Plan był dobry niestety szybki rozwój wydarzeń nie dał szansy Mourtunowi z powrotem podnieść runy z ziemi.
Chmura ognia, którą utworzył mag przed sobą nie przeraziła jeszcze bardziej tylko rozproszyła zwierzęta. Sekundę później Mourtun miał po swojej lewej i prawej ścianę pędzących zwierząt. W następnej sekundzie gdzie mag miał już sztylet w ręce, zobaczył przed czym jelenie uciekały. Wataha piętnastu wilków z dwoma wargami na czele pędziła zaraz za zwierzętami. Wilk, który jest już zaledwie metr od ciebie nie zdążył wyhamować gdy cię zobaczył. Ponad metrowa, pięćdziesięcioro kilogramowa mięsna kula, rozpędzona do pięćdziesięciu kilometrów na godzinę trafiła cię prosto w brzuch. Jest to ostatnie co pamiętasz.
Jak w malignie z okropnym bólem głowy widziałeś jak ciągnie cię ktoś po ziemi. Widzisz i słyszysz niedaleko ucztujące wilki po udanym polowaniu. Znowu straciłeś przytomność.
Obudziłeś się, rzeczywiście w malignie. Jesteś w niewielkiej komnacie całej z drewna. Ale to nie wygląda jak deski tylko bardziej jak wnętrze drzewa. Po środku unosi się kula o nieokreślonym kształcie emitująca zielone światło na cały pokój. Leżysz na materacu wypchanym liśćmi. Również kołdra którą jesteś przykryty jest z liści. I wtem zdałeś sobie sprawę, że jesteś kompletnie nagi. Twoich rzeczy nie widzisz nigdzie w pobliżu. Oprócz łóżka w pokoju jest niewielki stolik rzemieślniczy. Leżą na nim drzewce, pióra i groty. Jest tam też mała miseczka z kamienia pełna jakiejś mazi. Nie ma drzwi. Zamiast nich jest ciężka kurtyna również z liści. Nie znasz więc pory dnia ani godziny.