Tereny Valfden > Dział Wypraw

Miła woń

<< < (6/10) > >>

Silion aep Mor:
- Nie boje sie ciebie. - rzekl patrzac ci sie w oczy. - Wiec tak, ja dam ci falszywa recepture i 50 grzywien a ty dasz mi spokoj. Orkowie juz sa. - w drzwiach stanelo 5 roslych orkow uzbrojonych w wielkie dwureczne miecze.- Ty wypelnisz swoje zadanie a ja bede mogl dzialac dalej. Idziesz na to?

Thulhu:
-Dobra niech ci będzie, że przystaje na to- Powiedziałem spokojnie. Chociaż, nie chce zakończyć tej roboty w taki sposób. Chce zdobyć prawdziwą recepturę, bo mam kogoś z kim mogę się pobawić. Uśmiechnąłem się spokojnie i chwyciłem grzywny i fałszywą recepturę. Po odebraniu rzeczy, ruszyłem w stronę człowieka z kapeluszem.

Silion aep Mor:
Kupiec rzucil ci mieszek i zwitek papieru zapisany w niezrozumialy sposob. Pozegnal cie gestem reki. Dotarles do faceta w kapeluszu, stal tam gdzie wczesniej. Gdy cie zobaczyl zblizajacego sie rzekl. - I jak ci poszlo? Zdobyles? Po co sie pytam. Napewno tak. - rzekl podekscytowany.

//Otrzymujesz od kupca 50 grzywien.

Nagle poczules uderzenie czyms ciezkim w glowe, ostatkami przytomnego wzroku zauwazyles ze ktos zaklada ci worek na glowe. Obudziles sie w malym pomieszczeniu, wokol cuchnelo fekaliami. Pokoj byl pusty. Siedziales na metalowym krzesle, wyraznie zdezorientowany. Pod sciana stala otwarta skrzynia z ktorej wystawaly twoje bronie. Byl polmrok. Temperatura wynosila okolo 10oC. Siedziales w spodniach i koszuli i rozgladales sie nie przytomnie, byles przykuty do krzesla niewidzialna sila, zapewne jakas magia.

Thulhu:
Zasyczałem pod nosem, na znak zdezorientowania. Co się stało? Czemu nie mogę się ruszyć? Dosyć tu chłodno. Nie dbają o mnie. I ten zapach rozkładu i śmierci. Umarłem? A teraz czeka, na jaką rozprawę o moim życiu? Chociaż, mówiono mi, że mym ostatnim zadaniem, będzie walka z kimś lub czymś, co będzie mą odwieczną walką. Chcę się ruszyć, ale nie mogę. Co się dzieje.... Jestem Nietykalny. Czy on był człowiekiem? A może tylko mi się tak wydawało. Może to ten, człowiek od kadzideł. A ta wiadomość, to była wiadomość o tym, że trzeba mnie ściągnąć. Dlatego on wiedział, że to o tego człowieka chodzi. Pewnie jakby, się zapytał kulturalnie otrzymał, bym tą samą wiadomość. To TAKIE OCZYWISTE. Najpierw zagaduje mnie człowiek, bym coś zdobył od innego człowieka. Tamten, mnie sprawdza czy potrafię, być dyskretny i czy jestem w stanie coś osiągnąć. Potem wracam, z informacją jak przebiegł mój test. A teraz siedzę i gnije na tym pieprzonym krześle. Szybko, zacząłem łączyć fakty, jednak nie byłem w stanie przewidzieć co się stanie, a może magiczne słowo pomoże.
- Proszę puść mnie. - Powiedziałem, te słowa po czym wybuchłem wręcz ironicznym śmiechem. Przecież, to takie żałosne.

Silion aep Mor:
Mowiles sam do siebie. Po kilku minutach metalowe drzwi do pokoju uchylily sie i stanal w nich znany ci pan z kapeluszem. Oparl sie o framuge i z źdzblem w ustach usmiechnal sie szyderczo. - Nie szarp sie. To nic nie pomoze. Wybacz ze musialem cie ogluszyc, ale jaka mialem pewnosc ze bedziesz chcial tutaj ze mna zejsc? Musze wpierw sprawdzic ta recepture... Posiedzisz tutaj kilka godzin.
Jak szybko przybyl, tak tez szybko sobie poszedl. Drzwi ponownie zostaly zamkniete a twoje cialo jeszcze mocniej przycisnelo sie do krzesla.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej