Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Alchemik druidowi bratem

<< < (111/119) > >>

Mourtun:
// Czwarta?
//Nie przepraszam nigdy nikogo dla zasady... To z czym do niego wyskoczylem to byla czysta prawda.
//Poniewaz sa cholernie ciekawe i jestes najaktywniejszym prowadzacym? Musze sie przyzwyczaic do twojego toku rozumowania.
//Jeszcze jedno. Mam skrepowane nadgarstki?

Rodred:
// 1. Ta Ukahiem o której wszyscy wolimy zapomnieć, 2. piekło 3. Górski szlak 4. Ta
// Przeczytaj to jeszcze raz. Pies to było porównanie zachowania nie stanu społecznego. Niczego się nie bał jak ona umierała tylko był smutny. Jest doświadczonym wojownikiem i o oddaniu, poświęceniu i śmierci wie więcej od ciebie. (Poza tym, że sam jej nie przeżył). Ekhem jak gonił driadę to rzucił wojów do walki a sam czekał? nie. Pierwszy rzucił się na niedźwiedzia. Jak niby miał jej pomóc? Nie wiedział że w pobliżu są diady z umiejętnością respawnu? ÂŻycie oddałeś przypadkiem i przez swoją głupotę. Więc ma bardzo duże prawo cię oceniać. A to czy cie lubi mogło zaważyć czy dostaniesz rękę Riny czy nie, więc trochę głupio że miałeś to w dupie... Podsumowując. Powinieneś go błagać na kolanach o wybaczenie i cieszyć się, że cię od razu nie zabił.
// Jak tak bardzo musisz się przyzwyczaić to nie narzekaj tyle bo nie mam zamiaru dawać Ci forów. Tak jak nie dostanie ich Ukach (I pewnie zginie).
// Możesz nimi wykonać nieznaczne ruchy.

Mourtun:
//C... Co?  <huh> To było aż tak oczywiste? No japie*dole  <facepalm> jestem idiotą...
//Rodred mistrzu, ty mnie tą jedną wyprawą nauczysz więcej niż ja bym się nauczył przez całe życie. Chwała ci za to.
//Dasz mi jeszcze możliwość uratować ten wątek?  ;)
//Biedny Ukah... :(
Niziołek nie spodziewał się tego co się właśnie stało, biegł za driadą a teraz dusi go wąż. Wielkie bydle, nie wiedział co to jest. Bynajmniej tyłek miało ogromny. W ciąży? - przeszło mu przez myśl. Delikatnie jedną z rąk złapał za sztylet umiejscowiony przy pasie, obrócił go w palcach kierując go ostrzem do góry, złapał mocniej dłonią rękojeść i z trudem wbił ostrze w bydle, z całej siły wpychał ostrze w zwierze.

Rodred:
//.
// Proszę bardzo.
// Nie nie dam. Musisz ją sam wywalczyć.
//.

Udało Ci się dobyć sztyletu jednak pod tym kątem nie byłeś wstanie go wbić. Pokłułeś trochę zwierze, ale tylko zwiększyło nacisk. Usłyszałeś jeden za drugim w ciągu sekundy trzy świsty. Trzy strzały niemal jednocześnie wbiły się w pytona uśmiercając go od razu. Podbiegła do ciebie Shani i wyrywając strzały powiedziała z pretensją.
- Nie obijaj się! Musimy się pospieszyć.  Pomagając trochę ci się wyplątać pobiegła dalej.
Dawno nie cieszyłeś się tak bardzo czując powietrze w płucach.

Mourtun:
//Chodzi mi tylko o to czy mogę się tam jeszcze wrócić?
//I zastanawiam się czy jak tam wróce to czy ty nie zaczniesz się znowu mną bawić.

Mourtun uwolnił się spod stalowego uścisku, trzymał w ręce sztylet, rzekł do Shani. - Poczekaj Shani, muszę coś sprawdzić i ciebie zapytać, to ważne. - po tym przykucnął obok węża i rozciągnął go na długość, wbił sztylet obok głowy i ciął aż do końca ogona. Po rozcięciu węża, sprawdził czy nie ma w sobie jajka.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej