Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Alchemik druidowi bratem
Rodred:
Driada nawet nie drgnęła jak za nią wyskoczyłeś.
- I ciebie i dzika słyszałam. Idę już do ogniska, muszę się i suknię wysuszyć. Powiedziała wychodząc z suknią na ramieniu. Zabrała kołczan i ruszyła naga w drogę powrotną.
Mourtun:
Wyszedł z wody i stanął nagi taki jakim go matka Ventepi stworzyła, patrzył się na driadę. - Shani, a powiedz mi, kim dla ciebie jestem? - zabrał swój złom i idać za nią zaczął się ubierać.
Rodred:
- Goblinem. Powiedziała tak jak by to było oczywiste.
- Jako, że teraz tych ludzi jest sporo to jak bym robiła coś przez co jakoś mogłabym się narazić do mnie ostrzeż dobrze? Mówiła nie odwracając się
- Powiem im, żeby poszli po tego dzika co go ustrzeliłam. Mówiła. Jesteście już blisko. Ty się już ubrałeś nie gubiąc nic po drodze. Obróciła się i spojrzała na ciebie zdziwiona.
- Przecież jesteś mokry czemu się ubrałeś? I twoje ubranie też jest brudne. Zauważyła.
Mourtun:
- Shani... - rzekł takim głosem jakby chciał przekazać facepalma. - Nie jestem goblinem. Jestem niziołkiem. Przyjrzyj mi się dokładnie, czy nie jestem od nich inny, no po za wzrostem? - rzekł spokojnie. - Nie zdążyłem go wyprać bo szybko uciekłaś, po za tym pomagałem ci umyć włosy. - uśmiechnął się. - Nie musisz ich przeganiać jeśli na razie ci nic nie zrobili to i teraz nie powinni, w razie czego pokaże ci gest, o taki. - uniósł dłoń i złożył wszystkie palce oprócz wskazującego i środkowego który zostawił wyprostowane. - Fakt, jest brudne, sugerujesz żeby je zdjąć? - zapytał lekko zmieszany.
Rodred:
- Nie pytałeś mnie kim jesteś tylko kim jesteś dla mnie. Powiedziała odwracając się.
- Po tego dzika i tak trzeba kogoś wysłać bo ja go nie uniosę. A co do ubrania to możesz tam wrócić i je umyć. Po czym krytycznie spojrzała na swoje ciało.
- O ja już wyschłam. Powiedziała i się szybko ubrała po czym ruszyła dalej w kierunku ogniska.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej