Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Alchemik druidowi bratem
Mourtun:
- Poczekaj na mnie minutkę! Zrzucił ubranie z siebie, zostawiając tylko spodnie wraz z brońmi przy pasie. Podbiegł pod jeziorko, wszedł do pasa i szybko przeprał swój strój. Po chwili cały czysty gdyż spodnie się też wyprały z ubraniami w ręce pobiegł za Shani.
Rodred:
W połowie drogi powrotnej natknąłeś się na 3 wojowników idących w tą stronę.
Mourtun:
Niziołek idąc z ubraniami w ręce i gołą klatką piersiową w mokrych spodniach szedł w kierunku ogniska. Spojrzał na wojowników, posłał im uśmiech i kiwnął głową w oznace szacunku. Innymi słowy wyminął ich i szedł dalej przed siebie. Dawno nic nie jadłem aż się głodny zrobiłem, mmm, dzik.
Rodred:
Doszedłeś do ogniska. Widzisz, że prawie such Shani siedzi obok Riny i Silnie ją obejmuje jedną ręką, a drugą pokazuje niebo coś tłumacząc. Widzisz, że Rina znowu jest dość mocno skrępowana, ale jakby zaczyna się do tego przyzwyczajać. Widzisz, że wódz siedzi z drugiej strony Riny i patrzy na Shani jak by się zastawiał czy aby na pewno jest z nią wszystko ok.
Mourtun:
Niziołek wreszcie chciał zostać sam na sam z Riną , no mniejsza o Shani, zrozumie. Musiał kombinować. Usiadł sobie obok driady i patrzył się przez kilka sekund w ognisko, w bezpiecznej od ognia odległości ułożył swe ubrania aby wyschły. Patrzał się w ogień i wpadł mu do głowy fajny pomysł, spojrzał na Rinę i puścił jej oczko po czym rzekł do przypitego wodza. - Nikolaju! Chłopaki wołały ciebie, swego najlepszego wodza. Potrzebują pomocy, niestety nie wiem z czym dokładnie, może natrafili na więcej dzików i nie mogą ich unieść. - mówił spokojnym głosem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej