zsyłania klęsk, a niewolnicy do służenia. Prosta sprawa.
-Możesz narysować mi mapkę i wytłumaczyć gdzie dokładnie to jest.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej