Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Alchemik druidowi bratem
Rodred:
- Czyli jesteś zielarzem? Uśmiechnęła się lekko pogardliwie. Gdy tylko jej dotknąłeś powiedziała nie zmieniając tonu.
- Ręce przy sobie. Tak to blizny od cięciwy. Ochraniacz krępował mi ruchy. I jak gdyby nigdy nic wróciła do jedzenia chowając rękę pod kołdrę.
- Dobry sok. Stwierdziła po napiciu się.
Mourtun:
Niziolek lekko sie speszyl lecz nie chcial tego pokazywac. - No dobrze, nie jestem zielarzem, mam misje do wypelnienia w polnocnym lesie. Ogolem jestes bardzo spieta. Jest taka wczesna godzina. Powinnas sie rozluznic. - powiedzial oczywiscie tym swoim milutkim glosem. - Podziwiam Cie Rino za twoj hart ducha, masz w sobie duzo woli walki. - rzekl posylajac jej mily usmiech.
//Twarda sztuka :)
Rodred:
- Chyba nie chcesz iść sam do tego lasu hm? I skąd pomysł, że jestem spięta? Wyjrzała za okno i dopiła sok. ÂŚniadanie było już zjedzone. Gdy przedstawiłeś swój komplement ona skwitowała go krótko.
- Nic o mnie nie wiesz. Poczułeś, że to koniec na dziś.
- Zostaw mnie teraz samą bo chcę się przebrać. Godzina już jest późna i czas na kąpiel. Zawiesiła na tobie wyczekujące spojrzenie.
- Dziękuję za śniadanie. Dodała.
Mourtun:
Niziolek posmutnial. - Raczej sam... po chwili rzekl - Tak wiec daj mi okazje by cie poznac... Nie spotkalem jeszcze nigdy, rownie interesujacej kobiety. Udajesz sie nad strumyk? - spojrzal na elfke wzrokiem zbitego kundla. Podszedl i ucalowal ja z zaskoczenia w policzek, jednoczesnie usuwajac sie w tyl by nie dostac z liscia. - Milo ze ci smakowalo. Bywaj! - stanal w drzwiach, gdyby chciala cos jeszcze dodac.
//No wiesz co? ;[ Kij, mam czas, ide nad strumyk ja podpatrywac xd
Rodred:
Rzuciła Ci tylko spojrzenie pełne pogardy i oburzenia. Najwyraźniej całus był jej nie w smak bo złapała za nuż do rzucania co zmusiło cię do wyjścia. Gdy tylko zatrzasnąłeś drzwi usłyszałeś dźwięk wbijającego się w nie noża. Zaskoczyła cię ta nagła zmiana nastroju z jej strony.
Na korytarzu zobaczyłeś tą samą kucharkę, z którą robiłeś śniadanie. Idzie z taca z śniadaniem chichocząc i uśmiechając się przyjaźnie.
- A śniadanie jej chociaż smakowało? Zapytała uśmiechając się ponownie i nadal chichocząc.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej