Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Alchemik druidowi bratem
Mourtun:
//Panie, a co jakbym chciał napisać że go nie zemdliło?
Niziołka wszak nie zemdliło gdyż wciąż patrzył się na twarz elfki. Wzdychał jakby zakochany. Gdy całe towarzystwo zajmowało się dzikiem ten szepnął do kobiety. - Rino, to jak to w końcu jest, coś do mnie czujesz?
Rodred:
// Nie zemdliło, nie mogę znaleźć słowa... Zniesmaczyło coś takiego. To jest efekt raczej w małym stopniu zależny od woli.
- Już Ci odpowiadałam na to pytanie. Powiedziała sucho patrząc się w ogień.
Po chwili dzik już był gotowy i wojownicy wrzucili go na ruszt.
Mourtun:
Niziołek położył swoją łapkę na ręce elfki i uśmiechnął się słodko, patrzył się przez chwilę na nią po czym skierował swój wzrok na ogien a dokladniej na dzika. - Mmmm... Jak ja dawno nie jadłem, jakby nie patrzeć to już chyba ze dwa tygodnie będzie. - mówił rozmarzonym głosem.
Rodred:
- Drzewo cię żywiło na swój dziwny sposób.
Widzisz, że Shani wytarła ręce od krwi w liście i siadła z Franciszkiem pogadać o medycynie. Widzisz, że Nikolaj znów ma was na oku.
Mourtun:
- Mozliwe, chociaz kawalka dzika nie odmowie, oczywiscie jesli mnie poczestujecie. - rzekl obojetnie. Lapke wciaz trzymal na rece elfki cieszac sie przy tym jak dziecko. Sciszyl nieco glos by rzec do niej. - Dlaczego twoj ojciec jest taki... No wiesz. Nie lubi mnie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej