Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wschód słońca
Dragosani:
Nie było konieczne szczelne trzymanie kartki w dłoni, gdyż przechodnie po prostu ignorowali Eve. Nie była to ich sprawa. Na kartce istotnie była wiadomość, lecz nie zaszyfrowana. Co nie znaczyło, że nie była dziwna i tajemnicza.
--- Cytuj ---"Jeśli chcesz poznać JEGO sekret, przyjdź dziś po zmroku na Plac Jaskółczy. Bądź sama."
--- Koniec cytatu ---
Wspomniany plac znajdował się w dzielnicy obywatelskiej. Nie był zbyt charakterystyczny, plac jakich wiele w mieście.
Evening Antarii:
Mimo wszystko Eve wolała zachować ostrożność. Miło, że nie rzucała się w oczy, ale stwierdziła, że zbytnie obnoszenie się z tym może jej zaszkodzić. Jej, albo temu komuś kto podrzucił karteczkę. Może z kimś ją pomylił?...
Na kawałku papieru były dość tajemnicze dla dziewczyny słowa. Po pierwsze: kim jest ON? I czy naprawdę Eve chciałaby znać JEGO sekret? Z tego co pamiętała, ostatnio nie mieszała się w żadne podejrzane sprawy, nie nawiązywała też nowych (podejrzanych) znajomości. Na jej twarzy widać było zdziwienie i coś w stylu nieporozumienia.
Po drugie... gdzie jest Plac Jaskółczy? Spędziła kilka lat w stolicy i jeszcze o nim nie słyszała. A może słyszała i nawet mijała go kilka razy - po prostu nazwa nie rzuciła jej się w oczy albo była bardzo rzadko używana. Coś jej się kojarzyło z dzielnicą obywatelską, bo w sumie tylko bywają jako takie place.
Zmięła karteczkę i schowała z powrotem do kieszeni. Lekko rozkojarzona ruszyła, zgodnie ze wskazówką, na owy plac. Bała się kogokolwiek po drodze pytać o to miejsce, ale być może będzie musiała, jeśli chce zdążyć przed zmrokiem. To znaczy chwilę po zmroku. Najwyżej powałęsa się jeszcze po mieście i poczeka na to tajemnicze spotkanie. Jak będzie musiała się wtedy zachowywać?
Skierowała swe kroki ponownie w stronę dzielnicy obywatelskiej. Nie szła jednak tą drogą, którą tu przyszła. Wybrała uliczki prowadzące tam naokoło. Może było trochę dalej, ale do zmroku miała jeszcze czas.
//Która jest godzina?
Dragosani:
Do zmroku było jeszcze trochę czasu. Wszak Evening wyszła na spacer po śniadaniu, a ile taka przechadzka po mieście może trwać? Słońce na niebie wskazywało dopiero południe. Więc czasu do tego tajemniczego spotkania było jeszcze dość dużo. Można było przejść się jeszcze do domu i przygotować się nieco. Wziąć chociażby broń. Tak na wszelki wypadek. No i zapytać służby gdzie jest ten plac. Może oni by to wiedzieli? No i oni na pewno by nikomu nie zdradzili, że ich pani o to pytała. Oczywiście można było też samodzielnie znaleźć plac i czekać tam kilka godzin do zmroku. Wybór należał do panny Antarii.
Evening Antarii:
Słońce było jeszcze wysoko. Do zmroku był jeszcze cały boży dzień, a Eve nie chciała go zmarnować na poszukiwania tego miejsca i wyczekiwanie na tajemniczego JEGO. Trochę się bała, bo nie wiedziała, czego może się tam spodziewać. Postanowiła wrócić więc do domu, czymś zająć myśli do wyznaczonej pory i dowiedzieć się gdzie znajduje się Plac Jaskółczy.
Wracała do domu inną drogą niż tą, którą tu przybyła. Bardziej okrężną, wiodącą przez niemal zapomniane zakątki miasta. Właściwie tutaj już zaczynały się pola i okoliczne wioski. Niedaleko był główny szlak prowadzący na północ, dalej już tylko lasy i pola uprawne.
Eve od czasu do czasu, włócząc nogami, sięgała po liścik i czytała uważnie, jakby za każdym razem od nowa. Zwróciła uwagę nawet na charakter pisma...
Dziewczyna wreszcie musiała skręcić w uliczkę prowadzącą w głąb miasta - wszak miała dotrzeć do domu. Opuściła obrzeża Efehidonu i ruszyła w częściej uczęszczane rejony stolicy. Nie chciała wchodzić w te szczególnie tłoczne dzielnice, jak na przykład handlowa. Już dzisiaj zmarnowała wydała 40 grzywien na jakiś gadżet do pleców. Jako kobietę dość łatwo ją namówić na kupno czegoś nieprzydatnego.
Wędrowała sobie dalej wsłuchując się w dochodzące odgłosy. Zmierzała znajomą drogą do domu.
Dragosani:
Powrót do domu zajął dość dużo czasu. Stolica Valfden wszak była miastem wielkim. A Evening jeszcze wyszła sobie poza jego granice, przez co straciła jeszcze więcej czasu na ową podróż. Jednak czy to było niewłaściwe? I tak zapewne nie miała nic innego do roboty. A jeśli chciała rozwiązać tajemnicę liściku i JEGO, to musiała i tak czekać do wieczora. Wracając oglądała list dokładnie i uważnie. Szukała zapewne jakichkolwiek wskazówek. Charakter pisma może i wskazywałby na portret psychologiczny nadawcy, gdyby tylko Evening znała się na takich sprawach. Coś jej jednak mówiło, że nie pisała tego kobieta. Ot, jakoś mało.kobiecy charakter pisma. Niewielka wskazówka, ale zawsze. Do tego nie było na.kartce widać śladów kleksów, zaś samo pismo było dość staranne. I małe. Litery były nieco mniejsze od takich "standardowych" liter. Przynajmniej od tych, które panna Antarii miała przyjemność czytać, chociażby w innych listach, książkach i takich tam. Było to dość dziwne, gdyż nic nie wskazywało na to, że nadawca musiał oszczędzać miejsce na kartce. Rozmyślając nad tym Evening dotarła do domu. Pora dnia wskazywała na popołudnie. Mogła być trzecia, lub czwarta. Do zmroku pozostało jeszcze kilka godzin.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej