Tereny Valfden > Dział Wypraw
Szlakiem Chmielowych pól
Silion aep Mor:
Krasnolud spojrzal na przyjaciolke ktora w blasku wiosennego slonca wygladala naprawde okazale. - Aaa... Sprawy sluzbowe... Jak zostalem panem Atusel, zarzadzilem rekonesans, dwoch czlonkow bekartow Rashera podjelo sie wykonania zlecenia. Dostarczono mi raporty z Chmielowa i Mirty. Na jednym z nich widnial podpis Nuan Erenus aep Sed. Zaprosil mnie do siebie. A raczej nas...
Dotarliscie do bramy miasta.
Gdy krasnolud z maurenka dotarl pod brame, Sil zaczal sie rozgladal w poszukiwaniu transportu.
Niestety nic nie zauwazyl.
Krasnolud kopnal kamien. -Ech... Musze ci cos wyjasnic, Chmielowo to wioska lezaca na 5 kilometrow od Atusel. Wiec czeka nas slodka przeprawa do niej z buta. - zrobil krzywy usmiech.
Armin:
- Jak cudnie. - powiedziała ironicznie kobieta. - Czyżby wielki pan Atusel nie miał konia? Jaka szkoda... - dodała po chwili maurenka. - No to w takim razie czas ruszać w drogę. - czarnoskóra przeszła przez bramę miasta. - A jak twoja rączka? Już w porządku? - spytała się krasnoluda.
Silion aep Mor:
- Bywa. - skomentowal krotko. - Nie mam czasu kupic konia i nauczyc sie na nim jezdzic. A reka jak nowa. - zrobil pare wymachow reka.
Krasnolud ruszyl za maurenka, nie zwalniajac kroku. Chcial isc na rowni z nia. - Nie wiem czy moge, ale nigdy nie pytalem jak to sie stalo ze zostalas sama?
Szliscie i szliscie, powoli, leniwie, slonce bylo wam towarzyszem. Z racji ze bylo kawal drogi dluzyla sie wam ona niemilosiernie lecz umilaliscie sobie czas rozmowa.
Armin:
Armin spojrzała głęboko w oczy krasnoluda i powiedziała tylko jedno słowo:
- Wojna. - spojrzała się na ziemię. - Wszyscy zginęli, moi rodzice, bracia, przyjaciele... Tylko ja przeżyłam. Dlaczego? Aby opłakiwać zmarłych? - kobieta spojrzała na wilka, który ciągle szedł przy niej szedł. - Potem znalazłam portal i tak wyszło... A ty jak się tu znalazłeś?
Silion aep Mor:
Krasnolud otoczyl ja ramieniem. - Ja mialem podobnie choc nie tak tragicznie. - westchnal. - Dluga historia... - zaczaj bajac. Wychowywałem się w górach Qaven, górskie powietrze i trudne warunki towarzyszyły mi codziennie, ciężkie treningi i hart ducha to bliskie mi rzeczy. Przez wiele lat ja i moi kumple wiedliśmy żywot najemników, nie przepuściliśmy żadnym zleceniom oraz żadnej butli trunku. Jednak życie najemnika nie jest proste i nikt nie mówił że będzie. Niestety pewnego dnia który puźniej okazał się tragiczny w skutkach otrzymaliśmy zlecenie aby przeprowadzić elfią karawane przez nieznane nam góry, krasnolud jak to krasnolud w górach czuje się panem, do tego chłopaki jeszcze popili gorzałki. Na wąskim trakcie zaskoczyło nas kilka pełzaczy tak z 6 sztuk a nas było 4 nie liczac elfa na karawanie, mieliśmy małe szanse lecz dzielnie postanowiliśmy stawić czoła bestią. Chłopaki walczyli jak lwy pomimo wypitej dużej ilości alkoholu, ja sam ubiłem 3 potwory. Z tej walki wyszliśmy zwyciesko... no nie do końca, mianowicie tego samego dnia od odniesionych ran zmarło dwoje z mych towarzyszy, karawana zostala odeskortowana bezpiecznie a ja i ostatni zywy kumpel postanowiliśmy się rozstać i zmienić swe życia. Tak oto trafiłem do sławetnej karczmy gdzie popijając trunek dowiedziałem się o portalu prowadzącym na wyspę Valfden. - po calym wywodzie lekko sie zasmucil a wzrok wrocil do tamtych wydarzen. - Od tego czasu, twardo stapam po ziemi i troszcze sie o bliskie mi osoby. - przyciagnal maurenke do siebie.
Przebyliscie dobry kawalek drogi, ale Chmielowa wciaz ani widu ani slychu. Opowiesc krasnoluda troche trwala.
//13:15
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej